piątek, 26 maja 2017

Flaszki we mgle - odsłona czwarta

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

W powszechnie panującej kulturze i pochwale powierzchowności nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jakiekolwiek starania zrozumienia czy wytłumaczenia - na przykład - zawartości niepozornie stojącego przed nami kieliszka, spełzają na niczym wobec tu-teraz-natychmiast, nie pozwalając na dojściu do głosu banalnie oczywistemu "dlaczego nie"?

Degustacje w ciemno mają w sobie coś z egzaminu, ale nie takiego od którego zależy nasza przyszłość (chyba, że mowa o wyczynowych Master Sommelier czy Master of Wine), corocznie wątpliwa jakościowo matura (z identycznymi lekturami od lat) czy wreszcie bajecznie drogie prawo jazdy (a raczej całkowity koszt jego uzyskania, zarówno ten finansowy jak i psychiczny). Rozwój i wiedza są bezcenne, a w świecie winiarskim zmierzenie się z szeregiem anonimowych (do czasu) butelek może równać się chyba jedynie z uściskiem dłoni twórcy prestiżowej apelacji czy spróbowanie wina-białego-kruka.

Kiedy dość skromna zima przeszła w oszczędne lato zdecydowałem się zorganizować kolejną, czwartą już, część sagi "Flaszki we mgle" podczas której zaproszeni sommelierzy i blogerzy argumentują swoje typy odnośnie win skrywających się niepozornie za folią aluminiową. Jednak nigdy nie skupiam się na punktowaniu, kto ile prawidłowo odmian wskazał, bo nie o to chodzi. Powodem każdego spotkania jest rozwój, a nie wyścig.
 
fot. WineMike

1. Tenuta Ulisse Abruzzo Pecorino 2016 (WineAvenue - 52 zł); dyskretnie mineralne, intensywne nuty grejpfruta, majacząca w tle papaja - jednym niuchem przenieśliśmy się w tropiki. O takich winach mawia się, że idą jak woda, ale w przeciwieństwie do niej pozostają na długo w pamięci.

fot. WineMike

2. Wittmann 100 Hugel Grauer Burgunder trocken 2015 (WineAndYou - 39 zł); najlepsza definicja wina gastronomicznego - nieco limonki, dobra kwasowość, ekspresyjne i świeże. Jedna z delikatniejszych odmian na świecie, która w zaserwowanym przykładzie mimo wszystko zmusza do zadumy.

fot. WineMike

3. La Cave des Vignerons de Pfaffenheim Alsace Pinot Gris Le Clos des Amandiers 2011 (Lidl - 34,99 zł); miód lipowy, łąka w pierwszych dniach wiosny, dość oszczędna kwasowość, jednak mimo całego zachwytu nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że degustujemy je w szczytowej formie - a może nie?

fot. WineMike

4. Viña Requingua ArteNoble Curico Valley Chardonnay 2015 (Wineonline - 39 zł); snobi, znawcy i koneserzy wymyślili klub Anything But Chardonnay, wedle którego z tylko sobie znanych powodów trzymają się od omawianego szczepu z daleka. Powodem zjawiska jest przeoczenie tej pozycji; rzerzucha, a następnie morele, wanilia, natomiast całość kremowa i niesamowicie hedonistyczna, na nowo definiuje nowoświatowe Chardonnay.

fot. WineMike

5. Chateau Correnson Cotes du Rhone blanc 2015 (Trezor Wines - 43 zł); często macie okazję degustować biały Rodan? Zebrani też nie, więc zaskoczenie było tym większe. Umiejętnie ukryte odmiany Grenache blanc (50%), Bourboulenc (30%) oraz (Clairette 20%). Początkowo kompot z moreli zmienia się w intensywnie trawiaste akcenty, a całości dopełnia wibrująca kwasowość.
 
fot. WineMike

6. Georg Breuer Rheingau Riesling Sauvage 2015 (Mielżyński - 59,50 zł); niemiecki klasyk, odświeżające, niesamowicie przystępne, potoczyste i przyjazne, sporo nut moreli oraz wapiennych, wysoce mineralne sprawia, że w najgorsze upały woda będzie miała nie lada konkurencję.

