sobota, 19 listopada 2016

Krytyka w słusznej sprawie

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Czy możliwe jest nauczenie się wina? Zrozumienie go? Rozpracowanie na części pierwsze, wyizolowanie aromatów, pod-aromatów, aromatów pierwotnych, wtórnych i tak dalej? Poznanie swoich preferencji poprzez degustację tuzina przypadkowych win z całego świata? Otwarcie się na nowe, niepoznane, w świecie, gdzie masy próbują lansować właściwe wina, właściwe marki butów, właściwe miejsca i właściwy sposób wycierania półek na właściwe książki, słuchając jedynej właściwej muzyki?

WineFolly

Często słyszę pytanie, czy długo uczyłem się wina. Niemal zawsze odpowiadam, że robię to cały czas, bo nie jest to stała materia, a przez to mogę zapomnieć o nudzie i rutynie. Codziennie degustować inne wino, zatracając się w zawartości kieliszka, cierpliwie i uważnie słuchając szeptów dochodzących spomiędzy szyjki nowo otwartej butelki. Nie mam oporów przed przyznaniem się, że nie wiem tyle, ile bym chciał - i to nigdy nie nastąpi, bo wtedy zamiera głód wiedzy; robimy się wygodni do granic możliwości, zaszywamy się w swojej strefie komfortu i z pozycji "proszę państwa" ferujemy totalnie bezsensowne wyroki w stylu smakuje/nie smakuje. I z takiego miejsca niedaleka droga do bzdurnego przeświadczenia, że tzw. dobre wino musi być długie. Weźmy taki dający niesamowitego kopa utwór "Ace of Spades", któremu długością daleko do "Child in time" czy półgodzinnych "tejków" jazzowych. Jednak nie sposób odmówić mu wyrazistości, motywowania czy też trudnego do uchwycenia wpadnięcia w wir od samego początku jego trwania. 

BoukeWines

I kiedy już słuchamy właściwej muzyki i mamy w ręki właściwe wino to chciałoby się napisać tekst o nim, naturalnie - właściwy. Pisać krótko czy rozwlekle, dosadnie czy z aluzjami, prosto z mostu czy dyplomatycznie, zrozumiale czy bełkotliwie? Pewien tekściarz przyznał kiedyś, że statystyczny "słuchacz" jego płyt rozumie może z 10% przekazu, rodzina 25%, a przyjaciele 80%. Czy tak samo powinno być z artykułami o winie? Po raz setny tłumaczyć różnicę pomiędzy słodyczą a owocowością? Do znudzenia wyjaśniać, że szczep nie definiuje wina jeszcze przed otwarciem butelki i zawsze warto próbować nowego?

HalogenSoftware

Dźwięki, szkło, sok z gumijagód i litery w poprawnej kolejności odhaczone - może warto coś przeczytać? Od pewnego czasu można natknąć się na coraz więcej treści w rodzaju "ekspert winiarski w 15 minut", "sommelier w dobę", co smuci z uwagi na fakt, że taką clickbaitową retoryką parają się autorytety winiarskie. Co tam Master Sommeliery! Co tam Master of Wine! Na co komu jakieś WSET-y! Po co wiedza, zaplecze degustacyjne, pewne podstawy - każdy może zostać hardkorem winiarskim! 

Wyłączmy płytę, odstawmy kieliszek, odłóżmy książkę i bzdurne komentarze, badziewny PR i przekonanie, że wszystko możemy mieć od razu. Równie bezsensowne co pogląd, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Ma ktoś pomysł, jak przemianować sportowe no pain, no gain na nasze winiarskie poletko?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

wtorek, 25 października 2016

Mazzei - płynny hedonizm

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Chianti powoduje u mnie zakłopotanie połączone z czarną dziurą. Nie jest to pierwsze wino, które przychodzi mi na myśl w temacie parowania z jedzeniem, ciężko wybrać moment, kiedy z własnej woli sięgnąłem po butelkę z tej apelacji. Częściej trafia ono do kieliszków przede mną w trakcie tzw. posiłków na mieście. Rzadziej w degustacji solo, zawsze jako wdzięczny towarzysz różnych potraw. Ale niech wyznawcy czarnego koguta (symbolu Chianti, w konkretnie Chianti Classico) nie łapią się za głowy i nie zerkają z niedowierzaniem z częstotliwość otwierania kolejnych butelek tego za każdym razem innego wina. Właśnie w tym roku przypada 300-letnia rocznica ustanowienia tej apelacji w bajkowej Toskanii.

Filippo Mazzei - ten współczesny ;) (mazzei.it)

Powiadają, że sukces ma wielu ojców, jednak w tym przypadku wystarczył jeden. Ser Lapo Mazzei z Carmignano, należący do rodziny pionierów produkcji win i uprawy winorośli, któremu przypisuje się użycie na piśmie w 1398 r. nazwy Chianti w kontekście terroir i obszaru upraw. Jednak śmiały plan wcielił w życie kilka wieków później odkrywca i innowator Filippo Mazzei, którego postać powinna być omawiana we wszystkich podręcznikach przedsiębiorczości i to właśnie za jego sprawą marzenie jego przodka stało jest prawdą.

fot. WineMike

Nie sposób opisać uczucia, kiedy degustujecie z butelek o pojemności magnum; na pewno doceniacie sam fakt, że rzadko macie okazję do takiego wydarzenia. Wiecie, że najlepsze czasy wino ma jeszcze przed sobą, gdyż im większa pojemność tym wolniej rozwija się nasz ulubiony napój. Wiedział z pewnością o tym Filippo Mazzei, przedstawiciel dwudziestego czwartego pokolenia rodziny, która stworzyła swoją historię winiarskich Włoch. Z zainteresowaniem i zrozumieniem spoglądał na etykiety, kieliszki, twarze degustujących, skrzętnie sporządzane notatki u Roberta Mielżyńskiego. Niesamowicie chętny do dyskusji Filippo oprócz trzech kolejnych roczników flagowego Chianti - Fonterutoli, miał w zanadrzu, z tych samych roczników, swoje owiane legendami supertoskany - Siepi. Mokry, jesienny sen garstki zebranych.

fot. WineMike

Suche kieliszki zmąciło Chianti Classico 2009 (magnum); aroniowo-jeżynowe, nieco dymne akcenty, równa tanina, brakuje jedynie nieco większej kwasowości, która została prawie uzupełniona przez niuanse owocowe, szczupłe, po czasie eksplodujące z kieliszków, niewinne jak nastolatka sprzed Nabokowa. Chianti Classico 2007; mięsne, nieco zamknięte, otwiera się w kierunku nut stajennych, spora tanina, średnio wysuszające, pestkowy finisz, gdzieniegdzie szypułkowe akcenty, ewoluuje i nagradza nutami ziemistymi. Chianti Classico 2005; ściółka leśna, mokra kora, suszona żurawina, nadal zgrabna kwasowość, tanina wygładzona do granic, świetny ekstrakt, szepczące.

fot. WineMike

Powróciliśmy do standardowej pojemności, jednak mile zaskoczeni zostali ci, którzy spodziewali się standardowej zawartości. Siepi 2012; młodziutkie, nieuczesane, jednak czające się nieśmiałe owoce zwiastują horyzont rozwoju, warto wrócić do tego wina z 3-4 lata. Siepi 2007; skaj, politura, kalafonia, perfumowe, rodzynkowe niuanse, świetne usta, bardzo dobra równowaga, intensywne, ale nie przytłaczające, świeże i skoncentrowane. Siepi 2005; stajenne, dżemowe akcenty, kwasowość i tanina ostre.niczym katana, zdecydowanie wymagało dekantacji.

fot. WineMike

Chianti zmienia się, ewoluuje, idzie z duchem czasu. Przy tak okrągłej rocznicy warto zadawać sobie pytania o przyszłość, cele i sposoby na ich osiągnięcie. Dwa lata temu w Chianti Classico wprowadzono nową kategorię - gran selezione, która nadal ma wielu przeciwników. Zawsze jednak warto sięgać wyżej, starać się bardziej. Miałem wrażenie, że każde z degustowanych tamtego posępnego dnia win starało się szeptać "per aspera ad astra".


sobota, 15 października 2016

Czy recenzje win mają znaczenie?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Jak często czytacie recenzje win? Poznajecie podejście blogera/dziennikarza do opisywanej zawartości kieliszka? Posiłkujecie się ich osądami w trakcie zakupów? Ślepo zawierzacie ich ochom i achom, trzymając się z dala od tych pozycji, które nie dostąpiły zaszczytu wzmianki w tekście? A może płyniecie pod prąd, owszem, zerkając na recenzje, ale w efekcie dokonując niezależnego wyboru?

Vinfolio

Zaobserwowałem problem z odbiorem recenzji win. Chyba niewiele można zrobić względem tych, dla których skale liczbowe i klepnięcie "Wino mi się podoba, wino jest fajne" (co to w ogóle znaczy i jaka tu jest wartość dla czytającego?) jest wszystkim, czego oczekują od autora. Kiedyś stosowałem skalę liczbową, niekoniecznie się nią przejmując, bo oczywiście nie ma ona konkretnego przełożenia na cokolwiek, nawet w obrębie win z tego samego gatunku. Generalnie nawet krótki, choćby jednozdaniowy komentarz pozwala częściowo poznać zdanie opisującego. Rolą krytyka może być wskazanie jakiejś możliwości zrozumienia, zaprezentowanie "odczytania", zupełnie jak w przypadku filmu czy książki, jednak nigdy nie powinno być wyrocznią tak-lub-nie. Jeśli poza zgodzeniem się, bądź zanegowaniem nie stoi nic więcej to mamy współczynnik losowy, a to oznacza, że jeśli nic ponad opinię z którą się zgodziłem powiedzieć nie mogę to obcowanie z recenzjami nie ma sensu, bo jedynie programują odbiorcę bez udziału jego rozumu.(szeroko mówiłem o tym tutaj).

WineFolly

Jesteśmy różni. Nie widzę w tym absolutnie nic złego, że są ludzie, którzy różnią się ode mnie czy od innych osób. Krytykują wina w internecie i tak dalej, mają inne wymagania - mniejsze lub większe. Każdy ma swoją perspektywę, swoje podejście, swoje oczekiwania - warto to zaakceptować. Kiedy pada komentarz po recenzji wina "ale nie zgadzam się" to świetnie, że spędziłeś przy nim miło czas, podczas gdy u mnie nie znalazło ono akceptacji. Doskonale wiadomo, że są filmy, jak i wina "konkursowe", które robi się dla recenzentów, a nie odbiorców. A jeśli jest autor, którego gust pokrywa się z Twoim to czy liczy się dla Ciebie jego opinia? Sądzisz, że dla Ciebie dany produkt też będzie dobry? Naturalnie chodzi o sytuację, kiedy kogoś obserwujesz/czytasz od dłuższego czasu, a nigdy po jednym materiale. Ważne są argumenty za i przeciw, a nie dobre/niedobre.

BillsWineWandering

Kwestia, czy wino smakowało oraz czy było dobre - to dwie osobne sprawy. Niestety mnóstwo osób nie potrafi przyznać się do tego, że smakowało im kiepskie wino. I musimy pogodzić się z faktem, że wiele osób nie ma specjalnych wymagań odnośnie wina (muzyki, filmów itd.). Problem pojawia się, kiedy ta rzesza ludzi zaczyna lansować i narzucać swój światopogląd jako jedyny i słuszny. Popularny jest ostatnio, niestety, tzw. rak content, czyli ogół rzeczy (ale w żadnym wypadku treści), które niczego nie wnoszą do dyskusji, nie stanowią żadnej kreacji, żerują na najniższych instynktach. Mieszamy wtedy dwa bardzo ważne pola - emocji, na które może mieć wpływ niesłychana ilość przyczyn trudnych do weryfikacji oraz estetyki, którą śmiało można oceniać. Gdyby było inaczej to takie dziedziny sportu jak, na przykład, akrobatyka nie miałyby znaczenia. Identycznie możemy oceniać wina, na przykład takie, które nam nie smakują, mogą być dobre i taki pogląd można uzasadnić, ale kierując się względami estetycznymi, a nie emocjonalnymi. Niestety, emocje sprawiają, że osoba przybiera despotyczną postawę w postaci zawsze posiadanej racji, przypisując własnemu gustowi normę powszechności (a innych określając w pogardliwym znaczeniu amatorami czy też snobami).

Vivino

Dzięki normom estetycznym poznajemy coś, co jest nam światopoglądowo obce. Otwieramy się na coś nowego. Śmiało można powiedzieć, że wino jest kiepskie, pod warunkiem, że taką wypowiedź się odpowiednio uargumentuje. I tutaj mamy źródło problemu - nieumiejętność dowodzenia racji, po prostu najczęściej jest to zbiór gołosłownych epitetów. Niektórzy po prostu nie są w stanie wybaczyć tego, że traktuje się ich poważnie. Rozwój nie jest możliwy, jeśli wszyscy się ze sobą zgadzają.


Facebook - Wine Trip Into Your Soul

piątek, 16 września 2016

Flaszki we mgle - trzecia runda

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Żyjemy w społeczeństwie w którym próbuje się nam wmówić, że musimy wszystko wiedzieć. Posiadać ogólną wiedzę, a pociągnięci za język zasypać rozmówcę fachowym żargonem. Odcinam się od tego i wolę promować zwątpienie. Potrzebę budowania wiedzy na nowo, odstawienia na półkę aksjomatów, przekonania, jak wiele jeszcze nie wiemy. Wypełnienia luki w najprostszy z możliwych sposobów - napełnienie kieliszka i analizowanie jego zawartości.

fot. Robert "Winiacz" Szulc

Znane są niedowierzania "znowu degustacja w ciemno? Przecież po jednej już wszystko wiemy, jak pachnie i smakuje dany szczep, takie coś wyczerpuje temat". Chętnie wtedy przypominam scenę z ponadczasowego musicalu "Deszczowa piosenka", kiedy Gene Kelly starając się zaimponować tymczasowej "szoferce" Debbie Reynolds, zagaja ją o filmy, na co ona uroczo odpowiada "Widzieć jeden film to tak jak widzieć wszystkie". Otóż każda degustacja to inna podróż, w głąb butelki, kieliszka, szczepu, nas samych. I procedura jest ta sama niezależnie od ceny wina, bo chociaż degustujemy to samo to każdy czuje co innego. I właściwie, bo w najgorszym scenariuszu prowadzący czytałby opis wina z kontreetykiety butelki, a zebrani po kolei podpisywaliby się pod arkuszem "ocen". Ale daleko nam do tego, więc warto przyjrzeć się samej degustacji - i tu Was zaskoczę.

Piotr "Z winem do kina" Wdowiak

Wyjątkowo postanowiłem zrezygnować z opisywania każdego wina, a skupić się na samym wydarzeniu. Udało mi się zebrać różnorodne grono degustujących, nie zabrakło sommelierów, blogerów i gości, którzy sprzedają wino na co dzień. Naturalnie nikt z nich nie dysponował żadnymi informacjami odnośnie win, roczników, cen ani importerów. Zadaniem było wskazanie szczepu, co już po nalaniu pierwszego wina i próbach odgadnięcia odmiany uzmysłowiło mi, że na sali nie ma osób przypadkowych. Zacięcie z jakim prześcigali się w propozycjach i ukradkowych spojrzeniach na mnie, obliczonych na bezgłośne podanie rozwiązania stanowiły świetne widowisko. Przełamywali skrypty w swoich głowach z zaskoczeniem dochodząc do wniosku, że oto uczą się, ale nie znienawidzonego przedmiotu, tylko czegoś, co jest niezwykle ulotne i trudne do nazwania, a odczuwalne w momencie podania jako jedyni prawidłowego rozwiązania.

fot. Ewa Relidzyńska

Wszystko kiedyś się kończy, najsmaczniejsze wino nieubłaganie umyka z butelki, ale pozostaje satysfakcja z pragnienia wiedzy. A kiedy tak patrzyłem na wszystkich i na każdego z osobna w trakcie tego wydarzenia wiedziałem, że są w tym momencie idealni - jak waza z dynastii Ming. I serce się krajało, że po wszystkim każda skorupka poszła w swoją stronę.

W degustacji udział wzięli:
Monika Frendl (Wine Guide)
Justyna i Mateusz Papiernik (Winne Przygody) 
Ewa Relidzyńska (sommelierka, członkini Stowarzyszenia Sommelierów Polskich)
Łukasz Gajewski (Pod Pretextem)
Małgorzata i Michał Partyka (Enowersytet)
Mateusz J. Porada (Białe czy Czerwone?)
Marta Regowska (sommelierka)
Jerzy Moskała (Winne Okolice)
Robert Szulc (Winiacz)
Piotr Wdowiak (Z winem do kina) 

Zachęcam Was do zapoznania się z relacjami zaproszonych:





I naturalnie dziękuję importerom - Krople wina, Lidl Polska, Mielżyński, Pod Pretextem, WineAndYou oraz WineAvenue - bez Was to wydarzenie byłoby niemożliwe.

Lista win w kolejności degustowania:

