czwartek, 15 grudnia 2016

Szesnaście mgnień Lidla

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Stajemy przed szeregiem butelek i ... moi państwo, miło was widzieć, niektórych już poznałem, a poznania innych udało mi się uniknąć. Jedni lubują się w wojnach dyskontowych, inni wieszczą ich rychły koniec, a niektórzy wina innego niż ze sklepu specjalistycznego kijem by nie tknęli. A przecież od dawna wiadomo, że umysł jest jak spadochron - żeby działał musi być otwarty. Wiemy, że krytycy-wróżbici to tacy smutni ludzie, którzy szukają w winie wad oraz degustując je za darmo ferują wyroki odnośnie wysokości sprzedaży danej butelki. Niestety, nie tędy droga. Na zaproszenie Lidla winni blogerzy oraz osoby-piszące-o-winie zebrali się w hotelu InterContinental i podczas ostatniej degustacji tego importera w mijającym nam roku pochylili się nad szeregiem win z nowej oferty.

fot. WineMike

Cava Brut Arestel (14,99 zł) - świeże, czyste, nieśmiałe niuanse zielonych jabłek i limonek, mgliście pikantne, jednak nieźle wpasowuje się w klimat tarasowego/na aperitif musiaka. Weiber Cremant d'Alsace Brut (27,99 zł) - pozycja fit, niesamowicie szczupła opcja drugiego planu, proste i nieinwazyjne, rozrywkowe niczym "Suicide Squad". Maxime Bellois Champagne Brut (79,90 zł) - zwiewny, agrestowy, pudrowy, gdzieś tam majaczą tostowe akcenty, dobra równowaga, a całość sprawia, że mógłby się nie kończyć niczym "So what" Milesa Davisa.

fot. WineMike

Viticultori Caldaro Alto Adige Weissburgunder 2015 (24,99 zł) - stalowe, głównie nosowe wino, któremu warto dać chwilę na ogrzanie, a odwdzięczy się polnymi akcentami i umowną kwasowością.

fot. WineMike

Ernest Wein Riesling (19,99 zł) - soczysty, dobra równowaga, chociaż warto dać mu chwilę w kieliszku, bo dość wolno się otwiera. Próżno szukać mineralności, ale mamy za to niewymagającą i smaczną pozycję.

fot. WineMike

Domaine de Beaurepaire Muscadet Sevre et Maine 2014 (17,99 zł) - jedno z najlżejszych win świata. Kremowo-pluszowe, potoczyste o dość niskiej kwasowości idealnie wpasowuję się w definicję wina gastronomicznego.

fot. WineMike

Adega Condes de Albarei Salneval Albarino 2015  (29,99 zł) - generalnie wiemy, że nie ma dwóch takich samych butelek wina, jednak tutaj miałem realne wrażenie, że przeniosłem się do innego wymiaru. W maju bieżącego roku oceniłem to wino następująco "złoty strzał i murowany joker każdej degustacji w ciemno - koperkowe Albarino! Gdzieś w tle majaczy mineralność, morelowe niuanse, nieśmiała beczka. Nie zdziwiło nikogo, że ta flaszka pozostała nierozpoznana, wzbudziła także najwięcej kontrowersji odnośnie podejścia do Albarino. Spore zaskoczenie, zdecydowanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.". A tutaj guzik - mydlane i nijakie. Czy przy takich różnicach warto poddać je orwellowskiej ewaporacji?

fot. WineMike
 
Ernest Wein Gewurztraminer 2015 (29,99 zł) - jabłkowy miks w półsłodkich wydaniu, nikła kwasowość, statystycznego Janusza powinno zachwycić.
 
fot. WineMike

Ca' de' Monaci Negroamaro Salento Appasimento 2013 (17,99 zł) - dość kontrowersyjne, bo po paru sekundach znikają aromaty, a w ustach zostaje posmak słodkiej śliwki. Kwestia kieliszka czy zwyczajnie marność nad marnościami?

fot. WineMike

Muriel Thomas Cotes du Rhone 2015 - jedno z najsmaczniejszych win degustacji. Skórzano-stajenne akcenty, intensywne, ale nie przytłaczające, zgrabnie skrojone i dobrze zrównoważone. Cena jeszcze nieznana, ale już wiecie, kto opróżni półki jak ta pozycja trafi do sprzedaży.

fot. WineMike
 
Chateau Fonroque St. Emilion Grand Cru 2012 - jeszcze "bezcenny" bordoszczak z mocno wysuszającą, intensywna tanina, a kiedy się przez nią przebijemy, u schyłku żwirowej kwasowości czeka aroniowo-wiśniowa przystań.

fot. WineMike

Hachon Ribera del Duero Seleccion Especial 2014 (29,99 zł) - oszczędna Ribera, która nie męczy beczką, skupiając się na niezłym owocu z leśnej półki - albo ściółki. Przystępne i nie-wydumane, proste jak podane dłoni.

fot. WineMike

Vina Carles Priorat Crianza 2010 (29,99 zł) - ciepłe, gotowane czerwone owoce i nieoczywiste nuty włoszczyzny, dość jednostajnie szypułkowe usta. Całość aż błagała o kawałek słusznego steka.

fot. WineMike

Vigneti del Sole Veneto Rosso 2014 (24,99 zł) - od razu miałem skojarzenie z "Negocjatorem" Forsytha, kiedy po degustacji wina w odwiedzinach u tytułowego negocjatora padło hasło "wino chłopów i żołnierzy", autentyczne smaczne, niewymagające, nieinwazyjne niczym chillout w hotelowej windzie i jednocześnie pozostające na długo w pamięci niczym niepozwalający się zapomnieć wiersz.

Bellanova Salento Rosso 2014 (14,99 zł) - kiedyś byśmy powiedzieli, że to wino dla statystycznego Kowalskiego, ale nie wiem, czy teraz nieco mdłe akcenty likierowych czerwonych owoców by go przekonały. Zdecydowanie najsłabszy punkt tej oferty.

fot. WineMike

Duca di Castelmonte 2014 (17,99 zł) - ciężkie nuty brzoskwiniowej konfitury, rodzynek, daktyli, ale całość podręcznikowo spięta niezłą kwasowością. Nie wiem czemu, ale od razu nasunęło mi się na myśl sparowanie tego wina z keksem. Test zapewne już niedługo.

Natłok jasnych punktów tamtego wieczoru uświadomił nieuniknione - mniej znaczy lepiej. Przy kilkunastu winach lepiej się skupić niż przy trzydziestu czy czterdziestu. Ogół pozycji zdecydowanie dedykowany jest gastronomicznym eksperymentom, chociaż niektóre etykiety wypadają świetnie nawet solo. Nie szukałem wtedy wina perfekcyjnego. Czy wszystko i zawsze musi być idealne? Niejaki Duke Ellington prosił stroicieli, aby nie stroili fortepianu idealnie, ponieważ kiedy jest "ustawiony" z kliniczną doskonałością to nie brzmi dobrze. Nie ma w tym żadnego błędu, po prostu traci coś z ciepła, z wrażenia prawdziwości.


Facebook - Wine Trip Into Your Soul

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Shiraz/Syrah w ciemno - relacja


Czy można ciągle robić to samo i oczekiwać innych efektów? Naturalnie - w przypadku sportowców i degustatorów nazywa się to treningiem. A skoro formę najlepiej robi się zimą to nie pozostało nic innego jak zebrać grupkę blogerów zapaleńców na ostatnim organizowanym przeze mnie panelu tego roku. Kilkanaście butelek szczelnie owiniętych folią aluminiową, zebrani skupieni zawartością kolejnych kieliszków, a całości dopełniał tytuł degustacji, który zdaniem jednych mówił wszystko, a innych sugerował niewiadome - Shiraz/Syrah w ciemno.

Niewolnicy przyzwyczajeń, zalegli w swych strefach komfortu, wygodnie skryci za tabliczkami smakuje/nie smakuje. Z pewnością udział w degustacji w ciemno nie mieści się w ich postrzeganiu, czego nigdy nie można powiedzieć o zapraszanych przeze mnie gościach na kolejne wydarzenia. Dla nich Shiraz/Syrah nie ma znaku równości pomiędzy czarnym pieprzem i tyle. . Zamykając oczy i przysłuchując się dyskusjom zebranych miałem nieodparte i niesamowicie realne wrażenie, że przede mną argumentują swoje racje jacyś wyczynowi sommelierzy, a nie grupka zapaleńców żądnych wiedzy. Nowy panel, ale też nowa lokalizacja - w niesamowicie klimatycznym miejscu w zagłębiu Saskiej Kępy mieści się Busy Bee o którym mogę śmiało powiedzieć, że to mokry sen każdego organizatora.

fot. WineMike

1. Alzania Navarra Syrah 2012 - (WineAndYou - 54 zł); zaczęliśmy nieoczywistą pozycją, która z miejsca podbiła serca. Intensywne wiśniowe oraz jeżynowe akcenty trwały bez końca, by wreszcie osiągnąć niesamowicie pikantny finisz.

fot. WineMike

2. Szeleshát Szekszárdi Syrah 2013 (Lidl - 29,99); jedyna pozycja, która zgrabnie moaby uchodzić za Pinot Noir, ale nie z Alzacji. Sporo czereśniowych niuansów, które niczym zasłyszany ulubiony utwór ekspresowo mija w swej intensywności. Generalnie waga musza w kategorii Syrah.

fot. WineMike

3. Salomon Estate Shiraz Finnis River 2012 - (Mielżyński - 156 zł); nowoświatowy gigant o łagodnym usposobieniu, masywne aromaty jagód i przejrzałych wiśni, gdzieniegdzie ziołowe akcenty. Skrojone, żeby uwodzić. Istnieją wina nosowe, które mają liche usta oraz takie z wycofanymi aromatami, ale intensywnymi ustami - tutaj doświadczamy hedonistycznego odczucia wina kompletnego.

fot. WineMike

4. Domaine la Provenquière Languedoc Syrah 2014 - (WineAndYou - 29 zł); długi skok do Francji. Bardziej nostalgiczny Miles Davis niż łupiąca Metallica. Długie, ze szczerym i prostym owocem, przywodzące na myśl leniwe popołudnie na łące czy legendarnym tarasie.

fot. WineMike

5. Azienda Vitivinicola Tola Syrah Sycylia 2015 - (Krople Wina - 39 zł); wiedzieliście, że Syrah uprawiany jest w tak nieoczywistym regionie świata? Dość zdecydowane aromaty zwietrzałego czarnego pieprzu, jednak dorzucając do tego raczej niską kwasowość otrzymujemy pozycję ciut smaczniejszą od poprzednika.

fot. WineMike

6. Neil Ellis Sincerely Shiraz Western Cape Stellenbosch 2014 (Vininova - 46 zł); miękkie i świeże, zgrabne ze świetną strukturą, odznaczające się nutami suszonej żurawiny, czereśni oraz wiśni, spięte solidną kwasowością.

fot. Iza Popko

7. Mitolo Jester Shiraz McLaren Vale 2012 (WineAvenue - 79 zł); czarny koń degustacji, niepozorne, a jednocześnie wyczynowe. Ziołowe, herbaciane, gorzka czekolada, masywne niuanse konfiturowe, niekończący się finisz - sprawiają, że dodając do tego zdecydowaną kwasowość mamy ochotę zabrać jego nielimitowaną ilość na bezludną wyspę.

fot. WineMike

8. Cave de Tain Syrah 2015 (Lidl - 19,99); do bólu proste, niestety żadnych cech szczepowych ani mogących przypisać je do innego wina. Taka trochę zapchajdziura, którą przez pomyłkę zabutelkowano zamiast sprzedawać w 10-litrowych kartonach.

fot. WineMike

9. Calabria Family Wines Nine Stones Shiraz Barossa Valley 2013 (Vininova - 56 zł); ponownie land down unda, jednak z niespotykanymi dotąd niuansami goździków, czarnych jagód i cedru, jędrne taniny, a całość zaskakująco wielowarstwowa sugeruje dekantację.

fot. WineMike
 
10. Foncalieu Le Versant Syrah Languedoc 2014 - (Wineonline - 49 zł); wymuskane, czyste, prawie jak od linijki. Miszmasz czerwonych owoców, dymnych i pikantnych wrażeń. Jedno z tych win, które rozbierane na części pierwsze traci swój urok, lepiej nie zastanawiać się i oddać mu bez walki.

fot. WineMike

11. Dehesa de Luna "Luna Lunera" Syrah Kastylia 2015 - (WineAndYou - 29 zł); już druga pozycja z Hiszpanii, jednak tutaj mamy zdecydowanego faworyta w kategorii "im więcej degustuję, tym bardziej mi smakuje", wierny tarasowy towarzysz, który nie zawiedzie, kiedy chodzi o moc owocu bez wydziwiania.

fot. WineMike

12. Casa Silva Colchagua Valley Lolol Syrah 2012 (Wineonline - 79 zł); Chile, które w ogóle nie smakuje nowoświatowo. Uwodzący mariaż wiśniowo-kawowy, gorzka czekolada, przyprawowe i niemęczące taniny. Aż prosi o przyrządzenie do niego jagnięciny.

fot. WineMike

13. Echeverria Gran Reserva Colchagua Valley Syrah 2013 - (Vininova - 63,90 zł); pozycja z kraju również zwanego kręgosłupem Ameryki Południowej, która - w odróżnieniu od poprzednika - stanowi namacalną definicję świetnego Syraha spoza Europy. Czarne oliwki, świeżo zmielony czarny pieprz, uzupełnione niesamowitą ewolucją - nie sposób pozostać obojętnym.

fot. WineMike

14. Rickety Bridge Shiraz Western Cape 2010 - (WineAvenue - 79 zł); zakończyliśmy efektownym i wciąż młodym, gibkim i obiecującym, niczym Freddie Mercury w początkach kariery. Gęste, balsamiczne, czekoladowe, dobrze ułożone, nad kieliszkiem tworzy niby chmurkę aromatów, które utrzymują się kilkanaście minut po opróżnieniu szkła.

Nie ma jednej prawdy, każdy ma swoją wizję. Dla jednego Shiraz/Syrah będzie przebeczkowanym potworkiem, dla innego atakującym świeżym owocem piknikowym towarzyszem. I każdy tutaj będzie miał rację. Wino jest... no właśnie - jakie? Dopóki nie ubierzemy swoich wrażeń w słowa albo znaki, ono po prostu istnieje, więc opisujemy swoje odczucia, a nie bezdyskusyjne cechy zawartości naszych kieliszków. I znów potwierdza się teoria o szczepach kameleonach jak przy Rieslingu - na innej glebie, w innych beczkach będą pachnieć i smakować zupełnie inaczej niż podręcznikowe frazesy nam sugerują.

Relacje zaproszonych:
Jerzy Moskała (Winne okolice) - Shiraz&Syrah w ciemno 
Robert "Winiacz" Szulc - 15 mgnień Syrah zimową porą
Izabela Popko (Raport z win) - Shirazy 15 razy 

sobota, 19 listopada 2016

Krytyka w słusznej sprawie

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Czy możliwe jest nauczenie się wina? Zrozumienie go? Rozpracowanie na części pierwsze, wyizolowanie aromatów, pod-aromatów, aromatów pierwotnych, wtórnych i tak dalej? Poznanie swoich preferencji poprzez degustację tuzina przypadkowych win z całego świata? Otwarcie się na nowe, niepoznane, w świecie, gdzie masy próbują lansować właściwe wina, właściwe marki butów, właściwe miejsca i właściwy sposób wycierania półek na właściwe książki, słuchając jedynej właściwej muzyki?

WineFolly

Często słyszę pytanie, czy długo uczyłem się wina. Niemal zawsze odpowiadam, że robię to cały czas, bo nie jest to stała materia, a przez to mogę zapomnieć o nudzie i rutynie. Codziennie degustować inne wino, zatracając się w zawartości kieliszka, cierpliwie i uważnie słuchając szeptów dochodzących spomiędzy szyjki nowo otwartej butelki. Nie mam oporów przed przyznaniem się, że nie wiem tyle, ile bym chciał - i to nigdy nie nastąpi, bo wtedy zamiera głód wiedzy; robimy się wygodni do granic możliwości, zaszywamy się w swojej strefie komfortu i z pozycji "proszę państwa" ferujemy totalnie bezsensowne wyroki w stylu smakuje/nie smakuje. I z takiego miejsca niedaleka droga do bzdurnego przeświadczenia, że tzw. dobre wino musi być długie. Weźmy taki dający niesamowitego kopa utwór "Ace of Spades", któremu długością daleko do "Child in time" czy półgodzinnych "tejków" jazzowych. Jednak nie sposób odmówić mu wyrazistości, motywowania czy też trudnego do uchwycenia wpadnięcia w wir od samego początku jego trwania. 

BoukeWines

I kiedy już słuchamy właściwej muzyki i mamy w ręki właściwe wino to chciałoby się napisać tekst o nim, naturalnie - właściwy. Pisać krótko czy rozwlekle, dosadnie czy z aluzjami, prosto z mostu czy dyplomatycznie, zrozumiale czy bełkotliwie? Pewien tekściarz przyznał kiedyś, że statystyczny "słuchacz" jego płyt rozumie może z 10% przekazu, rodzina 25%, a przyjaciele 80%. Czy tak samo powinno być z artykułami o winie? Po raz setny tłumaczyć różnicę pomiędzy słodyczą a owocowością? Do znudzenia wyjaśniać, że szczep nie definiuje wina jeszcze przed otwarciem butelki i zawsze warto próbować nowego?

HalogenSoftware

Dźwięki, szkło, sok z gumijagód i litery w poprawnej kolejności odhaczone - może warto coś przeczytać? Od pewnego czasu można natknąć się na coraz więcej treści w rodzaju "ekspert winiarski w 15 minut", "sommelier w dobę", co smuci z uwagi na fakt, że taką clickbaitową retoryką parają się autorytety winiarskie. Co tam Master Sommeliery! Co tam Master of Wine! Na co komu jakieś WSET-y! Po co wiedza, zaplecze degustacyjne, pewne podstawy - każdy może zostać hardkorem winiarskim! 

Wyłączmy płytę, odstawmy kieliszek, odłóżmy książkę i bzdurne komentarze, badziewny PR i przekonanie, że wszystko możemy mieć od razu. Równie bezsensowne co pogląd, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Ma ktoś pomysł, jak przemianować sportowe no pain, no gain na nasze winiarskie poletko?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

wtorek, 25 października 2016

Mazzei - płynny hedonizm

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Chianti powoduje u mnie zakłopotanie połączone z czarną dziurą. Nie jest to pierwsze wino, które przychodzi mi na myśl w temacie parowania z jedzeniem, ciężko wybrać moment, kiedy z własnej woli sięgnąłem po butelkę z tej apelacji. Częściej trafia ono do kieliszków przede mną w trakcie tzw. posiłków na mieście. Rzadziej w degustacji solo, zawsze jako wdzięczny towarzysz różnych potraw. Ale niech wyznawcy czarnego koguta (symbolu Chianti, w konkretnie Chianti Classico) nie łapią się za głowy i nie zerkają z niedowierzaniem z częstotliwość otwierania kolejnych butelek tego za każdym razem innego wina. Właśnie w tym roku przypada 300-letnia rocznica ustanowienia tej apelacji w bajkowej Toskanii.

Filippo Mazzei - ten współczesny ;) (mazzei.it)

Powiadają, że sukces ma wielu ojców, jednak w tym przypadku wystarczył jeden. Ser Lapo Mazzei z Carmignano, należący do rodziny pionierów produkcji win i uprawy winorośli, któremu przypisuje się użycie na piśmie w 1398 r. nazwy Chianti w kontekście terroir i obszaru upraw. Jednak śmiały plan wcielił w życie kilka wieków później odkrywca i innowator Filippo Mazzei, którego postać powinna być omawiana we wszystkich podręcznikach przedsiębiorczości i to właśnie za jego sprawą marzenie jego przodka stało jest prawdą.

fot. WineMike

Nie sposób opisać uczucia, kiedy degustujecie z butelek o pojemności magnum; na pewno doceniacie sam fakt, że rzadko macie okazję do takiego wydarzenia. Wiecie, że najlepsze czasy wino ma jeszcze przed sobą, gdyż im większa pojemność tym wolniej rozwija się nasz ulubiony napój. Wiedział z pewnością o tym Filippo Mazzei, przedstawiciel dwudziestego czwartego pokolenia rodziny, która stworzyła swoją historię winiarskich Włoch. Z zainteresowaniem i zrozumieniem spoglądał na etykiety, kieliszki, twarze degustujących, skrzętnie sporządzane notatki u Roberta Mielżyńskiego. Niesamowicie chętny do dyskusji Filippo oprócz trzech kolejnych roczników flagowego Chianti - Fonterutoli, miał w zanadrzu, z tych samych roczników, swoje owiane legendami supertoskany - Siepi. Mokry, jesienny sen garstki zebranych.

fot. WineMike

Suche kieliszki zmąciło Chianti Classico 2009 (magnum); aroniowo-jeżynowe, nieco dymne akcenty, równa tanina, brakuje jedynie nieco większej kwasowości, która została prawie uzupełniona przez niuanse owocowe, szczupłe, po czasie eksplodujące z kieliszków, niewinne jak nastolatka sprzed Nabokowa. Chianti Classico 2007; mięsne, nieco zamknięte, otwiera się w kierunku nut stajennych, spora tanina, średnio wysuszające, pestkowy finisz, gdzieniegdzie szypułkowe akcenty, ewoluuje i nagradza nutami ziemistymi. Chianti Classico 2005; ściółka leśna, mokra kora, suszona żurawina, nadal zgrabna kwasowość, tanina wygładzona do granic, świetny ekstrakt, szepczące.

fot. WineMike

Powróciliśmy do standardowej pojemności, jednak mile zaskoczeni zostali ci, którzy spodziewali się standardowej zawartości. Siepi 2012; młodziutkie, nieuczesane, jednak czające się nieśmiałe owoce zwiastują horyzont rozwoju, warto wrócić do tego wina z 3-4 lata. Siepi 2007; skaj, politura, kalafonia, perfumowe, rodzynkowe niuanse, świetne usta, bardzo dobra równowaga, intensywne, ale nie przytłaczające, świeże i skoncentrowane. Siepi 2005; stajenne, dżemowe akcenty, kwasowość i tanina ostre.niczym katana, zdecydowanie wymagało dekantacji.

fot. WineMike

Chianti zmienia się, ewoluuje, idzie z duchem czasu. Przy tak okrągłej rocznicy warto zadawać sobie pytania o przyszłość, cele i sposoby na ich osiągnięcie. Dwa lata temu w Chianti Classico wprowadzono nową kategorię - gran selezione, która nadal ma wielu przeciwników. Zawsze jednak warto sięgać wyżej, starać się bardziej. Miałem wrażenie, że każde z degustowanych tamtego posępnego dnia win starało się szeptać "per aspera ad astra".


sobota, 15 października 2016

Czy recenzje win mają znaczenie?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Jak często czytacie recenzje win? Poznajecie podejście blogera/dziennikarza do opisywanej zawartości kieliszka? Posiłkujecie się ich osądami w trakcie zakupów? Ślepo zawierzacie ich ochom i achom, trzymając się z dala od tych pozycji, które nie dostąpiły zaszczytu wzmianki w tekście? A może płyniecie pod prąd, owszem, zerkając na recenzje, ale w efekcie dokonując niezależnego wyboru?

Vinfolio

Zaobserwowałem problem z odbiorem recenzji win. Chyba niewiele można zrobić względem tych, dla których skale liczbowe i klepnięcie "Wino mi się podoba, wino jest fajne" (co to w ogóle znaczy i jaka tu jest wartość dla czytającego?) jest wszystkim, czego oczekują od autora. Kiedyś stosowałem skalę liczbową, niekoniecznie się nią przejmując, bo oczywiście nie ma ona konkretnego przełożenia na cokolwiek, nawet w obrębie win z tego samego gatunku. Generalnie nawet krótki, choćby jednozdaniowy komentarz pozwala częściowo poznać zdanie opisującego. Rolą krytyka może być wskazanie jakiejś możliwości zrozumienia, zaprezentowanie "odczytania", zupełnie jak w przypadku filmu czy książki, jednak nigdy nie powinno być wyrocznią tak-lub-nie. Jeśli poza zgodzeniem się, bądź zanegowaniem nie stoi nic więcej to mamy współczynnik losowy, a to oznacza, że jeśli nic ponad opinię z którą się zgodziłem powiedzieć nie mogę to obcowanie z recenzjami nie ma sensu, bo jedynie programują odbiorcę bez udziału jego rozumu.(szeroko mówiłem o tym tutaj).

WineFolly

Jesteśmy różni. Nie widzę w tym absolutnie nic złego, że są ludzie, którzy różnią się ode mnie czy od innych osób. Krytykują wina w internecie i tak dalej, mają inne wymagania - mniejsze lub większe. Każdy ma swoją perspektywę, swoje podejście, swoje oczekiwania - warto to zaakceptować. Kiedy pada komentarz po recenzji wina "ale nie zgadzam się" to świetnie, że spędziłeś przy nim miło czas, podczas gdy u mnie nie znalazło ono akceptacji. Doskonale wiadomo, że są filmy, jak i wina "konkursowe", które robi się dla recenzentów, a nie odbiorców. A jeśli jest autor, którego gust pokrywa się z Twoim to czy liczy się dla Ciebie jego opinia? Sądzisz, że dla Ciebie dany produkt też będzie dobry? Naturalnie chodzi o sytuację, kiedy kogoś obserwujesz/czytasz od dłuższego czasu, a nigdy po jednym materiale. Ważne są argumenty za i przeciw, a nie dobre/niedobre.

BillsWineWandering

Kwestia, czy wino smakowało oraz czy było dobre - to dwie osobne sprawy. Niestety mnóstwo osób nie potrafi przyznać się do tego, że smakowało im kiepskie wino. I musimy pogodzić się z faktem, że wiele osób nie ma specjalnych wymagań odnośnie wina (muzyki, filmów itd.). Problem pojawia się, kiedy ta rzesza ludzi zaczyna lansować i narzucać swój światopogląd jako jedyny i słuszny. Popularny jest ostatnio, niestety, tzw. rak content, czyli ogół rzeczy (ale w żadnym wypadku treści), które niczego nie wnoszą do dyskusji, nie stanowią żadnej kreacji, żerują na najniższych instynktach. Mieszamy wtedy dwa bardzo ważne pola - emocji, na które może mieć wpływ niesłychana ilość przyczyn trudnych do weryfikacji oraz estetyki, którą śmiało można oceniać. Gdyby było inaczej to takie dziedziny sportu jak, na przykład, akrobatyka nie miałyby znaczenia. Identycznie możemy oceniać wina, na przykład takie, które nam nie smakują, mogą być dobre i taki pogląd można uzasadnić, ale kierując się względami estetycznymi, a nie emocjonalnymi. Niestety, emocje sprawiają, że osoba przybiera despotyczną postawę w postaci zawsze posiadanej racji, przypisując własnemu gustowi normę powszechności (a innych określając w pogardliwym znaczeniu amatorami czy też snobami).

Vivino

Dzięki normom estetycznym poznajemy coś, co jest nam światopoglądowo obce. Otwieramy się na coś nowego. Śmiało można powiedzieć, że wino jest kiepskie, pod warunkiem, że taką wypowiedź się odpowiednio uargumentuje. I tutaj mamy źródło problemu - nieumiejętność dowodzenia racji, po prostu najczęściej jest to zbiór gołosłownych epitetów. Niektórzy po prostu nie są w stanie wybaczyć tego, że traktuje się ich poważnie. Rozwój nie jest możliwy, jeśli wszyscy się ze sobą zgadzają.


Facebook - Wine Trip Into Your Soul