fot. WineMike

7. Castellucci Miano Catarratto 2015 (Mielżyński - 54 zł); słonawe z intensywnymi nutami szałwii, zadziorną kwasowością oraz mineralnością. Warto pozwolić ogrzać mu się nieco w kieliszku, a nagrodzeni zostaniemy ziołowymi akcentami, które tworzą oryginalne zestawienie z migotliwymi niuansami skórki cytryny.

fot. WineMike

8. Hensel Aufwind Pfalz Riesling Steinberg 2015 (WineAvenue - 59 zł); niepodręcznikowa pozycja z niemieckiej Toskanii czyli Palatynatu, sporo nut migdałów i orzechów włoskich, niezawodny duet mandarynek oraz limonek, całości dopełniają intensywna kwasowość oraz niuanse czerwonego grejpfruta.

fot. WineMike

9. Bodega Virgen de la Sierra Cruz de Piedra Calatayud Garnacha Rosado 2015 (Trezor Wines - 30 zł); drugie w historii Flaszek we mgle różowe wino. Niesamowicie soczyste i uwodzące truskawkami oraz czerwonymi poziomkami sprawi, że nawet najwięksi przeciwnicy rose mogą zmięknąć i sięgnąć po kolejny kieliszek.

fot. WineMike

10. Alessandro di Camporeale Donnata Nero d'Avola 2015 (Krople wina - 55 zł); podręcznikowe wydanie tego szczepu z Sycylii, cwaniak w kieliszku, natłok aronii oraz jeżyn. Od tamtego popołudnia mój prywatny wyznacznik smacznego Nero d'Avola.
 
fot. WineMike

11. Varvaglione 12 e Mezzo Primitivo Puglia Organic 2015 (WineAndYou - 38 zł); porzeczki, jeżyny, lukrecja, gorzka czekolada, wanilia, gałka muszkatołowa - czegóż tutaj nie ma.. Jedno z niewielu Primitivo, które nie stanowi nudnego mariażu słodkiej śliwki oraz mdłej beczki. Brawo!

fot. WineMike

12. Castello Romitorio Rosso di Montalcino 2010 (z prywatnych zbiorów importera WineAndYou); jedno z win, nad kieliszkiem którego z chęcią spędza się całonocne dysputy. Niespiesznie rozwijające się, sporo aronii, owoców leśnych, nut ziołowych, gdzieś tam w tle dochodzą do głosu urocze nuty hiacyntów.

fot. WineMike

13. Varvaglione 12 e Mezzo Puglia Primitivo 2015 (WineAndYou - 34 zł); niestandardowa pozycja o dość intensywnej kwasowości i porywających nutach żurawiny oraz borówek ze świetną strukturą i mądrze użytą beczką.

fot. WineMike

14. Castello Romitorio Rosso di Montalcino 2014 (WineAndYou - 79 zł); jeśli za kilka lat będzie choć w połowie wspaniały jak jego "odpowiednik" z 2010 roku to stajemy przed dylematem - pić teraz, kiedy już jest soczyste, zrównoważone i niepoprawnie smaczne czy uzbroić się w cierpliwość i pozwolić dojrzeć w pełni?

fot. WineMike

15. Alessandro di Camporeale Kaid Syrah 2014 (Krople wina - 95 zł); potężnie niczym Hulk, łagodne jak baranek. Podsuszane wiśnie, świeżo zmielona czarna kawa, gorzka czekolada, nieco goździków dopełnionych ziołowymi nutami - razem tworzą intrygującą feerię aromatów, które stanowią jedynie wstęp do eksplozji - soczystego, mięsistego finału, satysfakcjonującego kompromisu pomiędzy owocem a taninami.

fot. WineMike

16. Chateau Fonroque Saint-Emillion Grand Cru Classe 2012 (Lidl - 99,90 zł); (85% Merlot, 15% Cabernet franc). Zdecydowanie warto odstawić kieliszek na kwadrans, żeby pozwolić pokazać mu się w pełnej krasie; grafitowo-skórzane akcenty, trochę dymu, zadziwiająca struktura, niesamowita ewolucja. I do tego nieodparta chęć, żeby powrócić do niego za parę lat. 

fot. WineMike

17. Tussock Jumper Moscato 2015 (WineAvenue - 25 zł); leciutki słodziak, który wnet rozkocha w sobie fanów moreli oraz mandarynki w połączeniu z mineralną ulotnością. Pewny towarzysz wszelkich pikników i niezobowiązujących rozmów.

Kiedy po każdej degustacji zbieram kieliszki nie sposób odpędzić się od myśli w rodzaju: czy było wystarczająco różnorodnie, czy było za bardzo różnorodnie, czy poszedłem w klasykę czy każde wino było zaskoczeniem, dlaczego tak wiele win było z jednego kraju, a tak mało z innych? Myślę, że nie ma dobrej czy satysfakcjonującej odpowiedzi. Każdy na takie sprawy odpowiada w sobie, gratulując albo ganiąc się za rozpoznane, bądź oznaczające czarną dziurę w winnej pamięci.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

wtorek, 9 maja 2017

Progresywny Pinot

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Nowe, niepoznane, zejście z utartego szlaku, odkrycie-dobrze-znanego... Dawno niczego nie publikowałem. Z uwagi na natłok prowadzonych przeze mnie degustacji w ciemno miałem wielkie wątpliwości odnośnie wypuszczania tekstu na siłę, z przymusu, braku laku czy zwyczajnej zapchajdziury. I wtedy w notatkach odgrzebałem zarys projektu, który porzuciłem pewien czas temu z zupełnie nieznanych mi powodów. Chodziło mianowicie o łączenie wina z... muzyką.

Nie miałem zamiaru polewać płyt CD, vinylowych czy też poczciwych kaset magnetofonowych naszym ulubionym napojem. Postanowiłem podejść do tematu niecodziennie, bo jaki sens byłby serwować Wam tytuł piosenki w połączeniu z etykietą wina? Albo Wagnera na full w zestawieniu z nagraniem drgań cieczy w kieliszku (która w zamyśle byłaby winem)? Szkoda czasu. Jednak w pierwszym tekście z cyklu powrócę do dwóch wydarzeń, które chociaż odległe o kilkanaście lat to zdają się niemal bliźniaczo podobne w kontekście ponadczasowości.

W czasach sprzed YouTuba, Insta, Twittera i obaw przed nowym millenium w konsekwencji wygrania jakiegoś pokrętnego osiedlowego zakładu dostałem od znajomego niewielki kartonik z kasetami. Pośród uroczego badziewia, którego twórcom obca była melodia, a słowa wyłącznie dwusylabowe, natrafiłem na kasetę z odręcznie wypisaną karteczką - Camel. Poza znaną marką papierosów (tak słyszałem!), nie miałem żadnych innych skojarzeń co też może ona zawierać. Wszystko zmieniło się, zatrzymało i popłynęło w czasie po umieszczeniu jej w walkmanie i wduszeniu "play"...

Camel - 1973 (Pinterest)

Mowa naturalnie o fenomenalnym zespole rocka progresywnego Camel i ich debiutanckim - najbardziej niedocenianym - albumie o tym samym tytule z 1973 r. Wielu przyznaje, że obok grupy King Crimson stanowi podwaliny przywołanego nurtu rocka. Kasetę otworzył porywający "Slow yourself down" i już wtedy wiedziałem, że muszę pozwolić płynąć poezji. Oszczędny i subtelnie podbity gitarą wokal Andrew Latimera, wspieranego przez Petera Bardensa (klawisze) i Dougha Fergusona (bas) dopełniała perkusja Andy'ego Warda. Oniryczna ballada "Mystic queen", fenomenalny instrumental "Six ate", energetyczne i wyrywające z fotela "Separation" oraz "Never let go", by wreszcie zwolnić przy "Curiosity", ale wyłącznie po to, żeby zabrać oddechu przy - jakby odklejonym od reszty utworów - pędzącym na złamanie karku "Arubaluba". Skoncentrowane, niesamowicie melodyjne riffy, nastrojowe, potężne i znaczące, całość uzupełniały wieloznaczne teksty oraz emocje przez duże E, które górowały nad chwytliwymi, ale szybko zapominanymi nagraniami innych grup. Słowo, które powiedziałem po przesłuchaniu, czy raczej chłonięciu tego albumu z pewnością było nieemisyjne. Zadziwienie, podziw, że coś tak cudownego może znajdować się na niepozornej kasecie, a wcześniej zakiełkować w głowach kilku facetów, którzy patrzyli w jednym kierunku. A kilkanaście lat później..

fot. WineMike

Przygotowywałem kolejną degustację w ciemno dla grupki sommelierów i blogerów, pasjonatów, którym nie szkoda czasu na rozwój. I wtedy, pośród otwieranych butelek znalazła się TA - F. Schatz Pinot Noir 2009 (importer - WineAndYou). Wprost z bajecznej Malagi, wymykająca się ogólnie-przyjętym-normom dla wspomnianej odmiany. Powracam do swoich notatek z tamtego pamiętnego dnia "RUN.D.M.C winiarskiego świata. Identycznie jak grupa założona w latach 80-ych i tworząca muzykę niepodobną do niczego wcześniej i urzekająca swą wyjątkowością i oryginalnością. Hiszpańskie wino bezkompromisowo wyznacza nowe trendy i nie baczy na krytykę. Ziemisto-pieprzowe akcenty przeplatają się z konfiturowymi niuansami żurawiny, a zwieńcza je intensywna kwasowość." Wtedy sądziłem, że to chwilowy zachwyt, urok czegoś innego, jednak kiedy niedługo potem powróciłem do kieliszka, doznałem zdumienia, gdyż wszystkie emocje, wrażenia podwoiły swoje natężenie, bez pardonu uderzając w zmysły. Kilka dni później biorąc udział w degustacji Valpolicelli Ripasso doskonale wiedziałem, skąd wzięło się skojarzenie z tym soczystym przybyszem z Veneto; chłodna analiza odstawała od Pinot Noir, jednak idealnie wpasowywała się w Ripasso. I po raz kolejny degustacja w ciemno nie kłamała, ale nie powiedziała też prawdy - pozostawiła wszystkich w zawieszeniu, niemym zachwycie.

Ps. walkman nadal działa.

Link do degustacji

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

piątek, 31 marca 2017

Jasność w mroku kieliszka

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Czy jest sens degustowania wina w ciemno? Odzierania go z kontekstu, odmawiania padania plackiem przed wyjątkowym producentem czy rzadkim rocznikiem? Kiedy posiadamy zaledwie szczątkowe informacje o zawartości kieliszka stojącego ironicznie przed nami? Jak to się dzieje, że ulubiony lub znany utwór muzyczny rozpoznamy bez konieczność zerkania na okładkę płyt czy nazwę pliku, a nie dzieje się tak w przypadku wina? Czujemy niepewność i unikamy momentów, kiedy pozbawieni jesteśmy informacji o odmianie winorośli, roczniku, regionie, apelacji i zdani tylko – albo aż – na własne zmysły i doświadczenie. Zupełnie niesłusznie!

Cisza przed burzą/Oxfoodblog

Każdorazowa podróżą w głąb nas samych, naszych emocji, wiedzy i umiejętności jej wykorzystania, dopasowania i wyrażenia w kontekście omawianego wina. Okazuje się, że w trakcie jednego z takich spotkań nasze-ulubione-wino może wypaść blado nie tylko w porównaniu do innych degustowanych, ale również omawiane oddzielnie będzie zaledwie cieniem naszych wcześniejszych zachwytów.

Folia aluminiowa - przyjaciel degustowania w ciemno/Elywinebar's blog
 
Organizowanie degustacji w ciemno przynosi wiele frajdy, gdyż nie jest to wiedza zamknięta; wino jako element kultury ulega ciągłemu rozwojowi. Unikający udziału w degustacjach w ciemno zdają się mieć immunitet na krytykę. A przecież w utrzymującej się od dłuższego czasu irytującej modzie posiadania wiedzy o wszystkim i bycia ciągle online to właśnie brak wiary we własną nieomylność jest luksusem. Któż przyznaje się do błędu, niewiedzy, co dziwnym zbiegiem okoliczności często tożsame jest z okazywaniem słabości? Degustacja w ciemno stanowi świetny wstęp do rozmowy o winie. Kiedy widzimy napis Riesling lub Primitivo na etykiecie teoretycznie wiemy, czego się spodziewać. Ale możemy mieć do czynienia z nowym producentem lub ze starszym winem, które może totalnie zmienić nasze postrzeganie odnośnie danego szczepu. I najczęściej tak się właśnie dzieje.

Wersja dla hardkorów - tylko nos i usta/Oxfood blog

W degustacji w ciemno najważniejsze jest wyrażenie opinii, niekoniecznie zwięzłe, bo jesteśmy różni i inaczej będziemy odbierać to samo wino. Identycznie jak z zachodem słońca - dziesięć osób PATRZY na to samo, ale każdy WIDZI co innego. Lubię powtarzać na początku każdej organizowanej przeze mnie degustacji, że umysł jest jak spadochron – żeby działał, musi być otwarty. I że nie warto rozpatrywać wina zero-jedynkowo, bo może okazać się, że nasz ulubiony zawodnik w ciemno będzie pasjonujący niczym oglądanie schnącej farby.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

poniedziałek, 20 marca 2017

Wine4Sushi vol. II - relacja

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Łączenie wina z jedzeniem daje niesamowitą frajdę, a kiedy mamy do czynienia z naszym ulubionym napojem w konfrontacji z sushi to śmiało można stwierdzić, że nam się poszczęściło. Odmienne faktury i smaki ryb, różne temperatury, mnogość połączeń przyprawia o zawrót głowy na samym starcie, a kiedy dochodzi do tego szereg win o których nie ma się bladego pojęcia to degustacja jest podwójna - wina solo oraz w połączeniu z tzw. przysmakiem biedaków.

fot. WineMike

Odniosłem wrażenie, jakbym całkiem niedawno organizował pierwszą edycję tej koncepcji, ale to już historia. Drugi, bogatszy panel poprowadziłem w zaprzyjaźnionym Busy Bee, natomiast sushi ponownie zamówiłem w bodajże najlepszym do tego miejscu - Sushi Wola. Zestaw Universe sprawił, że nawet ślepiec dostałby ślinotoku, a gigantyczna, znaczy słuszna porcja zamknęła usta niedowiarkom, którzy sądzili, że stwierdzenia "dużo" i "dobrze" nie mogą występować obok siebie.

fot. WineMike

1. Dominio de la Vega Authentique Cava Brut Nature Reserva 2014 - VinOn - 50 zł; biszkoptowe, tostowe, nieźle zrównoważone, sporo nut zielonych jabłek, pełne ekspresji. Dobrze odnalazło się wśród sushi, jednak nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że jednak solo lśniło bardziej.

fot. WineMike

2. Weiber Cremant d'Alsace Brut - Lidl Polska - 27,99 zł; dość wycofany owoc, nad którym górują bąbelki w ogóle nie stanowił tutaj przeszkody, zgrabnie uzupełniając się w mniejszym lub większym stopniu z naszym daniem.

fot. WineMike

3. Corte Moschina Granetto Pinot Grigio 2015 - Adex Wina - 29,50 zł; chyba najbardziej wycofane PG, jakie miałem w kieliszku - miękkie, nieco ziołowe, jednak niestety nie udźwignęło konfrontacji. A szkoda!


fot. WineMike

4. Georg Breuer Sauvage Riesling 2014 - Mielżyński - 59,50 zł; szczytowa forma - intensywne i soczyste, ziołowe, powiew nieuniknionej wiosny, "żywy" dowód na to, że smaczny Riesling nawet w ciemno znajdzie sposób, żeby znaleźć z sushi świetne porozumienie.

fot. WineMike

5. Vinarstvi Krasna Hora Tramin 2015 - Lutomski Wino - 48 zł; morawskie zaskoczenie; tropikalno-herbaciane, różano-trawiaste i wreszcie maślano-migdałowe, a przy tym intensywne i rześkie, urocze w swojej świeżości. Jedno z bardziej satysfakcjonujących połączeń tamtego popołudnia!

fot. WineMike

6. Dr Loosen Riesling "Dr. L" Dry 2015 - Vininova - 49,90 zł; sporo nafty, gdzieś w tle majaczą brzoskwiniowo-bazyliowe akcenty, by wreszcie nieśmiało przedstawić nam Panią Kwasowość, która ratuje całość w połączeniu z łososiem.
 
fot. WineMike

7. Geierslay Blanc de Noir Spatburgunder 2015 - WineAndYou - 42 zł; dobry owoc, nieinwazyjne, wino tła, subtelne niczym chillout lub jazz w hotelowej windzie. Filozoficzny lot poza Mozelę, który w efekcie gładko umieścił nas niedaleko sushi.

fot. WineMike

8. Hensel Aufwind Steinberg Riesling 2015 - WineAvenue - 59 zł; niemiecka klasyka; odświeżające i limonkowe, orzechowo-mandarynkowe, jędrne i dynamiczne, świetnie wpasowało się w nasz schemat.

fot. WineMike

9. Ribeauville Vendages Manuelles Riesling 2015 - WineAvenue - 49 zł; przedziwne wino, z jednej strony oleiste, a z drugiej nuty zwiędłych kwiatów, totalne przeciwieństwo poprzednika. Niestety poległo z sushi, stając się płaskie i metaliczne.

fot. WineMike

10. Barbara Ohlzelt Seeberg Riesling 2015 - Lutomski Wino - 79 zł; smaczne i soczyste, stanowi dowód, że warto czasami odstawić kieliszek na parę chwil i dać się nieco ocieplić jego zawartości. Jabłkowo-gruszkowe, ziołowo-pomarańczowe, dobitnie przypomniało, dlaczego obok Rieslingów z Kamptal nie sposób pozostać obojętnym. Połączenie z sushi? Bajka, która mogłaby nie mieć końca.

fot. WineMike

11. Geierslay Riesling Spatlese Trocken 2015 - WineAndYou - 49 zł; pozycje z tuńczykiem są dla niego stworzone; tłustawa struktura podbita słuszną kwasowością oraz akcentami zielonej herbaty, gdzieś w tle pigwowe niuanse.

fot. WineMike

12. Santiago Ruiz Albarino 2015 - Mielżyński - 69,60 zł; wysoce kwasowe, agrestowo-zielono-mineralne, dobrze współgrało z tempurą, gdzie chrupka faktura nieco uginała się pod wyrazistością wina. O niebo lepsze połączenie niż z rocznikiem 2014.

fot. WineMike

13. Burggarten Blanc de Noir Spatburgunder 2015 - WineAndYou - 58 zł; ziemiste, palone masło, tłustawe, niesamowicie dynamiczne. Przykład fenomenalnego Spatburgundera, który powinien służyć za swoisty wzorzec metra z Sevres w kontekście tej odmiany. Z sushi poezja!

fot. WineMike

14. Galweiler Blanc de Noir Spatburgunder 2015 - WineAndYou - 44 zł; nieco przeperfumowane, sporo przejrzałych cytrusów, piwnicznych niuansów, ale generalnie spełnia przyjęty model tzw. wina gastronomicznego, więc fajerwerków nie ma, ale przyjemności nie wyklucza.

fot. WineMike

15. Domaine Boeckel Gewurztraminer 2015 - Lutomski Wino - 58 zł; generalnie dość lekkie, zarówno w owoc, jak i kwasowość, warto dać mu chwilę na wywietrzenie natrętnej landrynki, a cierpliwi zostaną nagrodzeni smacznym i niesamowicie gładkim towarzyszem. Dodając nieco imbiru do sushi Gewurz nabiera rumieńców i pręży muskuły, więc warto poeksperymentować!

fot. WineMike

16. Hugel Classic Gewurztraminer 2013 - Centrum Wina/Winezja - 99,99 zł; przedostatni zawodnik; intensywny, wyczynowy, doskonale zbalansowany, nagromadzenie nut liczi/czerwona róża/mirabelkowa konfitura, a wszystko spięte równą kwasowością. Radziło sobie równie sprawnie, jak poprzednik.

fot. WineMike

17. Mas Juliette Muscat de Riversaltes 2015 - VinOn - 65 zł; najbardziej kontrowersyjne wino tamtego popołudnia. Nalewkowe, pudrowe, zalane mdłym cukrem i ordynarnym alkoholem, chociaż intensywne chłodzenie w połączeniu z bezą albo biszkoptem na przysłowiowych imieninach cioci mogłoby uratować sytuację, tutaj niestety w ogóle nie pasowało.

Riesling trzyma się mocno, jednak konkurenci coraz głośniej domagają się uwagi, zauważyliście? Obszerny materiał badawczy nikogo nie zniechęcił do poszukiwań oryginalnych połączeń, niecodziennych wyborów i wreszcie - dzielenia się spostrzeżeniami i celnymi uwagami. Gorąco zachęcam również Was do szukania nowego, zejścia z utartych szlaków, wypatrywania poza opisanymi trasami i często nudnymi trasami. Tutaj nie ma złych odpowiedzi!

Facebook - Wine Trip Into Your Soul