czwartek, 4 września 2014

Wine News #1

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Nie lada sprawę do wyjaśnienia mają prawnicy słynnej Wdowy. Oprócz nielegalnego używania nazwy Veuve Cliquot na swoich produktach, rosyjska agencja marketingowa w dość osobliwy sposób promuje produkt jednego z rosyjskich klientów. Marka o nazwie "Shhh ... ampagne", określana jest mianem „wyjątkowego rozwiązania dla szampanów Veuve Cliquot”. Mało absurdu? Ten wynalazek z pełną powagą traktowany jest jako tańszy zamiennik słynnego szampana. Co więcej, poprzez rozpuszczenie tabletki w wodzie uzyskujemy „najprawdziwszego szampana”. Naturalną koleją rzeczy rzecznik Veuve Cliquot zaprzeczył jakimkolwiek powiązaniom pomiędzy francuskim producentem a rosyjską firmą oraz ich wynalazkiem. Wyraził ponadto ubolewanie nad wspomnianą kompromitacją i nawoływał do zaprzestania bezprawnego używania nazwy marki. Niejaki Thibault le Mailloux z Comite Champagne ostro zakomunikował, iż „region słynny z jakościowych win musujących musi bronić się przed pasożytami, które na jego popularności i renomie chcą zaistnieć na rynkach”. Grubo.

Decanter.com

Pamiętacie Stinga? Jako muzyk już niewiele zdziała, jednak szumem wokół swojej winnicy Il Palagio w Toskanii sprawił, że znów stało się o nim głośno. Czy jednak natężenie to pozytywny akcent? Wpłacając na jego konto jedyne 262 euro za dzień będziemy mieli wprost niebywałą okazję do zebrania winogron we wspomnianej winnicy. Nie, to nie jest błąd – były wokalista The Police każe sobie płacić za obfite zbiory. Widzicie te tabuny fanów, które z pieśnią na ustach ruszają na pola uprawne w Toskanii z wydrukowanymi potwierdzeniami dokonania przelewu? Też ich nie widzę, bo jak do tego ma się idea ręcznego zbioru? Precyzja wyklucza takie rozwiązania, gdzie przypadkowe osoby lżejsze o określoną ilość euro ruszają między krzewy winorośli. Chyba nie o takich "Fields of gold" myślał Sting..

Decanter.com

Francja odhaczona, Włochy też, a co mamy tysiące kilometrów od kraju nad Wisłą? W Tajlandii istnieje realne niebezpieczeństwo wejście w życie prawa, które zabraniałoby sommelierom polecania i sprzedaży klientom win po północy. Spec od wina ryzykowałby sześć miesięcy w tamtejszym więzieniu, które od hotelowych warunków w skandynawskich ośrodkach penitencjarnych różnią się zdecydowanie na korzyść tych ostatnich. Tajlandzkie władze tłumaczą propozycję zmian szybko rosnącymi kosztami sprzedaży alkoholu, jednak mała to pociecha dla rzesz turystów, które z pewnością by się przerzedziły po wprowadzeniu tego restrykcyjnego przepisu. Co więcej, podobne zapisy były pierwotnie w ustawie z 2008 roku, jednak pozostały martwe właśnie z uwagi na obawę przed ograniczeniem napływu turystów. Średnio Tajlandię odwiedza 20 milionów turystów rocznie, a przemysł turystyczny wart jest – bagatela - 60 miliardów dolarów.

DrinksBusiness.com

piątek, 29 sierpnia 2014

W blasku szmaragdów


Prowincja położona na północ od portugalskiego regionu Porto bywa określana – nie tylko przez mieszkańców Portugalii – najpiękniejszą częścią kraju. Z uwagi na bujną roślinność od razu nasuwają się słuszne skojarzenia z naszymi Mazurami, które nie bez powodu bywają określane „zielonymi płucami Europy”.

Bujna roślinność, zalesione wzgórza, piaszczyste plaże, urokliwe rzeki i rzeczki, hektary pieczołowicie doglądanych winorośli.. Górzysty wschód kusi amatorów pieszych wycieczek. W całym regionie kultywowane są stare zwyczaje, widocznie jest to zwłaszcza na tamtejszych rynkach, festats i romarias. Region ożywa w lecie, kiedy nagromadzenie wydarzeń i imprez spowoduje u Was zawrót głowy. Wiele jest opinii, iż wtedy właśnie Minho zmienia się nie do poznania, chociaż miejscowi twierdzą, że sielankowa atmosfera udziela się wszystkim przez cały rok.

Jednak nie zawsze było tak kolorowo. W latach pięćdziesiątych XX wieku obszar ten stał się najszybciej wyludniającym się regionem w całej Portugalii. Emigranci skierowali się do Francji, Szwajcarii, Niemiec i USA w poszukiwaniu pracy. Sytuacja poprawiła się, kiedy Portugalia przyłączyła się do Unii Europejskiej. Region dzięki dotacjom i szybko rosnącej sieci nowych dróg stał się obiektem zainteresowań inwestorów i bogaczy. Wielu emigrantów powróciło zbawionych perspektywą odradzającego się gospodarczo Minho.

Z punktu widzenia zarówno historycznego i kulturowego, wartym odnotowania jest Guimarães, pierwsza stolica Portugalii, znajdująca się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Religijnym centrum stała się Braga, gdzie każdego czwartku turystów i miejscowych przyciąga Barcelos, jeden z największych rynków w regionie. Pomiędzy miejscami religijnego kultu ciągną się celtyckie ruiny Citania de Briteiros.

Barcelos położone jest zaledwie 20 km od Costa Verde. Pogoda jest tam nieprzewidywalna, można się spodziewać nawet niskich temperatur w lecie. Tętniące życiem Viana de Castelo jest mekkę imprezowiczów, natomiast łaknących spokoju skuszą plaże położone na północy. Wybrzeże wieńczy Caminha, a Rio Minho biegnie w głąb lądu, tworząc swoistą granicę Galicji. Znajduje się tam ciąg ufortyfikowanych miast, która otaczają rzekę po portugalskiej stronie. Twierdze, które niestety nie zachowały się w idealnym stanie do naszych czasów, stanowią stały punkt na trasie wycieczek pomiędzy Starym Miastem w Valencii a Minho.

Spróbujcie lokalnych potraw: węgorza (enguias), w wersji minoga (lampreia) w sezonie od stycznia do marca. Wzdłuż Rio Lima natrafimy na senne miasteczka, które szkoda byłoby budzić. Dalej mamy Ponte de Lima i nagromadzenie gór, wodospadów, zbiorników wodnych i lasów chronionych – to Parque Nacional da Peneda - Gers, jedyny park narodowy w Portugalii.

A Vinho verde?

 
Za czasów Seneki Młodszego i Piliniusza szeroko opisywano uprawy winorośli pomiędzy rzekami Douro i Minho. Wspomniani Włosi również wspominali o tym. Opisana jest winnica w Alpendurada Marco de Canaveses w 870 A.D. Zachęceli ulgami podatkowymi, zakony obsadzały winoroślą kolejne części Minho. Wina produkowano głównie na rynek lokalny i krajowy, chociaż istnieją przesłanki, które pozwalają sądzić, iż Vinho verde w XII w. było już znane w Anglii, Niemczech i Flandrii.

Dopiero w 1788 roku zanotowano oficjalny eksport „zielonego wina” do Anglii przez Johna Crofta. Prawnie region Vinho verde zaistniał 18 września 1908 r. i zatwierdzony został dekretem z 1 października tego samego roku. Zasady produkcji określono w dużej mierze w 1929 r., jednak oficjalnie stao się to w 1984, kiedy powstało Denominação de Origem Controlada. Od tego czasu organem nadzorczym jest Comissão de Viticultura da Região dos Vinhos. Obecnie istnieje ponad 35 000 tysięcy winnic w których prym wiedze Vinho verde, co stanowi 15% wartości produkcji całej Portugalii. Dla porównania – w 1981 r. było 72 590 producentów, a obecnie jest ich niewiele ponad 30 tysięcy.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

wtorek, 26 sierpnia 2014

Greckie szczepy


Dźwięczne nazwy greckich szczepów wprawdzie nie przypominają śpiewnego języka elfów, jednak mają w sobie coś wibrującego. Na przekór nowo światowym modom, które przychodzą i odchodzą, Grecy pozostają wierni endemicznym szczepom. Do najbardziej znany należą..

Naturalnie zaczynamy od białych! Assyrtico jest jedną z najpopularniejszych odmian uprawianych w Grecji. Pierwsze wzmianki o tym szczepie pochodzą z wyspy Santorini, gdzie obecnie butelkuje się znakomite wina odmianowe w kategorii AOC. Długo utrzymuje kwasowość, najczęściej jest wytrawne, wzbogacone aromatami cytrusowo-mineralnymi. W Macedonii i Attyce odnajdziemy lżejsze wersje tego szczepu. Czasami miesza się go z aromatycznymi odmianami Aidani i Athiri, by z reguły uzyskać słodkie wina, choć nie zawsze.




Athiri stanowi jedną z najstarszych odmian winorośli z Hellady. Nazwa wskazuje na pochodzenie również z wyspy Santorini, gdzie znana jest także jako Thira. Używany do kupaży z Assyrtyki i Aidani tworzy wina, które kwalifikowane są jako AOC Santorini. Szczep ten odnaleźć możemy również w innych regionach Grecji, w Macedonii, Attyce i Rodos, gdzie wchodzi w skład apelacji AOC Rodos. Grona Arhiti charakteryzują się cienką skórką i dają wina nieco aromatyczne, lekkie, zawierają niewiele alkoholu i kwasowości.

Wspomniana odmiana Aidani jest jedną z najstarszych winorośli greckich i największym powodzeniem cieszy się na Cykladach. Produkuje się z niej smaczne aromatyczne wina o średniej zawartości alkoholu i kwasowości. Z powodzeniem mogą stanowić interesujący kupaż z odmianami o wysokiej zawartości alkoholu i kwasowości, na przykład z Assyrtiko.

Obiecująco prezentuje się odmiana Lagorthi, która najlepiej udaje się w Kalavrita na Peloponezie. W produkcji win z tego szczepu zdecydowanie prym wiedzie Oenoforos Winery, gdzie na zboczach Aegialieii, na wysokości 850 m n.p.m., grona cierpliwie dojrzewają na zbiór. Odmiana daje wina o wyraźnej kwasowości, sporo w nich nut brzoskwiń, melona, bazylii, cytrusów oraz akcentów mineralnych.

Szczep Malagousia pochodzi najprawdopodobniej z regionu Nafpaktos w zachodniej Grecji. Winiarz Gerovassiliou był pierwszym, który rozpoczął eksperymentowanie z tą niemal wymarłą odmianą. Całkiem okazałe uprawy znajdują się w niektórych winnicach w Attyce i Peloponezie. Wina z reguły charakteryzują się pełną strukturą, średnią kwasowością, aromatami jaśminu oraz mięty.

W odróżnieniu od innych aromatycznych odmian w regionie AOC Mantina na Peoloponezie szczep Moschofilero charakteryzuje się szarą skórką i otrzymywane z niego wina skłaniają się ku akcentom win czerwonym, bo jak inaczej wytłumaczyć obecność akcentów róż, fiołków i przypraw?

Robola występuje głównie w górskich winnicach Kefalonii, gdzie daje jakościowe wina o aromatach cytrusów, brzoskwiń, moreli, mineralnych akcentach i czasem dumnych niuansach. Na wymienionej wyspie wyróżniana jest specjalna kategoria – AOC Robola.


Roditis nie jest obce fanom lekkich greckich win, a w szczególności tym z Attyki , Macedonii, Salonik i Peloponezu, gdzie odnajduje się w apelacji AOC Patra gdzie jest uprawiana do produkcji win AOC Patra.

Savatiano jest dominującym szczepem w Attyce, bardzo odpornym na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Jeśli szukacie dobrze zrównoważonych win z kwiatowymi akcentami – Savatiano jest dla was.

Prawie zapomniany szczep Tsaoussi, uprawiany obecnie na mikroskopijnych obszarach, głownie w Kefalonii. Otrzymuje się z niego wina pełne akcentów miodu oraz owocowych, traktowany jest przez winiarzy jako dodatek do win z Roboli.

Będący wyjściem dla niezdecydowanych Biały Muskat jest źródłem zarówno wytrawnych białych win, jak i słodkich. Najlepsze wyniki daje w AOC Samos, Patras i Rio Patras oraz na mniejszą skalę w AOC Rodos i Kefalonii.

Flagowy czerwony szczep Grecji - Agiorghitiko (Agios Georgios). Najbardziej poszukiwane butelki pochodzą z apelacji AOC Nemea na Peloponezie. Wina te charakteryzują się głęboką barwą i złożonymi aromatami owoców leśnych. Czasem produkuje się z niego wina różowe.

Dominująca w Macedonii odmiana Xinomavro daje wina, które całkiem nieźle nadają się do leżakowania, a to oznacza, że wielbiciele tanin będą ukontentowani. Wina wykonane z Xinomavro znane są ze swojej doskonałej potencjale starzenia i ich bogatej charakteru taniny. Paleta aromatów rozciąga się od klasycznych czerwonych owoców, poprzez nuty ziołowe aż po akcenty suszonych pomidorów.

Ciemna odmiana Mandelaria, znana również jako Amorgiano, uprawiana jest głównie na wyspach Rodos i Krecie. Z reguły stanowi uzupełnienie win na bazie Monemvassia w Paros, Kotsifali na Krecie lub jako odmianowego wina na Rodos.



Mavrodaphne uprawiany jest w Poeloponezie i śladowo na Wyspach Jońskich. Stanowi podstawę mieszanki z Corinthiaki i w efekcie daje słodkie wino znane jako Sweet Mavrodaphne. Bardzo dobre wyniki otrzymuje się również w mieszance ze szczepami Refosco, Agiorghitico i Cabernet Sauvignon.

Nie sposób szukać ulubionych szczepów bez producentów! A na których warto zwracać uwagę podczas greckich wycieczek? W konkretnych regionach występują różni producenci, więc kluczowa jest możliwość wyboru spośród kilkudziesięciu niejednokrotnie bliźniaczo wyglądających etykiet. O tym już w kolejnym artykule poświęconym greckim winom.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

piątek, 22 sierpnia 2014

Co z tą Grecją?


Za oknami wciąż ciepło, pracodawcy wcale nie tak dawno zasypywani wnioskami urlopowymi odliczają dni do powrotu części pracowników, a spóźnialscy wypatrują co lepszych ofert last minute, licząc, że dzień przed wyjazdem zarezerwują podróż życia. Któż nas nie znalazł się w identycznej sytuacji?

Uciekamy tam, gdzie ciepło, tam, gdzie cały rok nas nie ma, żeby wśród leżaków i blasku wiecznie świecącego słońca oddać się błogiemu lenistwu. Wybór pewnie w wielu przypadkach padnie na naszych południowych bliższych lub dalszych sąsiadów. Co do mnie – dwa lata temu zakochałem się w Grecji, a konkretnie w jońskiej wysepce Zakintos – jej sennych plażach, tętniących życiem miasteczkach, ciągnących się w nieskończoność trasach biegowych i rowerowych, na których można wypluć płuca, czy wreszcie winnicach, mnogości odmian winorośli i ludziach, którzy je tworzą.




Każdy wyjazd oznacza powrót, a ten z kolei prowadzi do odwiecznego pytania „co przywieźć do kraju?”. Znamy odpowiedź – wina! Ale jakie, kiedy wybór jest tak duży? Nieznaną butelkę o obco brzmiącym szczepie czy też międzynarodowego „pewniaka”?

Częstym problemem w greckich sklepach, winiarniach, tawernach a nawet hotelach jest temperatura przechowywania win. Sugerowane optymalne warunki i stopień wilgotności niektórzy traktują jako zbędny akapit przy magazynowaniu butelek. Jeśli chcecie być spokojni o zawartość flaszki, która właśnie kelner otwiera przy waszym stoliku, odpowiedzcie sobie na trzy pytania; czy wino zostało przetransportowane do miejsca przeznaczenia od połowy listopada do połowy marca?; czy spędziło noc ciasno upchane z innymi butelkami w słoneczny dzień w wozie bez klimatyzacji?; i wreszcie – czy przyniesiona właśnie butelka białego wina lub czerwonego jest niepokojąco ciepła? Rzadko kiedy na wszystkie pytania można odpowiedzieć twierdząco, jednak ryzyko nadal pozostaje.

Tutaj także spotkamy sprzedawców, zarówno takich, którzy mają wiedzę i tych, którym wydaje się, że ją posiadają. Pamiętajmy, że nikt nie jest alfą-i-omegą w żadnej dziedzinie. O ile pierwsza grupa sprzedawców jest nieszkodliwa, o tyle druga nie będzie szczędzić nam autorytatywnych porad, które prawie zawsze będą błędne lub rozminą się z naszym gustem.

Podobnie sprawa wygląda z tzw. krytykami winiarskimi, którzy brylują w greckiej prasie. Wielu z nich jest godnych polecenia, jednak z reguły giną oni w masie winnego bełkotu. Czytałem kiedyś artykuł o pewnym greckim krytyku, który cieszył się niczym dziecko z nowego prezentu w sytuacji, kiedy po raz pierwszy udało mu się poznać po zawartości kieliszka, czy wino było zamknięte korkiem naturalnym czy też zakrętką. Podobno na kilka lat wcześniej już był okrzyknięty wielkim znawcą win.



Szkło, szkło, szkło. Do Grecji zabieram własne kieliszki, bo doświadczyłem i wiem z wcześniejszych relacji, że rzadko kiedy natrafimy na coś innego niż niskie i szerokie kieliszki, kufle oraz małe szklaneczki. Nie ma co liczyć, że w greckiej winnicy pośrodku niczego ktokolwiek dysponuje kieliszkami Riedel. Doskonale wiemy, że rodzaj szkła i jego kształt mają jednak znaczenie, więc czemu nie testować swojego kieliszka przy każdym winie, nawet na wakacjach?

Niestety greckich win, które coraz bardziej stają się rozpoznawalne na całym świecie – uwalniając się od klątwy Retsiny - nie sposób w prosty sposób porównać do win z Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Francji a nawet Argentyny. Chociaż to się zmienia, jednak wielu traktuje greckie wina z przymrużeniem oka. Wynika to z faktu, iż łatwiej w południowej części Grecji zrobić smaczne białe wino zamiast czerwonego. Sporą większość białych greckich win należy wypić w ciągu roku od zabutelkowania, chociaż niektóre już wcześniej trafiają do kieliszków.

Jednak myli się ten, kto sądzi, iż nie warto poświęcać uwagi greckim winom. Istnieje kilka szczepów, które przy talencie winemakera i odpowiednim przechowywaniu dadzą świetne wina. Wykazująca pewne podobieństwa do Semillion odmiana Lagorthi, rzadka, niemal wymarła, zdecydowanie poprawia się w miarę leżakowania. Tuż za nią znane nam Assyrtiko, które świetnie udają się na Santorini, a najlepsze wydania przywodzą na myśl wytrawne alzackie Rieslingi. I wreszcie uprawiana na Krecie – Vilana, odmiana, której pomogło dojrzewanie w starych beczkach, a wydawało się, iż zostanie zupełnie usunięta przez niecierpliwych winiarzy.

Grecję warto odkrywać nie tylko na kartach przewodników i ofert biur turystycznych, ale również doświadczyć jej - a jakże - w kieliszku.

piątek, 19 lipca 2013

Syrena bliżej wody


Całkiem niedawno biegnąc Wałem Międzeszyńskim moją uwagę przykuł wielki napis „Wino 646”. Po powrocie skonsultowałem się z wujkiem Google, który wymamrotał jedynie kilka linków około-wino-646, jednak nic konkretnego nie podał. Później wydarzenie na FB i strona internetowa, która de facto jest odnośnikiem do excelowskiej tabelki z nazwami i cenami win, jednak w oczy rzuca się nagłówek „Syrena Sklep & Bar”. Czyżby nowy lokal importera z Powiśla? Bynajmniej.



W towarzystwie składów spożywczych, klubu nocnego, magazynów i malowniczego widoku samochodów i rowerzystów mknących Wałem otworzył się – jak na razie – sklep z winem, jeśli tak można nazwać kilka regałów z butelkami i odrapane ściany. Przed wejściem do tego przybytku młody pan wesoło sobie grillował, kilkanaście metrów od wejścia do lokalu na trawniku, szumnie nazwanym ogródkiem, spora grupa osób z dziećmi i kieliszkami w rękach (nie, dzieci biegały naokoło) rozprawiała o sprawach dnia codziennego. 




Niedaleko głośnika na stojaku i stolika didżejskiego ustawiono stół, a na nim… dwa wina do degustacji. Cepas Antiguas Tinto Joven 2012; sporo nut czekoladowych, świeże i lekkie oraz Damana Verdejo 2012; nieco mydlane z wysoką kwasowością. I tyle. Lokal z Powiśla znika, na jego miejscu powstanie pizzeria, a kontrowersyjny właściciel Syrena Bar & Sklep - Konrad Januszkiewicz -  będzie próbował swoich sił w nowym miejscu, gdzie osoby przechodzące przypadkiem można policzyć na palcach jednej ręki. Osób z branży winiarskiej nie spotkałem, co mnie nieco zaskoczyło, gdyż na otwarciu poprzedniego miejsca było sporo osób.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

niedziela, 15 kwietnia 2012

Złoty tłuszcz


W ciepłe wiosenne popołudnie w warszawskiej restauracji Moonsfera, położonej w nowoczesnym budynku Centrum Olimpijskiego, odbyła się niecodzienna degustacja zorganizowana przez Convinium Slow Food Warszawa; jej przedmiotem był olej z oliwek, potocznie zwany oliwą.




Z oliwą jest jak z winem – natłok producentów, odmian, czy wreszcie wysokich cen skutecznie blokuje świadomość konsumentów w różnorodności towarów i z reguły w koszyku ląduje najtańsza opcja. A to poważny błąd. Dodatkowo ostatnia afera w związku z fałszowaniem oliwy extra virgine w Hiszpanii i Włoszech nie pomaga w wyborze.

O tym, czym powinniśmy kierować się decydując się na konkretną oliwę opowiadali Tessa Capponi-Borawska – włoska arystokratka mieszkająca w Polsce, autorka książek popularyzujących włoską kuchnię oraz Tadeusz Pióro, znany min. z Magazynu Wino, podróżnik i znawca win.

Oprócz przykładów, jak zbawienny wpływ oliwa ma na zdrowie, degustujący dowiedzieli się, która oliwa nadaje się do smażenia, jak rozpoznać dobrą oliwę, jak ją degustować oraz dlaczego należy unikać przypraw w oliwie (podobnie jak dodawanie soku lub syropu do piwa ukrywa jego brak świeżości).

Po wykładzie zaserwowano obecnym 7 oliw z których jedna nie nadawała się do picia! (Wyjaśnienie w dalszej części tekstu).

Jako pierwsza w kieliszkach znalazła się oliwa Laudemio z Toskanii - wytwarza ją producent Frescobaldi, legenda włoskiego winiarstwa (importer Mielżyński); dość łagodna, delikatnie gryząca w gardle, co świadczy o wysokiej jakości.

Drugą włoską oliwą była Planeta z Sycylii (do kupienia w ALMIE); blado wypadła przy poprzedniej, bardzo pikantna i mało aromatyczna.

Dwie kolejne oliwy pochodziły z Hiszpanii, a konkretnie z Andaluzji (80% hiszpańskiej oliwy jest produkowanej właśnie tam). Esencial była delikatna i aksamitna, natomiast ILOVEACEITE bardziej było czuć w nosie niż w ustach, bardzo aromatyczna i skoncentrowana. Obie można nabyć na stronie www.kochamoliwe.com.

Najmniej zachwytu wywołała oliwa Casa de Azeite z Biedronki; mało esencjonalna, jakby rozwodniona (polecona przez prowadzących jako idealna do smażenia).

Nie mogło zabraknąć oliwy z Portugalii, a konkretnie Oliveira da Serra; kremowa w ustach, szczodra w aromatach, przyjemnie zarówno w nosie, jak i w ustach. Do nabycia w Kuchniach Świata.

Ostatnia oliwa nie nadawała się do spożycia, a jej aromat przywodził na myśl starą, brudną ścierkę i swąd starego masła, a to dlaczego, że była ona zjełczała. Została ona zaprezentowana, żeby degustującym łatwiej było w przyszłości rozpoznać zepsutą oliwę. Takiej nie ukryje się nawet pod garścią przypraw.

Degustacja pozwoliła baczniej przyjrzeć się oliwom dostępnym na rynku, a także nauczyć się je oceniać nie tylko po cenie, ale także zawartości butelki.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

niedziela, 18 marca 2012

Chilean Wine Tour

„Panie! Chile to są świetne, dobre i smaczne” – taki oto cytat zasłyszałem w zeszłym roku na imprezie poświęconej winiarskim Chile, która miała miejsce w Warszawie.  Stwierdzenie takie jest  zdecydowanie zbyt dużym uogólnieniem biorąc pod uwagę bogactwo kraju. 
Wybierając się na degustację organizowaną przez ProChile i firmę Trattoria, byłem ciekawy, czy wina przedstawione tym razem ukażą jakiś nowy aspekt win chilijskich.
Winiarskie Chile cieszą się coraz większa popularnością, a coraz więcej degustacji organizowanych w stolicy i nie tylko poświęconych jest temu pełnemu sprzeczności krajowi.
Z czym kojarzą się Chile? Większość zapytanych przemilczy pytanie nie chcąc wykazywać się niewiedzą a parę osób rzuci hasła: Rapa Nui, Carmenere czy też Dolina Centralna. Chwała tym ostatnim!

Niniejsza relacja poświęcona jest konkretnie winom, które nie mają w Polsce importera, ponieważ wina posiadające importerów są mi znane z licznych degustacji. Aby poszerzyć horyzonty skupiłem się na winach, które zostały wystawione na stolikach z informacją „looking for importer”.
Mądrą decyzją ze strony organizatorów było zaproszenie winnicy Apaltagua, która posiada uprawy w pięciu ważnych regionach – Colchagua, Curico, Maule, Maipo oraz Casablanca. Z zaprezentowanych win największe wrażenie zrobiły wina białe; Chardonnay Reserva 2011 (mocna kwasowość, świeża owocowość) oraz Pacifico Sur Sauvignon Blanc Reserva 2011 (młode, ale już mocno agrestowo-waniliowe wino).
Czerwone wina od producenta Casas del Toqui (uprawy w Cachapoal, Casablanca i Maipo) urzekły mnie. Jego Cabernet Sauvignon 2011 oraz Pinot Noir Reserva 2011 były szczodre, dobrze zbalansowane, ale trochę brakowało im wyrazistości.
Siostrzane winnice Vina Maquis oraz Vinedos Calcu robią wina w dość podobnym stylu. Ich Carmenere oraz Rose są lekkie, owocowe, proste w odbiorze. Zapowiada się, że będą to dobre wina na naszym rynku. Jak będzie w rzeczywistości okaże się z czasem.
Producent Vina Perez Cruz raczył degustujących średnio garbnikowym Chaski 2009 (Petit Verdot), Liguai 2008 (Syrah z dodatkiem Cabernet i Carmenere) – jedno z lepszych win tej degustacji oraz Quelen 2007 (Petit Verdot oraz Carmenere z dodatkiem Cot) - rokuje na  wino, które może  rozwinąć się za 3-4 lata.
Najstarsze z win prezentowanych na degustacji było z rocznika 2007. Czy to oznaka, że Chile stawia na nowe roczniki? Na większości stolików dominowały butelki z lat 2009-2011.
Ogólne wrażenie po degustacji było pozytywne. Wina były mniej „dżemowate”, co odnajdywałem do tej pory w winach z tego kraju, a bardziej zdecydowane i z dobrą kwasowością.
Różnorodność win zaprezentowanych na degustacji z pewnością zachęci licznych odwiedzających do większego zainteresowania się winami z Chile.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul