wtorek, 26 sierpnia 2014

Greckie szczepy


Dźwięczne nazwy greckich szczepów wprawdzie nie przypominają śpiewnego języka elfów, jednak mają w sobie coś wibrującego. Na przekór nowo światowym modom, które przychodzą i odchodzą, Grecy pozostają wierni endemicznym szczepom. Do najbardziej znany należą..

Naturalnie zaczynamy od białych! Assyrtico jest jedną z najpopularniejszych odmian uprawianych w Grecji. Pierwsze wzmianki o tym szczepie pochodzą z wyspy Santorini, gdzie obecnie butelkuje się znakomite wina odmianowe w kategorii AOC. Długo utrzymuje kwasowość, najczęściej jest wytrawne, wzbogacone aromatami cytrusowo-mineralnymi. W Macedonii i Attyce odnajdziemy lżejsze wersje tego szczepu. Czasami miesza się go z aromatycznymi odmianami Aidani i Athiri, by z reguły uzyskać słodkie wina, choć nie zawsze.




Athiri stanowi jedną z najstarszych odmian winorośli z Hellady. Nazwa wskazuje na pochodzenie również z wyspy Santorini, gdzie znana jest także jako Thira. Używany do kupaży z Assyrtyki i Aidani tworzy wina, które kwalifikowane są jako AOC Santorini. Szczep ten odnaleźć możemy również w innych regionach Grecji, w Macedonii, Attyce i Rodos, gdzie wchodzi w skład apelacji AOC Rodos. Grona Arhiti charakteryzują się cienką skórką i dają wina nieco aromatyczne, lekkie, zawierają niewiele alkoholu i kwasowości.

Wspomniana odmiana Aidani jest jedną z najstarszych winorośli greckich i największym powodzeniem cieszy się na Cykladach. Produkuje się z niej smaczne aromatyczne wina o średniej zawartości alkoholu i kwasowości. Z powodzeniem mogą stanowić interesujący kupaż z odmianami o wysokiej zawartości alkoholu i kwasowości, na przykład z Assyrtiko.

Obiecująco prezentuje się odmiana Lagorthi, która najlepiej udaje się w Kalavrita na Peloponezie. W produkcji win z tego szczepu zdecydowanie prym wiedzie Oenoforos Winery, gdzie na zboczach Aegialieii, na wysokości 850 m n.p.m., grona cierpliwie dojrzewają na zbiór. Odmiana daje wina o wyraźnej kwasowości, sporo w nich nut brzoskwiń, melona, bazylii, cytrusów oraz akcentów mineralnych.

Szczep Malagousia pochodzi najprawdopodobniej z regionu Nafpaktos w zachodniej Grecji. Winiarz Gerovassiliou był pierwszym, który rozpoczął eksperymentowanie z tą niemal wymarłą odmianą. Całkiem okazałe uprawy znajdują się w niektórych winnicach w Attyce i Peloponezie. Wina z reguły charakteryzują się pełną strukturą, średnią kwasowością, aromatami jaśminu oraz mięty.

W odróżnieniu od innych aromatycznych odmian w regionie AOC Mantina na Peoloponezie szczep Moschofilero charakteryzuje się szarą skórką i otrzymywane z niego wina skłaniają się ku akcentom win czerwonym, bo jak inaczej wytłumaczyć obecność akcentów róż, fiołków i przypraw?

Robola występuje głównie w górskich winnicach Kefalonii, gdzie daje jakościowe wina o aromatach cytrusów, brzoskwiń, moreli, mineralnych akcentach i czasem dumnych niuansach. Na wymienionej wyspie wyróżniana jest specjalna kategoria – AOC Robola.


Roditis nie jest obce fanom lekkich greckich win, a w szczególności tym z Attyki , Macedonii, Salonik i Peloponezu, gdzie odnajduje się w apelacji AOC Patra gdzie jest uprawiana do produkcji win AOC Patra.

Savatiano jest dominującym szczepem w Attyce, bardzo odpornym na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Jeśli szukacie dobrze zrównoważonych win z kwiatowymi akcentami – Savatiano jest dla was.

Prawie zapomniany szczep Tsaoussi, uprawiany obecnie na mikroskopijnych obszarach, głownie w Kefalonii. Otrzymuje się z niego wina pełne akcentów miodu oraz owocowych, traktowany jest przez winiarzy jako dodatek do win z Roboli.

Będący wyjściem dla niezdecydowanych Biały Muskat jest źródłem zarówno wytrawnych białych win, jak i słodkich. Najlepsze wyniki daje w AOC Samos, Patras i Rio Patras oraz na mniejszą skalę w AOC Rodos i Kefalonii.

Flagowy czerwony szczep Grecji - Agiorghitiko (Agios Georgios). Najbardziej poszukiwane butelki pochodzą z apelacji AOC Nemea na Peloponezie. Wina te charakteryzują się głęboką barwą i złożonymi aromatami owoców leśnych. Czasem produkuje się z niego wina różowe.

Dominująca w Macedonii odmiana Xinomavro daje wina, które całkiem nieźle nadają się do leżakowania, a to oznacza, że wielbiciele tanin będą ukontentowani. Wina wykonane z Xinomavro znane są ze swojej doskonałej potencjale starzenia i ich bogatej charakteru taniny. Paleta aromatów rozciąga się od klasycznych czerwonych owoców, poprzez nuty ziołowe aż po akcenty suszonych pomidorów.

Ciemna odmiana Mandelaria, znana również jako Amorgiano, uprawiana jest głównie na wyspach Rodos i Krecie. Z reguły stanowi uzupełnienie win na bazie Monemvassia w Paros, Kotsifali na Krecie lub jako odmianowego wina na Rodos.



Mavrodaphne uprawiany jest w Poeloponezie i śladowo na Wyspach Jońskich. Stanowi podstawę mieszanki z Corinthiaki i w efekcie daje słodkie wino znane jako Sweet Mavrodaphne. Bardzo dobre wyniki otrzymuje się również w mieszance ze szczepami Refosco, Agiorghitico i Cabernet Sauvignon.

Nie sposób szukać ulubionych szczepów bez producentów! A na których warto zwracać uwagę podczas greckich wycieczek? W konkretnych regionach występują różni producenci, więc kluczowa jest możliwość wyboru spośród kilkudziesięciu niejednokrotnie bliźniaczo wyglądających etykiet. O tym już w kolejnym artykule poświęconym greckim winom.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

piątek, 22 sierpnia 2014

Co z tą Grecją?


Za oknami wciąż ciepło, pracodawcy wcale nie tak dawno zasypywani wnioskami urlopowymi odliczają dni do powrotu części pracowników, a spóźnialscy wypatrują co lepszych ofert last minute, licząc, że dzień przed wyjazdem zarezerwują podróż życia. Któż nas nie znalazł się w identycznej sytuacji?

Uciekamy tam, gdzie ciepło, tam, gdzie cały rok nas nie ma, żeby wśród leżaków i blasku wiecznie świecącego słońca oddać się błogiemu lenistwu. Wybór pewnie w wielu przypadkach padnie na naszych południowych bliższych lub dalszych sąsiadów. Co do mnie – dwa lata temu zakochałem się w Grecji, a konkretnie w jońskiej wysepce Zakintos – jej sennych plażach, tętniących życiem miasteczkach, ciągnących się w nieskończoność trasach biegowych i rowerowych, na których można wypluć płuca, czy wreszcie winnicach, mnogości odmian winorośli i ludziach, którzy je tworzą.




Każdy wyjazd oznacza powrót, a ten z kolei prowadzi do odwiecznego pytania „co przywieźć do kraju?”. Znamy odpowiedź – wina! Ale jakie, kiedy wybór jest tak duży? Nieznaną butelkę o obco brzmiącym szczepie czy też międzynarodowego „pewniaka”?

Częstym problemem w greckich sklepach, winiarniach, tawernach a nawet hotelach jest temperatura przechowywania win. Sugerowane optymalne warunki i stopień wilgotności niektórzy traktują jako zbędny akapit przy magazynowaniu butelek. Jeśli chcecie być spokojni o zawartość flaszki, która właśnie kelner otwiera przy waszym stoliku, odpowiedzcie sobie na trzy pytania; czy wino zostało przetransportowane do miejsca przeznaczenia od połowy listopada do połowy marca?; czy spędziło noc ciasno upchane z innymi butelkami w słoneczny dzień w wozie bez klimatyzacji?; i wreszcie – czy przyniesiona właśnie butelka białego wina lub czerwonego jest niepokojąco ciepła? Rzadko kiedy na wszystkie pytania można odpowiedzieć twierdząco, jednak ryzyko nadal pozostaje.

Tutaj także spotkamy sprzedawców, zarówno takich, którzy mają wiedzę i tych, którym wydaje się, że ją posiadają. Pamiętajmy, że nikt nie jest alfą-i-omegą w żadnej dziedzinie. O ile pierwsza grupa sprzedawców jest nieszkodliwa, o tyle druga nie będzie szczędzić nam autorytatywnych porad, które prawie zawsze będą błędne lub rozminą się z naszym gustem.

Podobnie sprawa wygląda z tzw. krytykami winiarskimi, którzy brylują w greckiej prasie. Wielu z nich jest godnych polecenia, jednak z reguły giną oni w masie winnego bełkotu. Czytałem kiedyś artykuł o pewnym greckim krytyku, który cieszył się niczym dziecko z nowego prezentu w sytuacji, kiedy po raz pierwszy udało mu się poznać po zawartości kieliszka, czy wino było zamknięte korkiem naturalnym czy też zakrętką. Podobno na kilka lat wcześniej już był okrzyknięty wielkim znawcą win.



Szkło, szkło, szkło. Do Grecji zabieram własne kieliszki, bo doświadczyłem i wiem z wcześniejszych relacji, że rzadko kiedy natrafimy na coś innego niż niskie i szerokie kieliszki, kufle oraz małe szklaneczki. Nie ma co liczyć, że w greckiej winnicy pośrodku niczego ktokolwiek dysponuje kieliszkami Riedel. Doskonale wiemy, że rodzaj szkła i jego kształt mają jednak znaczenie, więc czemu nie testować swojego kieliszka przy każdym winie, nawet na wakacjach?

Niestety greckich win, które coraz bardziej stają się rozpoznawalne na całym świecie – uwalniając się od klątwy Retsiny - nie sposób w prosty sposób porównać do win z Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Francji a nawet Argentyny. Chociaż to się zmienia, jednak wielu traktuje greckie wina z przymrużeniem oka. Wynika to z faktu, iż łatwiej w południowej części Grecji zrobić smaczne białe wino zamiast czerwonego. Sporą większość białych greckich win należy wypić w ciągu roku od zabutelkowania, chociaż niektóre już wcześniej trafiają do kieliszków.

Jednak myli się ten, kto sądzi, iż nie warto poświęcać uwagi greckim winom. Istnieje kilka szczepów, które przy talencie winemakera i odpowiednim przechowywaniu dadzą świetne wina. Wykazująca pewne podobieństwa do Semillion odmiana Lagorthi, rzadka, niemal wymarła, zdecydowanie poprawia się w miarę leżakowania. Tuż za nią znane nam Assyrtiko, które świetnie udają się na Santorini, a najlepsze wydania przywodzą na myśl wytrawne alzackie Rieslingi. I wreszcie uprawiana na Krecie – Vilana, odmiana, której pomogło dojrzewanie w starych beczkach, a wydawało się, iż zostanie zupełnie usunięta przez niecierpliwych winiarzy.

Grecję warto odkrywać nie tylko na kartach przewodników i ofert biur turystycznych, ale również doświadczyć jej - a jakże - w kieliszku.

piątek, 19 lipca 2013

Syrena bliżej wody


Całkiem niedawno biegnąc Wałem Międzeszyńskim moją uwagę przykuł wielki napis „Wino 646”. Po powrocie skonsultowałem się z wujkiem Google, który wymamrotał jedynie kilka linków około-wino-646, jednak nic konkretnego nie podał. Później wydarzenie na FB i strona internetowa, która de facto jest odnośnikiem do excelowskiej tabelki z nazwami i cenami win, jednak w oczy rzuca się nagłówek „Syrena Sklep & Bar”. Czyżby nowy lokal importera z Powiśla? Bynajmniej.



W towarzystwie składów spożywczych, klubu nocnego, magazynów i malowniczego widoku samochodów i rowerzystów mknących Wałem otworzył się – jak na razie – sklep z winem, jeśli tak można nazwać kilka regałów z butelkami i odrapane ściany. Przed wejściem do tego przybytku młody pan wesoło sobie grillował, kilkanaście metrów od wejścia do lokalu na trawniku, szumnie nazwanym ogródkiem, spora grupa osób z dziećmi i kieliszkami w rękach (nie, dzieci biegały naokoło) rozprawiała o sprawach dnia codziennego. 




Niedaleko głośnika na stojaku i stolika didżejskiego ustawiono stół, a na nim… dwa wina do degustacji. Cepas Antiguas Tinto Joven 2012; sporo nut czekoladowych, świeże i lekkie oraz Damana Verdejo 2012; nieco mydlane z wysoką kwasowością. I tyle. Lokal z Powiśla znika, na jego miejscu powstanie pizzeria, a kontrowersyjny właściciel Syrena Bar & Sklep - Konrad Januszkiewicz -  będzie próbował swoich sił w nowym miejscu, gdzie osoby przechodzące przypadkiem można policzyć na palcach jednej ręki. Osób z branży winiarskiej nie spotkałem, co mnie nieco zaskoczyło, gdyż na otwarciu poprzedniego miejsca było sporo osób.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

niedziela, 15 kwietnia 2012

Złoty tłuszcz


W ciepłe wiosenne popołudnie w warszawskiej restauracji Moonsfera, położonej w nowoczesnym budynku Centrum Olimpijskiego, odbyła się niecodzienna degustacja zorganizowana przez Convinium Slow Food Warszawa; jej przedmiotem był olej z oliwek, potocznie zwany oliwą.




Z oliwą jest jak z winem – natłok producentów, odmian, czy wreszcie wysokich cen skutecznie blokuje świadomość konsumentów w różnorodności towarów i z reguły w koszyku ląduje najtańsza opcja. A to poważny błąd. Dodatkowo ostatnia afera w związku z fałszowaniem oliwy extra virgine w Hiszpanii i Włoszech nie pomaga w wyborze.

O tym, czym powinniśmy kierować się decydując się na konkretną oliwę opowiadali Tessa Capponi-Borawska – włoska arystokratka mieszkająca w Polsce, autorka książek popularyzujących włoską kuchnię oraz Tadeusz Pióro, znany min. z Magazynu Wino, podróżnik i znawca win.

Oprócz przykładów, jak zbawienny wpływ oliwa ma na zdrowie, degustujący dowiedzieli się, która oliwa nadaje się do smażenia, jak rozpoznać dobrą oliwę, jak ją degustować oraz dlaczego należy unikać przypraw w oliwie (podobnie jak dodawanie soku lub syropu do piwa ukrywa jego brak świeżości).

Po wykładzie zaserwowano obecnym 7 oliw z których jedna nie nadawała się do picia! (Wyjaśnienie w dalszej części tekstu).

Jako pierwsza w kieliszkach znalazła się oliwa Laudemio z Toskanii - wytwarza ją producent Frescobaldi, legenda włoskiego winiarstwa (importer Mielżyński); dość łagodna, delikatnie gryząca w gardle, co świadczy o wysokiej jakości.

Drugą włoską oliwą była Planeta z Sycylii (do kupienia w ALMIE); blado wypadła przy poprzedniej, bardzo pikantna i mało aromatyczna.

Dwie kolejne oliwy pochodziły z Hiszpanii, a konkretnie z Andaluzji (80% hiszpańskiej oliwy jest produkowanej właśnie tam). Esencial była delikatna i aksamitna, natomiast ILOVEACEITE bardziej było czuć w nosie niż w ustach, bardzo aromatyczna i skoncentrowana. Obie można nabyć na stronie www.kochamoliwe.com.

Najmniej zachwytu wywołała oliwa Casa de Azeite z Biedronki; mało esencjonalna, jakby rozwodniona (polecona przez prowadzących jako idealna do smażenia).

Nie mogło zabraknąć oliwy z Portugalii, a konkretnie Oliveira da Serra; kremowa w ustach, szczodra w aromatach, przyjemnie zarówno w nosie, jak i w ustach. Do nabycia w Kuchniach Świata.

Ostatnia oliwa nie nadawała się do spożycia, a jej aromat przywodził na myśl starą, brudną ścierkę i swąd starego masła, a to dlaczego, że była ona zjełczała. Została ona zaprezentowana, żeby degustującym łatwiej było w przyszłości rozpoznać zepsutą oliwę. Takiej nie ukryje się nawet pod garścią przypraw.

Degustacja pozwoliła baczniej przyjrzeć się oliwom dostępnym na rynku, a także nauczyć się je oceniać nie tylko po cenie, ale także zawartości butelki.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

niedziela, 18 marca 2012

Chilean Wine Tour

„Panie! Chile to są świetne, dobre i smaczne” – taki oto cytat zasłyszałem w zeszłym roku na imprezie poświęconej winiarskim Chile, która miała miejsce w Warszawie.  Stwierdzenie takie jest  zdecydowanie zbyt dużym uogólnieniem biorąc pod uwagę bogactwo kraju. 
Wybierając się na degustację organizowaną przez ProChile i firmę Trattoria, byłem ciekawy, czy wina przedstawione tym razem ukażą jakiś nowy aspekt win chilijskich.
Winiarskie Chile cieszą się coraz większa popularnością, a coraz więcej degustacji organizowanych w stolicy i nie tylko poświęconych jest temu pełnemu sprzeczności krajowi.
Z czym kojarzą się Chile? Większość zapytanych przemilczy pytanie nie chcąc wykazywać się niewiedzą a parę osób rzuci hasła: Rapa Nui, Carmenere czy też Dolina Centralna. Chwała tym ostatnim!

Niniejsza relacja poświęcona jest konkretnie winom, które nie mają w Polsce importera, ponieważ wina posiadające importerów są mi znane z licznych degustacji. Aby poszerzyć horyzonty skupiłem się na winach, które zostały wystawione na stolikach z informacją „looking for importer”.
Mądrą decyzją ze strony organizatorów było zaproszenie winnicy Apaltagua, która posiada uprawy w pięciu ważnych regionach – Colchagua, Curico, Maule, Maipo oraz Casablanca. Z zaprezentowanych win największe wrażenie zrobiły wina białe; Chardonnay Reserva 2011 (mocna kwasowość, świeża owocowość) oraz Pacifico Sur Sauvignon Blanc Reserva 2011 (młode, ale już mocno agrestowo-waniliowe wino).
Czerwone wina od producenta Casas del Toqui (uprawy w Cachapoal, Casablanca i Maipo) urzekły mnie. Jego Cabernet Sauvignon 2011 oraz Pinot Noir Reserva 2011 były szczodre, dobrze zbalansowane, ale trochę brakowało im wyrazistości.
Siostrzane winnice Vina Maquis oraz Vinedos Calcu robią wina w dość podobnym stylu. Ich Carmenere oraz Rose są lekkie, owocowe, proste w odbiorze. Zapowiada się, że będą to dobre wina na naszym rynku. Jak będzie w rzeczywistości okaże się z czasem.
Producent Vina Perez Cruz raczył degustujących średnio garbnikowym Chaski 2009 (Petit Verdot), Liguai 2008 (Syrah z dodatkiem Cabernet i Carmenere) – jedno z lepszych win tej degustacji oraz Quelen 2007 (Petit Verdot oraz Carmenere z dodatkiem Cot) - rokuje na  wino, które może  rozwinąć się za 3-4 lata.
Najstarsze z win prezentowanych na degustacji było z rocznika 2007. Czy to oznaka, że Chile stawia na nowe roczniki? Na większości stolików dominowały butelki z lat 2009-2011.
Ogólne wrażenie po degustacji było pozytywne. Wina były mniej „dżemowate”, co odnajdywałem do tej pory w winach z tego kraju, a bardziej zdecydowane i z dobrą kwasowością.
Różnorodność win zaprezentowanych na degustacji z pewnością zachęci licznych odwiedzających do większego zainteresowania się winami z Chile.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

sobota, 26 listopada 2011

Let S-LOVE-NIA rules!

Ubiegły rok upłynął pod znakiem egzotyczności (degustacja win brazylijskich), mnóstwa bąbelków (Franciacorta na Degustacji Galowej Magazynu Wino), ale też niedosyt spowodowany nieobecnością kilku ważnych imprez w kalendarzu (Gambero Rosso, które dla każdego winomana jest obowiązkowym spotkaniem z lwią częścią włoskich win, w tym także tych top label). Nieoficjalnie dowiedziałem się, że California Wine Tasting, organizowane co dwa lata przez firmę Trattoria, nie odbędzie się w przyszłym roku. Kryzys ma  to do siebie, że prędzej czy później dotyka każdą dziedzinę gospodarki, a branża winiarska nie jest w tej materii odosobniona.
Do „pierwszych razów” degustacyjnych zaliczyć można z pewnością wydarzenie, które odbyło się w ubiegły poniedziałek w warszawskim hotelu Hyatt Regency (w tej samej Sali odbyła się degustacja win z Chile w marcu br., ale nie odbiła się echem w branży.) Mowa o Slovenian Wine Tasting – taste the diversity, jak zostało dumnie nazwana pięciogodzinne spotkanie z producentami, winiarzami, importerami i – oczywiście – ich winami.

Z czym kojarzy nam się Słowenia? Miłośnicy niekomercyjnego grania z pewnością jako przykład podadzą zespół Laibach (wykonujący szeroko pojętą muzykę ludową – również w nowszej odsłonie), fani białego szaleństwa użyją magicznego słowa Planica, gdzie na drugiej co do wielkości skoczni (Letalnica) na świecie święcił triumfy Adam Małysz. A wino? W mieście Maribor rośnie najstarsza na świecie winorośl „stara rtra”; ma ponad 400 lat i rocznie daje około  100 butelek wina (nawet winiarze z Prioratu ze swoim talentem do wytwarzania win z coraz mniejszej ilości gron z hektara byliby zdumieni).
Producent Radgorskie Gorice jako jedyny prezentował wyłącznie wina musujące. W rodzinnej Słowenii ma status legendy i najlepszego producenta win musujących.  Pierwsze degustowane wino - Zlata nadgorska penina 2007 to 100% Pinot Noir lekkie, idealne na gorące popołudnia. Dobrze wypadł również Musecco (przewaga Welshriesling i Muller-Thurgau z domieszką Chardonnay i Furminta); nieoczywiste, konkretne i mocno mineralne. Klasę pokazał Brut Rose Extra Premium o nutach grzybnych oraz leśnej ściółki.
Dveri Pax, chyba najbardziej znany u nas słoweński producent win (głównie za sprawą Winomana), uzupełniał kieliszki degustujących sześcioma różnymi winami (wszystkie białe). Pax robi świetnie zrównoważone rieslingi, które swobodnie mogłyby konkurować z tymi mozelskimi. Moją uwagę przyciągnęły Sivi Pinot (Pinot Gris) 2010; mocno owocowy, ale mało zbalansowany i wspomniane rieslingi, oba ze świetnego rocznika 2009 – Renski (świeży, atakujący brzoskwiniami i dobrą kwasowością) oraz Renski „M” (dopracowana wersja poprzedniego wina, jednak oferująca bogatą paletę aromatów cytrusów, ciut kredowe).
Obojętnie nie można było przejść obok stolika Vinar Kupljen. Historia winnicy liczy zaledwie 19 lat, ale już zdążyła sobie wyrobić bardzo dobrą opinię. Ich Rumeni Muscat 2009 to świetna struktura i umiarkowana słodycz, natomiast Chardonnay PT 2007 to wino z późnego zbioru, w którym balans między słodyczą a kwasowością idzie w parze z aromatami świeżych brzoskwiń, moreli oraz papai.
W Słowenii z powodzeniem produkuje się także czerwone wina, których bardzo dobrym przedstawicielem jest Ludvik Nazaruj Glavina/Santomas. Jego Antonius Cabernet Sauvignon 2004 to wino, jakiego nie powstydziliby się najlepsi producenci z Kaliforni. Porzeczkowo-wiśniowy atak w połączeniu z przyjemnym, tanicznym finiszem daje degustującemu jasny przekaz, iż jest to wielkie wino.
Oprócz Cabernetów, które produkuje się na potęgę, triumfy ilościowe święci Refosc lub Refosco – endemiczny słoweński szczep, charakteryzujący się dużą kwasowością, zdecydowanie nie polecany do picia solo. Jedno z lepszych wydań Refosco zaprezentowała winnica Vinska Klet Cerne; Refosc Kvi 2008 daje wrażenie dużej kwasowości, ale i dość intrygującej mineralności w końcówce. W połączeniu z grillowanym mięsem lub serem pleśniowym (np. roquefort lub stilton) byłby z pewnością ciekawym doświadczeniem.
Słowenia z całą pewnością ma wiele do powiedzenia na winiarskiej mapie świata. Wina z kraju byłej Jugosławii tworzone są bardziej w stylu nowoświatowym z całą swoją zadziornością niż w stylu europejskim. I choć w swoim hymnie nie wspominają o żadnym szczepie ani winie – jak ich sąsiedzi zza miedzy – to nie można im odmówić uporu w dążeniu do zaistnienia w świecie winiarskim.

niedziela, 13 listopada 2011

Wyścig bąbelków i nie tylko

W zeszłą środę Włochy zaatakowały Warszawę! Nie, nie chodzi o atak militarny, ale winiarski. Szesnastu producentów Franciacorty było gośćmi specjalnymi corocznej Galowej Degustacji Magazynu Wino; potraktowali sprawę poważnie, bo przywieźli nawet własne kieliszki. Standardowo degustacja odbywała się w „Fortecy” należącej do Państwa Kręglickich.
Czymże u licha jest Franciacorta, spytają niektórzy – i nie będą osamotnieni w swoim zdziwieniu. W samej Europie wina musujące z Lombardii docierają tylko do 10 krajów, w tym do Polski.
W wolnym tłumaczeniu termin „Franzacurta” oznacza „teren wolny od cła”, a pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1277 r. dla określenia terenów pomiędzy rzekami Oglio i Mella oraz jeziora Iseo na południu.
O wyjątkowości Franciacorty świadczy również fakt, że była ona pierwszym włoskim winem musującym, które fermentowało w butelce i uzyskało status DOCG (Denominazione di origine controllata ), co gwarantowało, że nie jest pierwszym lepszym „musiakiem” od winiarza „no name”.
W trakcie Gali prezentowano 32 Franciacorty (po dwie od każdego producenta). Odkrywanie Lombardii zacząłem od producenta Antica Fratta (pan obsługujący stolik wyglądał wypisz-wymaluj jak wokalista Nickelback – Chad Kroeger, który prezentował Essence Brut (Chardonnay 95% i Pinot Noir 5%); wytrawna esencja, ale lepszym określeniem będzie esencja Chardonnay – tostowe i przyjemnie musujące, świetne do picia solo oraz Essence Rose (Chardonnay 60% i Pinot Noir 40%); dobrze ułożone, trochę zbyt kwasowe, ale żywe i niestandardowe rose.
Parę stolików dalej Bersi Serlini zachwyca dwiema flaszkami, które różniły się – w moim odczuciu - wyłącznie etykietą, bo zarówno wersja Brut (Chardonnay 80%, 20% Pinot Noir) i Rose (Chardonnay 70% i 30% Pinot Noir) naładowane były sporo kwasowością, trochę wystającą mineralnością, która nieco się skryła przed owocowością, w miarę kręcenia kieliszkiem (wyczuwalne głównie gruszki i zielone jabłka). Na „odczepnego” dostałem film o Franciacorcie (niecałe 15 minut opisujące region i zachwycające się nad wyjątkowością ww. wina).
Il Mosnel, należący do grona faworytów, wystawił wersje Brut oraz Extra Brut „EBB”; pierwsza to Chardonnay w przewadze 60% nad 30% Pinot Blanc i 10% Pinot Noir). O ile pierwsza była raczej mało wyróżniająca się na tle poprzednich, to wersja „EBB”, zrobiona w całości z gron Chardonnay, określona została przez jednego z degustujących jako „musujący biały burgund”. Określenie dość kontrowersyjne, ale jakże trafne; wszystkie cechy świetnego burgunda plus bąbelki! Nieczęsto zdarza się degustować takie wino.
Majolini, żywa legenda regionu, polewał klasycznego Bruta i w wersji „Electo” (oba Chardonnay 50% i 20% Pinot Noir). „Electo” to jakby wersja poprawiona poprzedniego wina, bardziej zbalansowana, w klimatach naftowych i cytrusowych.
Na koniec zostawiłem, „last but not east”, Azienda Agricola Fratelli Berlucci; jego wina stały się wyznacznikiem stylu i trendów w regionie Franciacorty. Świetna kwasowość idzie w parze z odświeżającą owocowością i subtelną mineralnością.
Po sprawdzeniu kondycji Franciacorty standardowym tokiem należałoby ruszyć do innych producentów, jednak dotarcie do większości stanowisk niemal graniczyło z cudem. Siłą rzeczy kartkując listę winiarzy musiałem szybko ułożyć listę do odwiedzenia„na już”, bo degustujących wciąż przybywało, a Forteca nie jest z gumy.
Jean Marc Brocard otwierał kolejne butelki swojego Chablis, niezwykle odprężającego, a stolik obok fani Enoteki Polskiej zachwycali się medalowym Vin Santo del Chianti Classico 2003 od Isole e Olena. Dalej Julien Meyer, raczej zmęczony już napierającym tłumem, dość lakonicznie wyrażał się o swoich Rieslingach, Pinotach i Gewurztraminerach. Nie  były to złe wina, ale wydawało się, że każda butelka żyła własnym życiem. O ile jedna z pierwszych flaszek Rieslinga Grittermatte 2009 była w porządku, o tyle następne nie dorastały jej do pięt. Coś było na rzeczy, bo wśród degustujących pojawiały się opinie, że utlenione, że zła temperatura i tak dalej. Barolo Leon 2006 ze stolika Enrico Rivetto znikało szybciej niż karp w Carrefourze przed świętami; dziękując Bachusowi załapałem się na kieliszek jego Barolo i nie żałowałem, bo są to wina owiane legendą…i tak też było; dużo garbnika, ale nienachlanego, eleganckiego, połączonego z bombą czerwonych owoców.  Następnie przyszła kolej na toskańskiego Il Molino di Grace, którego Gratius 2004 dał przykład, jak należy robić wino przez duże W. Zadziorne, niespokojne, ale dziwnie uspokajające i skłaniające do refleksji – taki jest Gratius.
Nie zabrakło także polskich akcentów w postaci Winnicy Mierzęcin, która starała się zatrzeć złe wrażenie po zeszłorocznej klapie winnicy Adoria i – o dziwo – bez problemu jej się to udało. Ich Noole 2010, Kerling 2010 i Riesling 2010 dały wyraz świetnych, białych win, których nie powstydziliby się winiarze z Kamptal z Austrii.
Franciacortę importuje do Polski zaledwie garstka entuzjastów i są to raczej pojedyncze etykiety niż całe serie, a Lombardia pod postacią Franciacorty nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Degustacja Galowa Magazynu Wino w 2011 roku była wisienką na torcie tegorocznych degustacji. Już nie będzie nam dane w tym roku degustować czołówki światowego winiarstwa zamkniętej w ponad 200 butelkach.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul