piątek, 3 kwietnia 2015

Niemiecka prowokacja

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Ostatnio przyłapałem się na haniebnym zaniedbaniu odnośnie Palatynatu. Region, który bywa określany niemiecką Toskanią, w niczym nie ustępuje tuzinowi innych obszarów, gdzie u naszych sąsiadów uprawia się winorośl. Ryzykując publiczną chłostą i banicją wyznam, że wiele z nich prześciguje. Okazja do zdegustowania win z omawianego regionu nadarzyła się ledwie kilka dni temu. Winiarz Johann Fitz z Weingut Fitz Ritter, malowniczo położonej w bawarskiej Bad Durkheim, na zaproszenie importera Weinland, po raz pierwszy odwiedził kraj nad Wisłą, a autor tych słów zorganizował komentowaną degustację części portfolio tego uznanego producenta. Event odbył się w znanym i lubianym Baltazar by Mondovino.

Johann Fitz

Wszyscy wiemy, że szampana „opatentował” Dom Perignon, kiedy z rozbieganymi oczkami wykrzywiwał "piję gwiazdy!”. Jeśli szukać źródeł niemieckiego odpowiednika to daleko nie trzeba sięgać. Fitz-Ritter, którego początki sięgają 1785 r., uznawany jest za pioniera w kwestii odpowiednika francuskiego musiaka, dla którego Madame Bollinger straciła głowę. Mowa naturalnie o sekcie, który niejednokrotnie w niczym nie ustępuje jakościowo szampanom, a niektóre nawet prześciga jakością. Wyczuł to Johann „Red Fitz” w XIX w. Ze względów politycznych musiał emigrować z Bawarii, kierując się do kraju Napoleona. Po studiach w Szampanii, gdzie zgłębiał tajniki produkcji win musujących, powrócił do ojczyzny i zaczął eksperymentować z bąblami na rodzimym gruncie.

WineMike

Naturalnym porządkiem rzeczy do kieliszków trafił Riesling Extra Brut; kruchy, nieco zielony, jednak w pełni wytrawny, wino tarasowe. Cremant Chardonnay Brut 2007; nuty mango, macepanu, orzechów włoskich, intensywne, świeże, pełne, bardzo dobra równowaga, spora pienistość, kremowe usta. Secco Blanc Trocken to odpowiedź na zapotrzebowania mniej wymagających konsumentów; słodkawy cytrusowy owoc, niezobowiązujące. 

WineMike

Małą pionówkę w międzyczasie zaczęliśmy od Riesling Herrenberg GG 2012. Johann w przystępny sposób wyjaśnił zawiłości prawne związane ze zmianą polityczną, prawną I w efekcie rzutującą na informacje na etykietach, bo tak naprawdę Herrenberg i Kenzel jest tym samym obszarem uprawy w winnicy. Wracając do wina – szczupłe, nos dość rześki, akcenty białych kwiatów, odświeżająca kwasowość, nieoczywiste i mainstreamowe.

WineMike

Riesling Herrenberg GG 2011; trwające w nieskończoność, soczyste z nutami skórki od limonki, zgrabnie się rozwijające, jednak – jak to naturalnie – jeszcze za młode. Riesling Kenzel GG 2010; otwierające się leniwie w kieliszku niczym pąk kwiatu, niespiesznie uwalniające nuty ziołowe, świeżo skoszonej trawy, przy tym zwiewne  i intensywne jednocześnie. W trudnym 2010 roku dano dowód, że pewna ręka winiarza w winnicy odwdzięcza się z nawiązką, czego przykładem jest omawiane wino. Riesling Kenzel GG 2009; jedyne z degustowanych Grosses Gewachs, które już teraz nadaje się do picia, chociaż byłoby naiwnym sądzić, że bieżący rok określa horyzont jego leżakowania. Ponownie nuty białych kwiatów, nieco mango i brzoskwini, stonowana kwasowość z majaczącymi pikantnymi akcentami.

WineMike

Pinot Noir 2012; soczysta kwasowość, intensywna wiśniowa nuta, Pinot świeży i lekki, który nieco schłodzony może nawet stanowić konkurencję dla białych zmrożonych win tego lata. Roter-Fitz 2012; ryzykowna mieszanka Cabernet Sauvignon, Acolon i Cabernet Dorsa pozbawiła wątpliwości zebranych;  nieco perfumy na początku, która szybko ulatuje i sprawia, że w kieliszku pojawia się wino w stylu… Bordeaux, nieco wiśniowo-skórzanych nut, lekkość charakterystyczna dla średnio-intensywnych win z wymienionego regionu, zdecydowania off-road wine, które oddala degustujących od ich strefy komfortu.

WineMike

Revoluzzer 2010; kupaż Cabernet Dorsa, Acolon oraz Pinot Noir; „tęczowe” nagromadzenie nut czerwonej papryki, czarnego pieprzu, ciemnych jagód, intensywna kwasowość i niezła równowaga z leśnym owocem na finiszu. Gewurztraminer Spatlese 2013; brzoskwiniowo-morelowe akcenty, ananasowe niuanse, nieco czerwonej róży oraz gałki muszkatołowej, nieprzytłaczające i świeże.

Palatynat w winach od Fitza-Rittera rządził tego popołudnia. Zaskakujące, że znakomita część win rozwijała się jeszcze na długo po oficjalnym zakończeniu degustacji. Dowodzi to starej prawdy, że jeśli wino nadal „pracuje” to należy mieć przekonanie graniczące z pewnością, że warto odłożyć je na parę lat – albo i dłużej. Na przykładzie mini-pionówki Grosses Gewachs mieliśmy świetny przykład, jak wino z tego samego szczepu może się rozwijać i jak odmienne dawać aromaty, jak kwasowość może wpływać na postrzeganie i – wreszcie – to, co lubię najbardziej, że nasze zmysły są tak przyjemnie wadliwie i nie pozwalają nam zaszyć się w naszej strefie komfortu. Szukajcie win od naszych zachodnich sąsiadów, ale nie ograniczajcie się do Mozeli czy Rheinhessen. Sięgnijcie do Palatynat, a zwłaszcza po flaszki od Fitz-Ritter; organoleptycznie stwierdziliśmy, że warto.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

poniedziałek, 30 marca 2015

Ciemna strona wina

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Wszyscy wiemy, że wino poprawia nastrój, a przy odrobinie chęci ze strony degustujących pozwala nakłonić ich do zagłębienia się w jego meandry dziejowe, genezę nazwy, winnicy, terroir, producenta; szeregu intrygujących spraw, które ze sobą niesie. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad ciemniejszą stroną wina? I nie chodzi tu o przerzucenie się z Barolo na Caberneta.

MontesquieuWineLovers

Truizmem jest, że nadużywanie wszystkiego grozi mniejszymi lub większymi szkodami; zbyt duża ilość wysiłku fizycznego skutkuje znienawidzonymi zakwasami, natłok zdrowej żywności hiperwitaminozą, a wina – jak każdego innego alkoholu – korowodem coraz większych problemów. Przesadzanie z winem może skutkować poważnymi zmianami psychosomatycznymi. Naturalnym jest, że kieliszek czerwonego wina wpływa kojąco i dobroczynnie na nasze serca i naczynia krwionośne, jednak czasami zbyt łatwo sięga się po drugi, trzeci czy dziesiąty kieliszek.

Cartoonstock

Zapewne spotkaliście się z pseudo-naukowymi artykułami z którym płynie wyraźny wniosek, że picie większych ilości wina zmniejsza ryzyko chorób serca, a nawet bzdurnymi teoriami, że picie wina zastępuje siłownię i w ogóle wysiłek fizyczny. Kardiomiopatia, nadciśnienie, udar, zaburzenie pracy serca – zdroworozsądkowo myślący winoman nie chce tego, prawda? Fakt, że wiele historycznych postaci nie wylewało za kieliszek, a wiele z ich właśnie w whisky, winie czy drinkach upatrywało źródło swojego talentu. Kojarzycie Dylana Thomasa, Dorothy Parker, Eugena O’Neilla, Williama Faulknera, Ernesta Hemingwaya, F. Scotta Fitzgeralda, Jacka Londona czy wreszcie Edgara Allana Poe? Wszyscy miewali dni, kiedy chętniej sięgali po kolejną butelkę niż po pióro.

Renpazzo

Z winem powinny sobie dać spokój osoby o wrażliwych zębach, gdyż kwas w winie z pewnością nie działa na nie pozytywnie. Sporo osób jest uczulonych na siarczyny, więc nie muszą oni uważnie obserwować swoich reakcji po wypiciu wina; ciało samo dobitnie zakomunikuje, że coś jest nie w porządku. Niektórzy alergicy lub migrenowcy również powinno sięgać częściej po wodę niż wino. Mamy również osoby na dietach, które – dziwna sprawa – bardzo rzadko wliczają alkohol jako kalorie. 

Chkank

Do czego może doprowadzić choroba Karola Marksa zwana poprawnością polityczną? Przekonał się o tym manager lokalu w Nowej Zelandii, który musiał wystosować przeprosiny do kobiety w widocznej ciąży, której odmówiono podania wina. Szkoda, że nikt w tym całym ambarasie nie przekazał przyszłej mamie, że w błogosławionym stanie w ogóle powinna odstawić alkohol. Niektórzy muszą doświadczyć skutków swojego postępowania, gorzej, jeśli cierpi na tym ich otoczenie.

Lastlemon

Czasami negatywne skutki przewyższają korzystne. Każdy medal ma dwie strony; chyba, że jest to wstęga Mobiusa. Istnieje bowiem spory procent ludzi głuchych na zalecenia, obawy swojego najbliższego otoczenia i sygnały wysyłane mu przez organizm. Sprawdza się stara prawda, że wszędzie najważniejszy jest umiar. Dbajcie o siebie!

źródło: TempleOfWine 

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

czwartek, 26 marca 2015

Wino zamiast leków?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Stare przysłowie mówi, że jeśli jest za dobrze to komuś na pewno jest źle. Weźmy na przykład wino. Tytuły i wnioski płynące z niektórych artykułów pozwalają sądzić, że autor lub autorzy byli pod wpływem nielegalnych nad Wisłą rozweselaczy. „Wino powoduje raka”, „Wino zamiast siłowni”, „Wino zabija” i – moje ulubione – „Wino uzdrawia ślepe myszy”. Warto prześledzić historię wina w kontekście naszego zdrowia.

Vinaspora
 

W 3150 p.n.e starożytni Egipcjanie używali wina jako składnika leków; mieszali je z balsamami, kolendrą, szałwią czy też żywicą. Podobne mieszanki – według przekazów – leczyły całe spektrum schorzeń – od problemów gastrycznych do opryszczki. Sporo później, bo w 500 r. p.n.e. niejaki Hipokrates zalecał picie wina jako element zdrowej diety i polecał dezynfekować nim rany, podawać kobietom w bólach porodowych czy też jako zbawienny środek dla cierpiących na biegunkę. Arnaldus de Villanova w 1309-11 pracował nad dziełem „Liber de Vinis”, które w oczywisty sposób uznaje wino za lek na niemal wszystkie ludzkie bolączki; poprawia złą cerę oraz umniejsza demencję.

IscienceTimes

Przez kolejne sześćset lat nasz ulubiony napój jest popularny wśród zaleceń lekarskich, zwłaszcza, kiedy postępuje galopująca urbanizacja i czysta woda jest na wagę złota. W XIX wieku dodawanie wina do wody lub po prostu zastępowanie jednego drugim, stało się popularną metodą „oczyszczania” wód publicznych. Pod koniec lat siedemdziesiątych minionego wieku następuje zdecydowanie zwiększenie zainteresowania winem. Wtedy właśnie ma miejsce słynna degustacja paryska, a USDA opublikowała przełomową tabelę zawierającą wyłuszczenie czegoś, co dzisiaj nazywamy świadomym odżywianiem.

Madievalist

W 1988 roku w New York Timesie ukazuje się artykuł, który jednoznacznie łączy czerwone wino z migreną, a to na skutek większej ilości kwasów niż na przykład w wódce, co powoduje refluks. Za to trzy lata później wyemitowany został przełomowy odcinek programu „60 minutes”, dzięki któremu określenie „francuski paradoks” zaistniało w świadomości wszystkich. Pokrótce chodziło o fakt, iż Francuzi posiadając diety bogate w tłuszcze nasycone uzupełniają je sporą ilością wina, co w efekcie wpływało na ich dłuższe życie i zwiększenie obecności „dobrego cholesterolu” we krwi.

VinoItalia

Niecały rok później szereg badań wykazał, że zagrożenie wynikające z picia wina mogą być większe niż korzyści, a to z uwagi na fakt, że zawiera ono mniej alkoholu niż wódka czy whisky, co sprawia, że chętniej i częściej sięga się po kieliszek. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – w 1995 r. duńscy naukowcy wykazali, że ci badani, którzy pili cztery kieliszki wina dziennie w 49% przypadków żyli dłużej niż pijący wina mniej lub niepijący go wcale. W 1997 r. dość odważnie wysnuto wniosek, że czerwone wino może powstrzymać raka. Dwa lata później, w przededniu nowego millenium, pojawiła się kontrowersyjna opinia chętnie powtarzana w różnych środowiskach, że wina z Bordeaux są najzdrowsze na świecie, a Duńczycy ponownie utwierdzili świat w przekonaniu, że wino to jest to; zmniejsza ryzyko udaru o 30%, a osoby pijące wino generalnie odżywiają się zdrowiej niż inni.

Co zmieniło się po 2000 roku? O tym w kolejnej części, która ukaże się już na dniach.

źródło: www.bonappetit.com

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

poniedziałek, 23 marca 2015

Półwytrawne półsłodziaki

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Usłyszeliście kiedyś określenia "półsłodkie" albo "półwytrawne"? Z pewnością dotarły do Was te nic nie znaczące zwroty. Nie rażą one, jeśli zaraz są poprawiane, jednak jeśli dojdzie do stwierdzenia "lubię półsłodkie i półwytrawne" to mamy problem. Czemu? Ponieważ w ogóle nie określa to stylu wina, a więcej mówi o osobie je wypowiadającej. Za dużo razy słyszałem zdania typu "wino tyle kosztowało - oby było słodkie!".

LoveToKnow

Zawsze możemy sięgnąć do kart technicznych danego wina i może się okazać, że zawiera ono więcej-lub-mniej cukru niż się spodziewaliśmy. Z cukrem w winie jest podobnie jak z temperaturą - czym innym jest ta wyrażona w stopniach Celsjusza lub Fahrenheita, a czym innym temperatura odczuwalna. Zachodzi taka sytuacja, iż wino będzie miało niewiele cukru resztkowego, co w połączeniu z małą kwasowością spotęguje pierwszy składnik i będzie ulepkiem. Nie wszystko jest tak kolorowe i proste jak w konwencji od Kabinetta do TBA. Półsłodkie-półwytrawne z pewnością stanowi zmorę sommelierów wobec klientów, którzy ciągle uważają Gewurztraminera za słodkie wino!

ChrissSuff

Półwytrawne? Niby odpowiednik delikatnego, zwiewnego, szczupłego? Moi mili - zatem Pinot Noir jest półwytrawny, a ten niebeczkowany? Kompot jak się patrzy! I co z tego, że apelacja, rocznik czy limitowana produkcja? Dorzućmy jeszcze zaporową cenę i mamy idealny obiekt do żartów. Dacie wiarę, że masy skreślają Barolo, Malbeki czy też Shirazy właśnie z uwagi na brak "oczywistych" słodkich nut? Przyjemniej być w strefie komfortu i nie dawać się z niej wyciągnąć..

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

sobota, 21 marca 2015

Lampki, bombeczki i inne zjawiska

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Z czego pije się wino? A) Z butelki, B) z kieliszka, C) lampki czy D) słoika. Jeśli zaznaczyliście pierwszą odpowiedź to znaczy, że wytłukły się Wam wszystkie kieliszki, a stoi przed Wami otwarty Opus One. Ci, którzy zaznaczyli drugą odpowiedź - jest w Was (nas!) nadzieja. Trzecia odpowiedź jest - niestety - najpopularniejsza, jeśli chodzi o określanie "naczynia" na wino. A ostatnia opcja? Podsumowując obserwacje na dużych i średnich degustacjach, organizowanych przez dużych i średnich importerów oraz inne podmioty "około-winiarskie" ze smutkiem graniczącym z zawodzeniem widzę pewną nonszalancję i marginalizowanie tematu kieliszków do wina. Skoro tak to można degustować nasz ulubiony napój ze słoików; któż zabroni biednemu żyć na bogato? Przychodzimy na proszoną degustację i co dostajemy? Jakieś pseudo-bankietowe bombeczki, które nadają się co najwyżej do słabej jakości musiaka, ale jeśli podawane jest w "takim czymś" sensowne wino to organizatorzy strzelają sobie w kolana. Jednocześnie. I poprawiają młotkiem.

Reddit
  
Stwierdzenie, że "dobre wino smakuje zawsze i ze wszystkiego" jest o tyle prawdziwe, co obietnice wyborcze pod każdą szerokością geograficzną. Doskonale wiemy, że niektóre wina duszą się w za małym kieliszku, a inne nikną w kieliszkach przypominających akwaria. Kształt również ma znaczenie, a w naszym ciągle młodym światku winiarskim takie serwowanie wina w przywołanych już "bombeczkach" zdecydowanie szkodzi edukacji winnej. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, że sensowne wina nalewane są do czegoś, co bardziej przypomina szkło do drinka Manhattan. Nie ma nic przyjemniejszego niż degustacja win z takiego wynalazku! Zdaję sobie sprawę, że ironia-goni-sarkazm, jednak mam też świadomość, że istnieją tacy, którzy nie czują ironii nawet wtedy, kiedy ta podbiega i gryzie ich po nogach.

ComedyCard

Zaliczyliśmy słabe szkło, więc pora na osławioną "lampkę wina". Czy w ogóle ma to sens? Dokładnie taki, jak nazywanie wiśniówki winem a choyi winem śliwkowym (nigdy!). Za każdym razem, kiedy słyszę ową "lampkę" odruchowo na usta ciśnie się "wolę klosz albo abażur", co jest nie mniej logiczne niż przywołane błędne określenie. Niektórzy będą się strasznie burzyć na to poprawianie, jednak pamiętajcie - Wasz trud nie pójdzie na marne. A jeśli odniesiecie takie wrażenie to przynajmniej poprawicie sobie dykcję od ciągłego mówienia tego samego. Kochani, pierwszy dzień wiosny za oknem - unikajcie bombek i lampek, korków oraz oksydacji!

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

środa, 18 marca 2015

Winka, kwasiorki i heheszki

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Czy zastanawialiście się kiedyś z jakiego powodu wino traktowane jest jako produkt drugiej kategorii? Ciągle przegrywa z "wódeczką", "piwkiem" i innymi "wynalazkami", czasami wątpliwego pochodzenia i jakości. Zastosowanie ma wtedy tak zwane kryterium uzualne, wedle którego poprawne jest to, co znajduje się w powszechnym użyciu. I nie mam tu na myśli słuszności używania pasty do zębów czy popularnego poprawiania błędów językowych. Mowa o języku dotyczącym wina w którym, niestety wciąż, pełno jest "winek", "kwasiorków" czy "zapychaczy"; określenia te są, jak pewnie doskonale wiecie, krzywdzące dla wina, a właściwie dla rozmów o nim. Równie dobrze możemy zdrabniać wszystko - pieniążki, samochodziki, buciki oraz - nowa ewolucja straszliwego słowa - "wineczka". Dumas mawiał, że "każde uogólnienie jest niebezpieczne - nawet to."

TheSipAdvisor

Nie sposób również nie wspomnieć (podwójne zaprzeczenie, ha!) o osobliwej sytuacji, kiedy dochodzi do używania fachowego języka. Czy inżynier prowadzący monolog o obrabiarkach, fizyk charakteryzujący izotopy, pasjonat motoryzacji wyliczający zalety i wady konkretnego modelu auta czy wreszcie architekt wyjaśniający różnice pomiędzy stylem kolonialnym a modernizmem spotkają się z określeniem "snob" do nich adresowanym? Wątpię. Nie ma problemu z zakwalifikowaniem tej wiedzy jako fachowej, specjalistycznej, właściwej dla danej branży. Odnośnie wina sprawa jest bardziej złożona. Doskonale pamiętam, kiedy wśród znajomych parę lat temu stwierdzenie "wysoka kwasowość" spowodowało, że wszystkie spojrzenia zwróciły się ku mnie. I nie było to spowodowane nowym krawatem. Wiele wina upłynęło od tego czasu, a część znajomych - podobnie jak autor tych słów - złapała winnego bakcyla.

WineOnline.Ca

Odnośnie mówienia, czy też pisania o winie istnieje inny dylemat - pisać fachowo czy łopatologicznie? Adresować swoje teksty tylko do amatorów, czy też za cel obrać - nadal wąskie - grono "w temacie"? Oczywistym jest, że wiele osób zawsze pozostanie na etapie picia wina dla samego faktu, a poradniki, encyklopedie czy też artykuły branżowe pozostaną w sferze "nie-jestem-specjalistą-ani-koneserem". Podobnie jak wywody znanych i szanowanych osób w branży pozostaną wyłącznie ciekawostką - niczym bezsilność marketingowców wobec faceta z listą zakupów wypunktowaną na kartce. Takie życie! Co robić; co zrobisz? Nic nie zrobisz. Pięciolitrowy baniak spirytusu i stwierdzenie "pijmy szybciej, bo się ściemnia" stanie się namacalne.

FizzWizz

Swego czasu wśród pewnych kręgów i zapaleńców istniała teoria, iż jeśli puścicie nagrania zespołów Led Zeppelin i Black Sabbath od tyłu, do uszu słuchacza dotrą zdania, które nie znalazłyby poklasku na bilboardach w Watykanie. A może podobnie jest z winem? Złe lub słabe wino pite "od tyłu" będzie lepsze, gorsze, inne? A co z winami, które odpowiadają pijącym? Polepszą się, pogorszą czy pozostaną niezmienne? Poziom abstrakcji osiągnął zenit. Więcej rozsądku w winie - czego Wam i sobie życzę.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

niedziela, 15 marca 2015

Czy rozmiar ma znaczenie?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Coraz częściej do mowy potocznej wkrada się określenie, które cieszy. Wszyscy znamy wyświechtane słowo "butelka", które stało się nie tyle nudne, co nieadekwatne. Poczciwe "butelczyna" chyba słusznie odeszło w mroki dziejów. "Flaszka" na stałe zadomowiła się w języku, jednak nie w określeniu do flaszki wódki, a właśnie wina, co stanowi zmianę w słusznym kierunku.

TheWineCellarInsider

Z pewnością spotkaliście się z różnymi rodzajami butelek. Najczęściej spotykaną jest klasyczna o pojemności 0,75 l. Naturalnie wiemy, że butelki, oprócz pojemności, potrafią różnić się również kształtem; smukłe z Alzacji czy Austrii, chwytne i pękate z Frankonii, a nawet w kształcie bombki owinięte słomą (masowe Chianti). Zdarzyło się Wam zapewne wielokrotnie kupować wina w mniejszych pojemnościach, na przykład 1/4 butelki (tzw. split, piccolo lub snipe), jednak pełna lista obejmuje oficjalne 24 rozmiary butelek - od wspomnianych maluszków do gigantycznego, bo aż trzydziesto litrowego Midasa (lub Melchizedeka); nazwa brzmi znajomo? Istnieje sporo teorii na temat genezy powstania tych określeń, jednak żadna nie jest pewna.

Taylor.pt

Wiadomo natomiast, iż wzięły się on od starożytnych królow izraelskich, co w pewien sposób ma być hołdem dla tych postaci historycznych. Chociaż niektóre nazwy w odniesieniu do rozmiarów butelek mają sens - Matuzalem, czyli sześciolitrowa butelka, wzięła się od patriarchy żydowskiego, co do którego utrzymywało się, iż żył prawie tysiąc lat. Wino w tak dużej butelce dojrzewa zdecydowanie dłużej niż w standardowej pojemności. Albo Balthazar (12 litrowa flasza), który mieści 16 butelek 0.75 l. Babiloński książę pił wino ze złotych i srebrnych naczyń, zrabowanych przez babilońskiego króla Nabuchodonozora (flaszka 20 litrowa). Podczas właśnie tej uczty na ścianie pojawił się napis "mane, tekel, fares", a nazwa księcia przylgnęła do butelki jako ironiczne określenie zguby. Zmiana kształtów butelek często wynikała z dość prozaicznego powodu - przechowywania. Łatwiej umiejscowić większą ilość smukłych butelek niż małych i pękatych.

WineEnthusiast

Bogactwo kształtów butelek sprawia, iż nieraz z większej odległości doskonale rozpoznamy, czy w rękach kelnera w naszym kierunku zmierza austriacki Riesling, szampan w rozmiarze magmum, czy też butelka porto.

źródło:
WineSpectator
TheWineCellarTracker

Facebook - Wine Trip Into Your Soul