1. Aldegheri Garganega 2015 (Wine & You - 33 zł)

2. Rectoral do Umia Rías Baixas Albariño Sentidiño 2015 (Lidl Polska - 19,99 zł)

3. Tola Grillo 2015 (Krople wina - 39 zł)

4. Dereszla Tokaji Furmint 2015 (Lidl Polska - 19,99 zł)

5. Domaine du Moulin de Dusenbach Alsace Riesling 2013 (Wine & You - 49 zł)

6. Mustela Langhe Chardonnay 2015 (Krople wina - 39 zł)

7. Taschner Soproni Irsai Oliver 2015 (Lidl Polska - 14,99 zł)

8. Domaine Moulin Camus Muscadet Sevre & Maine sur lie 2015 (Wine & You - 34 zł)

9. Condesa de Leganza Finca Los Trenzones La Mancha Verdejo 2015 (Lidl Polska - 19,99 zł)

10. Gran Caus Rosato Merlot 2015 (Pod Pretextem - 108 zl)

11. Tinpot Hut Marlborough Pinot Noir 2011 (WineAvenue - 87 zł)

12. Anton Hundsdorfer Burgenland St. Laurent 2012 (Wine & You - 44 zł)

13. Tola Nero d'Avola 2015 (Krople wina - 39 zł)

14. William Cole Columbine Special Reserve Colchagua Valley Carmenere 2013 
(WineAvenue - 59 zł)

15. Pagos de Leza Rioja Editor Crianza 2012 (Pod Pretextem - 56 zł)

16. Spencer La Pujade Languedoc Vieilles Vignes Carignan 2013 (Wine & You - 39 zł)

17. Foradori Teroldego Rotaliano 2013 (Mielżyński - 96 zł)

18. Castello Romitorio Chianti Colli Senesi 2011 (Wine & You - 47 zł)

19. Mitolo Jester Mc Laren Vale Cabernet Sauvignon 2012 (WineAvenue - 79 zł)

20. Lan Rioja Tempranillo Crianza 2011 (Mielżyński - 46 zł)

21. Bodega La Flor Mendoza Malbec 2013 (WineAvenue - 49 zł)

22. Dehesa del Carizzal MV 2011 (Syrah, Merlot, Cabernet Sauvignon i Tempranillo)
(Pod Pretextem - 65 zł)

23. Bodega Familia Irurtia Uruguay Tannat Gran Reserva 2011 (WineAvenue - 79 zł)

24. Rickety Bridge Western Cape Shiraz 2010 (WineAvenue - 79 zł)


Facebook - Wine Trip Into Your Soul

środa, 24 sierpnia 2016

Dlaczego degustować w ciemno?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Podobno banalne pytania nie wymagają odpowiedzi. Identycznie, jakby dywagować, czy rzeczywiście takie grupy jak Led Zeppelin, The Who czy Massive Attack zasługują na miano wyjątkowych zjawisk w kontekście ponadczasowym. Albo roztrząsywać słuszność zasług i peanów na temat BB Kinga, Milesa Davisa, Dworzaka, Dostojewskiego, Gogola, Cortazara, Shawa, Dalego, Warhola, Hawkinga, Milgrama i wielu, wielu innych. Aksjomaty, które przyjmujemy na wiarę, "bo są i tak ma być", zupełnie jak "Słowacki wielkim poetą był". Wcale nie był, ale to szczegół z którym niewielu ma odwagę dyskutować. A z naszego podwórka - czy jest sens degustowania w ciemno? Kiedy mamy szczątkowe informacje o winie lub jawi się ono jako wielka niewiadoma?

Estore

Odmiany, a raczej sposób ich "zrobienia" potrafią zaskoczyć lub zniechęcić, ale przede wszystkim prowokować do dyskusji. Niedawno Pinot Noir z Hizpanii zostało sklasyfikowane jako Valpolicella Ripasso, a parę wydało okrzyk zdziwienia, kiedy iście łodygowe Sauvignon Blanc (konkretnie Sancerre) trafiło do ich kieliszków i świadomości. Całkowicie wymykało się ono trawiasto-agrestowym, pozornie podręcznikowym niuansom. Innym razem Merlot, wcale nie najtańszy, nie miał w swoje nic z tego, co lubimy w nim najbardziej. I nikt się z nikogo nie śmieje, nie wytyka palcami, bo nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi - banał, ale jakże prawdziwy. Nie ma fizycznej możliwość zdegustowania wszystkich win świata, więc za każdym razem można być zaskoczonym.

WineHouseBlogger

Tacy nie biorący udziału w degustacjach w ciemno zdają się mieć immunitet na krytykę. A przecież w utrzymującej się od dłuższego czasu irytującej modzie posiadania wiedzy o wszystkim, bycia ciągle online, z telefonem przyrośniętym do ręki to właśnie brak wiary we własną nieomylność jest luksusem. Mało kto przyznaje się do błędu, niewiedzy, co dziwnym zbiegiem okoliczności często tożsame jest z okazywaniem słabości. Ogromnie szanuję wszystkich tych, którzy chcą się rozwijać, pogłębiać swoje zainteresowania, a nie zajmują - w swoim mniemaniu - pozycję "wiem wszystko i co mi zrobisz". 

WineFolly

Bardzo lubię organizować takie degustacje, czy to dla profesjonalistów, blogerów czy też kompletnych amatorów. Jest to olbrzymia frajda - przekazywanie wiedzy, obserwacja zaproszonych podczas degustacji i dyskutowanie o zawartości kieliszków. Degustowanie w ciemno to nie tylko pozornie nudna nauka, ale przede wszystkim trening dla zmysłów. I nie jest ważne, czy próbujecie trzech, dziesięciu czy trzydziestu win - za każdym takim mini-maratonem idzie poznawanie, zaskoczenie, ale przede wszystkim poczucie, że nie stoimy w miejscu i poszerzamy swoją wiedzą o naszym ulubionym napoju na świecie. A umysł jest jak spadochron - żeby działał, musi być otwarty.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

niedziela, 14 sierpnia 2016

Inama - greatest story ever told

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Bywają takie dni, kiedy musisz otworzyć konkretne wino. I nic nie stanie Tobie na drodze - niedokończony projekt, perwersyjnie używający wiertarki udarowej sąsiad, deadline podgryzający niczym wygłodniały kot o brzasku, patrzący z wyrzutem z drzwi lodówki dawno temu wydrukowany i zapomniany plan treningów. A skoro wpis ten przybiera nuty niecodzienne niż zwykle, macie rację i wprawne oko. W swoje urodziny podzielę się z Wami wpisem bardziej osobistym niż szablonowym, co nie oznacza, że możecie przypiąć łatkę "ckliwy romantyzm" i zamknąć okno w przeglądarce.

fot. WineMike

Niedawno brałem udział w wyjątkowej degustacji prowadzonej przez skromnego i nietuzinkowego człowieka, importera, w którego żyłach z pewnością płynie krew rodem z półwyspu Apenińskiego, choć jego korzeni należy upatrywać w kraju Warsa i Sawy. Piotr Chełchowski ze swoim wyczynowym projektem Krople wina od paru lat sukcesywnie wprowadza nowych producentów na nasz rynek, odświeża zapomnianych i sprawia, że odkrywam Włochy na nowo.

W upalny poranek zebrał on garstkę zapaleńców w odległej ideowo winiarni Wino & Friends. Nowoczesne wnętrza przykuły spojrzenia, ale nie pozwoliły odwrócić uwagi od tego, co było wtedy najważniejsze - opowieści oraz zawartości kieliszków. Cóż więcej pozostało, jak cierpliwe patrzeć na jeszcze suchy kieliszek leniwie napełniający się pierwszym winem..

fot. WineMike

W latach pięćdziesiątych minionego wieku, kiedy triumfy święcili Frank Sinatra i Gene Kelly, a pies z kulawą nogą nie słyszał o Bee Gees, niejaki Giuseppe Inama zawierzył odmianie Garganega i poświęcił jej swoje życie. Miało to miejsce w regionie Soave Classico, który do dzisiaj pozostaje centrum upraw i zainteresowań rodziny Inama. Trudno jest nadać sens czemuś znanemu, wyświechtanemu, obeznanemu do tego stopnia, że staje się ono powszednie i codzienne, a nie nowatorskie, świeże, strącające tradycję z piedestału. Taka sztuka z powodzeniem udała się rodzinie Inama, a Wam życzę, żebyście niejednokrotnie próbowali tych win, gdyż są one dalekie od salonowego zadęcia i wiejskiego szaleństwa, a łączą co najlepsze z obu tych światów.

fot. WineMike

Soave Classico 2015 (82 zł); tłustawe, nieco słonawe, przystępne, treściwe, dobra równowaga, odświeżające, melonowe, trawiaste, nieco gruszkowe.

fot. WineMike

Soave Classico Vigneti di Foscarino 2014 (99 zł); obiecujący nos, pełen aptecznych nut, intensywnych niuansów, pluszowe, równa kwasowość, dobra równowaga, zielone usta, ale jako cecha, a nie wada.

fot. WineMike

Vulcaia Sauvignon Blanc 2015 (93 zł); kamienne, mineralne akcenty, niepozorne, zrównoważone, miękkie i wymagające, czarny koń degustacji w ciemno z rozpoznawania szczepów. Wymykające się wszelkim podręcznikowym "zasadom" robienia Sauvignon Blanc, zdecydowanie na plus, pozwalające poszerzać horyzonty i wyciągać z tak wygodnej strefy komfortu degustatora.

fot. WineMike

Chardonnay 2015 (89 zł); dyskretne nuty białych kwiatów, soczyste i dobrze zrównoważone, z czasem pojawiają się nuty mchu tuż po deszczu.

fot. WineMike

Carmenere 2015 (89 zł); wyjątkowa niespodzianka, nuty aroniowo-borówkowe, dość pikantne, soczyste, dobrze ułożone, nie sposób pominąć czającego się zza winkla francuskiego ducha. 

Skoro wpis urodzinowy to kontynuujemy klimat osobisty obiecany na wstępie. Nie siląc się na patos i górnolotne przemowy godne najlepszych prawników tuż przed ogłoszeniem skazującego wyroku, przyznam Wam szczerze, że były to jedne z najlepszych win bieżącego roku. Bez ściemy, wydziwiania, pokątnych znajomości i zakulisowego wciskania banknotów za pazuchę. Więcej takich win, czego sobie i Wam życzę.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Biało-czerwoni w Lidlu


Czasami warto przystopować, zatrzymać się na chwilę lub dwie, poddać się nieśmiertelnej dewizie z najlepszej piosenki na świecie, która została zawarta w prostych słowach "we are programmed to receive". Traktując ostatnio nader serio tę zasadę skupiłem się ostatnio na testowaniu win, po które z różnych powodów sięgam rzadziej niż bym chciał. A że wielkie umysły myślą podobnie to dwa dni później Lidl rozesłał do mniej i bardziej poczytnych blogerów duet w teorii wybitny - Albarino i Mencia. O pierwszym szczepie słyszeli nawet ci, którzy nie chcieli - lansowane jako letnie wino o stu twarzach, słone, mineralne, odświeżające, dedykowane tarasom, ogródkom, działkom i strudzonym wędrowcom. Natomiast szczep Mencia z malutkiego regionu Bierzo swego czasu był niesłusznie pomijany i traktowany jako zło konieczne. Ale to już przeszłość, idzie nowe - ale czy oznacza to - ekhm, ekhm - dobrą zmianę?

fot. WineMike

Rectoral do Umia Rías Baixas Albariño Sentidiño 2015; mokry sen wielbicieli zjadania limonek w całości, świdruje kubki smakowe wybitnie jednostajną kwasowością, niczym młodzian w nowej furze (ojca) na przedmieściach - dużo, głośno, ale niekoniecznie dobrze. Kiedy przebrzmią nachalne cytrusy i umilkną basy, dostajemy pod oko prawym goryczkowym, który zwala nas z nóg i trzyma niczym guma podeszwy. Za 19,99 zł - ryzykujecie?

fot. WineMike

Gwóźdź programu - Martín Códax Bierzo Mencía Viento de Invierno 2013, do którego nawet producent nie przyznaje się na swojej stronie www. Po otwarciu butelki doskonale wiedziałem, dlaczego tak postąpiono. Miękkie, jagodowe nuty, mokra ziemia, mądrze użyta beczka, potoczystość i przyjemność z picia - jeśli szukacie charakterystycznych niuansów szczepu Mencia to tutaj ich nie znajdziecie. Zaoferowano natomiast spady i odrzuty - skisłe owoce leśne, rozjechaną kwasowość z wszędobylskimi taninami, dominujący alkohol i bylejakość. Cena 24,99 zł równie śmieszna jak hasło "zrzuć 10 kilo w weekend". Jak mawiał klasyk "A miało być tak pięknie".

fot. WineMike

Bonus: Nie dajcie sobie wmówić, że degustowana Mencia - jak zarzeka się jeden z portali - "udźwignie nawet cięższe gulasze, rolady czy bolońskie sosy". Testowane minionego weekendu z przywołanymi daniami skutecznie odpychały uwagę od zawartości kieliszka, dosadnie psując każdą z tych potraw. Sorry, ale to nie jest nawet półka "wino gastronomiczne".

Reszty letniej oferty Lidla nie miałem jeszcze okazji degustować, ale - jak zresztą sami widzicie - rozesłana dwójka na pewno nie jest reprezentacyjna w swoich kategoriach, a byłoby kiepsko, gdyby okazały się wizytówkami całej oferty.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul