Facebook - Wine Trip Into Your Soul
Każdy ma jakąś listę - ulubionych utworów, książek czy też filmów-które-należy-omijać-z-daleka (u mnie to będzie "Głowa do wycierania"; pozbądźcie się wszelkich oczekiwań, logikę zostawcie za drzwiami, usuńcie z zasięgu ręki ostre przedmioty i przygotujcie dużo wina przed seansem). Rok nieubłaganie zbliża się ku końcowi, dawno już wyrzuciliśmy dynie z wydrążonymi oczami, a nerwowy szał w tzw. centrach usługowych jeszcze przed nami. Tymczasem sięgnijcie po ulubioną butelkę, rozsiądźcie się wygodnie i zapoznajcie się z kolejną częścią mojego pokręconego świata w zestawieniu rzeczy, których nie lubię w tekstach o winie.
Każdy ma jakąś listę - ulubionych utworów, książek czy też filmów-które-należy-omijać-z-daleka (u mnie to będzie "Głowa do wycierania"; pozbądźcie się wszelkich oczekiwań, logikę zostawcie za drzwiami, usuńcie z zasięgu ręki ostre przedmioty i przygotujcie dużo wina przed seansem). Rok nieubłaganie zbliża się ku końcowi, dawno już wyrzuciliśmy dynie z wydrążonymi oczami, a nerwowy szał w tzw. centrach usługowych jeszcze przed nami. Tymczasem sięgnijcie po ulubioną butelkę, rozsiądźcie się wygodnie i zapoznajcie się z kolejną częścią mojego pokręconego świata w zestawieniu rzeczy, których nie lubię w tekstach o winie.
![]() |
| LaWebDelYuyo |
1. Wstawiania
niekończących się parad uśmieszków, heheszków, LOL-i hasztagów,
używania liczb jako słów (na przykład gr8 zamiast great). Ma to
słuszność tylko wtedy, jeśli masz poniżej 10 lat. Używanie tego typu
słownych śmieci źle świadczy o autorze. Chyba, że pisze on dla widowni z
podanego zakresu wiekowego, wtedy nie mam pytań.
2. Zamęczania czytającego zdjęciami na cały ekran, starając się - bez
sensu - zwiększyć czas przewijania strony, a co za tym idzie - czasu
przebywania na niej. To tak świetnie potem wygląda w statystykach!
Serio?
3. Zasypywania
czytającego mnóstwem linków, podkreśleń, boldów, kursyw i tak dalej -
aż można oczopląsu dostać. Na pewno nie zachęca to do kontynuowania
tekstu, a już bynajmniej do powrotu na stronę.
4.
Encyklopedycznego podejścia do sprawy. Wpis na blogu to nie jest praca
magisterska ani doktorska, nikt po jej przeczytaniu nie zacznie chłeptać
omawianego wina wiadrami (tudzież kartonami). Piszesz dla ludzi, którzy
mają inne zajęcia i czasami naprawdę nie mają tryliarda godzin na
śledzenie blogów. Ukłon w ich stronę z pewnością zostanie pozytywnie
odebrany.
5.
Języka sprawiającego, że co zdanie muszę sięgać do słownika wyrazów
obcych. Rozumiem, że jesteś oczytany, światły, masz PhD z Wyższej Szkoły
Gotowania na Gazie. Ale z tekstu generalnie mam mieć zabawę, przydatną
wiedzę, a nie poczucie, że muszę wracać do szkoły i na dobranoc czytać
słownik.
![]() |
| Mediumplus |
6. Ograniczania opisu wina do jednego słowa - jak dobre, zajebiste, piłbym. I koniecznie nie dłuższe niż dwie sylaby, przecież nie chcemy, że nam się czytelnicy przegrzali. Może się okazać, że w głowie przykładowego czytelnika siedzi mały Azjata i metodycznie sieka kapustę.
7.
Braku zakończenia. Drodzy blogerzy i blogerki - urwany tekst razi niemiłosiernie, a
ostatnia notka lub opis wina nie jest podsumowaniem. Nie jest nim także
"degustowałem/degustowałam na zaproszenie (nazwa importera)". Chwalebne to i
transparentne, ale zawsze pozostawia niedosyt. Jakby zabrakło paru zdań na zakończenie, a to właśnie one zostają najlepiej zapamiętane przez czytających.
8.
Wstawiania obrazka jako "artykułu" - bez podpisu, wyjaśnienia, źródła.
Zdaję sobie sprawę, że w kwestii obstawania inteligencji niektórych
bywalców internetu bukmacherzy nie przyjmują zakładów, ale to jak
mówienie odbiorcy "wstawię obrazek bo tekstu nie zrozumiesz". Ależ
dziękujemy, jest nam przemiło.
9.
Wrażenia przepisywania kontretykiety wina - napracowałeś się, ale po
co? Suche fakty nie zachęcą do sięgnięcia po opisywane pozycje.
Koniecznie trzeba napisać ile dokładnie wino ma alkoholu, ile było w
beczce, jaka była fermentacja oraz jak miał na imię stryj córki psa
sąsiada koszatniczki winiarza. Grunt to dokładność.
10.
Powtarzalności. Odnoszę wrażenie, że w pewnych kręgach (ale nie takich w
zbożu) muszą w opisach win paść te same owoce, te same nuty kwiatowe,
identyczne stwierdzenia-klucze, które wyczerpują temat. Użyłeś nazwy
owocu, którego nie znają twoi znajomi? A weź się schowaj z takim snobowaniem, ma być prosto i szybko niczym lewy prosty Rocky'ego - śliwka, banan, wiśnia!
![]() |
| Sadistic |
11. Błędów interpunkcyjnych i składniowych. Nikt z nas nie jest drugim prof. Miodkiem lub Bralczykiem, ale święci pańscy! Wysuwam daleko idący wniosek, że na pewno każdy te słowa czytający ma zaliczoną podstawówkę i tak dalej, więc zrozumiałe i zgodne z zasadami ortografii pisanie nie jest trudne niczym zapamiętanie liczy Pi do 200 miejsca po przecinku. Leniuszkom wujek Word z pewnością podkreśli wszystkie błędy i zjedzone znaki interpunkcyjne, poprawi nawet duże litery na początku zdań. Łał!
12.
Robienia wszelkich zestawień w rodzaju "winiarze, których warto
śledzić" albo "blogi, które polecam", czy też "10 win którymi nawalę się
w 2016 r". Komentowanie takich tworów jest zbędne, ponieważ są one
smutno-śmiesznym komentarzem same w sobie. A już szczytem jest pisanie -
naturalnie na początku zestawienia - "Lubię tego-i-takiego, ale po nim
jest długo długo nic". Czarna dziura, autor ma zaniki pamięci po długiej
degustacji?
Nie sposób pozbyć się świadomości, że każde zestawienie podlega krytyce (dobrze) konstruktywnej (jeszcze lepiej). Żadna lista nie jest tworem zamkniętym, może się zmieniać jak w kalejdoskopie, a nawet powinna. Wszystko płynie i te klimaty. To się pożaliłem, złażę z kozetki.
































