poniedziałek, 20 lutego 2017

Ripasso my love

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Wielokrotnie zdarzyło mi się przepłacać za Amarone, nawet za Riservę; w relacji do jakości pozostawiała wiele do życzenia. Bodajże nigdy nie miałem w kieliszku kiepskiego Ripasso (czyżby fart?), bezosobowego, no-name, wywołującego całkiem realne poczucie, że zupełnie nie było warto interesować się daną butelką, znaczy jej zawartością, ma się rozumieć.

fot. WineMike

Z uwagi na spory alkohol i koncentrację Amarone i Ripasso często polecane są jako idealne na zimę, jednak zaraz wspólnie przekonamy się, że dobre wino jest jak świetny utwór muzyczny, który niezależnie od pory roku będzie brzmiał równie dobrze. Roncolato Valpolicella Ripasso "San Rocco" 2014 stanowi hedonistyczny kompromis pomiędzy codzienną Valpolicellą a gigantycznym Amarone, którego nie pijemy tak często, jakbyśmy chcieli. Z odsieczą przychodzi pozycja, która w założeniu spełni wymagania fanów majestatycznych czerwieni, którzy nie chcą lub nie mogą sobie pozwolić na Amarone. Nie pozostało nic innego jak zmierzyć się z wyczynowym "zamiennikiem", który nie tylko stanął na wysokości zadania to jeszcze utwierdził w przekonaniu, że ta sub-apelacja broni się na każdym kroku; zadziwiająca ewolucja, przejrzałe jagody i żurawina w mrocznym lesie, natłok ziołowych akcentów, soczyste wiśnie, czereśnie oraz odrobina nut czarnego pieprzu,  świetna struktura, mądrze użyta beczka, fałszywych taktów nie stwierdzono. Mawia się, że Ripasso to takie "małe Amarone". Doczekaliśmy zatem chwili, kiedy uczeń przerósł mistrza.

piątek, 3 lutego 2017

Szampany w ciemno - relacja


Wszelki rozwój wynika z niezadowolenia wobec tego, co zastaliśmy; brak dostatecznej lub wymaganej wiedzy w jakiejś dziedzinie, upragnione L zmienić wreszcie na M, czy też uświadomić sobie w końcu, że pewnych rzeczy z uwagi na pokrętną logikę sobie zwyczajnie odmawiamy. Na przykład szampana, którego usilnie chomikujemy na jakąś-tam-okazję. Czy sam fakt posiadania butelki ucieleśnienia marzeń Dom Perignona nie może stanowić okazji? Wraz z grupą sommelierów i blogerów pochyliliśmy się (albo zadarliśmy głowy - do wyboru) nad szeregiem szampanów, wszystkie równo poddając bezlitosnej krytyce. A dlaczego? Nie ma mądrości tam, gdzie wszyscy się ze sobą zgadzają, nie dopuszczając myśli, że coś może być poza ich postrzeganiem.

fot. Ewa Relidzyńska

W profesjonalnych wnętrzach Busy Bee grupa śmiałków - sommelierów i blogerów stawiła czoła dziesięciu, ale czy wspaniałym?

fot. WineMike

1. J. Charpentier Cuvee Pierre-Henri Brut (WineAndYou - 229 zl); niejaki Hitchcock od niechcenia rzekł pewnego razu, że film należy zaczynać od trzęsienia ziemi, a potem stopniowo zagęszczać akcję. Suchość kieliszków zmieniło utlenione uderzenie, orzechowo-waniliowa karuzela, miód spadziowy, tostowe, kandyzowane owoce, głaskanie kota z włosem, wyraziste, a przy tym wszystkim niesamowicie złożone i miękkie. Z takim stuprocentowym Pinot Meunier chciałoby się mieć częściej do czynienia.

fot. WineMike

2. Ca' del Bosco Franciacorta Cuvee Prestige Brut (Wine Avenue - 169 zl); soczysty joker, który wielu zwiódł na manowce pod postacią codziennego szampana. Zielone jabłka, mineralność, limonki, kremowe, gruszka, głóg, egzotyczne akcenty, migdały, biszkopt, cedr - wielbiciele ewolucji zdecydowanie nie mogli narzekać na nudę. Przesmaczny kupaż Chardonnay, Pinot Nero oraz Pinot Bianco, który nie potrzebuje okazji, żeby liczyć na odkorkowanie.

fot. WineMike

3. Barons de Rothschild Blanc de Blancs (Vininova - 343 zl); wycofany szampan, który zdecydowanie potrzebuje czasu. Cierpliwym zostają zaoferowane czyste, wręcz sterylne akcenty nieco podsuszanych cytrusów i wanilii, gdzieniegdzie napotykamy agrest i migdały, jednak nad wszystkim góruje fenomenalna miękkość, potoczystość. Pluszowe, a jednocześnie głębokie i zdecydowanie sprawia, że nie sposób pozostać wobec niego obojętnym.

fot. WineMike

4. Cincinnato Lazio Brut (Krople Wina - 55 zl); joker zdemaskowany od razu, chociaż podejrzewam, że nawet pozbawieni nosów i języków i sommelierzy i blogerzy tak by rozpoznali, że w kieliszku pobrzmiewał Manzoni, a nie Dumas. Wyznawcy akacji i brzoskwiniowego miąższu będą ukontentowani, chcąc jak najprędzej przywołać lato, klasyczny taras lub działkę gdzieś na Mazowszu i bez zbędnego patosu cieszyć się słodkawymi niuansami (mimo, że Brut!) oraz sporą pienistością.

fot. WineMike

5. Deutz Brut Classic (Mielzynski - 183 zl); mokry sen amatorów szampana i całej reszty z rozbrajającą kwasowością, niczym stary przyjaciel, który nie musi niczego mówić, sama obecność wystarcza. Czegóż tutaj nie ma - idealnie dojrzale gruszki, marcepan, akacje, aromaty jeszcze gorących tostów, pełne i świeże, bajeczne trio Chardonnay, Pinot Noir i Pinot Meunier. Niczym akrobata, który znalazł idealną pozycję podczas łapania równowagi i trwa w niej - do końca kieliszka.

fot. WineMike

6. Jacques Picard Maxime Bellois Champagne Brut (Lidl Polska - 79,90 zl); bodajże największe zaskoczenie degustacji, niektórzy nawet z butelką w dłoni nie dowierzali, że to-jest-szampan-z-Lidla. Powód dla którego wielu będzie się budziło z krzykiem w nocy "i ja tego nie rozpoznałem?". Natomiast w moim przypadku tylko potwierdziłem swoje odczucia z ostatniej degustacji: "zwiewny, agrestowy, pudrowy, gdzieś tam majaczą tostowe akcenty, dobra równowaga, a całość sprawia, że mógłby się nie kończyć niczym "So what" Milesa Davisa."

fot. WineMike

7. Lanson Extra Age Brut (Vininova - 278 zl); smukłe wydanie Pinot Noir i Chardonnay, gibkie z natłokiem fig, miodu sosnowego, mandarynek, kredowych niuansów, drożdżowych ciastek upieczonych w leniwe popołudnie, niesamowicie intensywne, niepoprawnie kremowe, jędrne, wysoce wytrawne, ale niepozbawione przy tym zwiewności i wrażenia, że mógłby on trwać i trwać w swojej nieznośnej lekkości bytu.

fot. WineMike

8. J. Charpentier Reserve Brut (WineAndYou - 119 zl); intensywny i rześki, smaczny, uroczy w swojej prostocie, jednak bezkompromisowy i przyciągający uwagę feerią polnych kwiatów, wspomnieniem wiosny, porannej rosy na liściach, powiewu ciepłego wiatry tuż po opuszczeniu gęstego lasu. Niesamowicie długie, a zarazem proste jak podanie dłoni. Przewagi Pinot Meunier dopełniła szczypta Pinot Noir oraz Chardonnay, świetnie dopełniając tego nietuzinkowego szampana.

fot. Robert Szulc

9. Le Cellier de la Fecht Crémant d'Alsace Weiber Brut (Lidl Polska - 27,99 zl); ostatni z jokerów również zdemaskowany dość szybko. Boleśnie szybko wywietrzało z kieliszków i równie sprawnie zostało zapomniane, a wrażenia były bliźniaczo podobne do moich jakiś czas temu: "pozycja fit, niesamowicie szczupła opcja drugiego planu, proste i nieinwazyjne, rozrywkowe niczym "Suicide Squad".

fot. WineMike

10. Drappier Brut Nature Zero Dosage Pinot Noir (Wine Avenue - 195 zl); czarny koń przycwałował jako ostatni, tnąc żyletkową kwasowością na oślep. Wreszcie pozwolił sobie zmierzwić grzywę i okazało się, iż jest niezwykle kruchy. Czysty Pinot Noir - ostre, żwawe, giętkie i skoncentrowane z mocą poziomek, wiśni, czereśni oraz borówek, których dopełnienie stanowiły ziołowe niuanse, a jakby tego było mało - lubujący się w pikantnych szampanach zostali sowicie obdarzeni. Ilość bąbelków urastająca do wprost nieparlamentarnej wielkości. Przyznam się Wam, że od dawna nie używam cukru i z hedonistyczną pewnością już wiem dlaczego.

Z podsumowaniami w przypadku pewnych win bywa niezwykle trudno - myśli i wrażenia ulatują niczym bąbelki, łapczywie gonione przez żądne zachowania uczuć umysły. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że degustacja w ciemno obnaża wady kryjące się za rozbuchanym ego producenta, a skromne wina od niewielkich potrafią rozkwitnąć niczym najwspanialsze kwiaty.

Relacje zaproszonych:
Raport z win - Szampany na kolację ze śniadaniem i nie tylko

Winne Przygody - Ciemna strona szampana

sobota, 21 stycznia 2017

Wyczynowy błazen

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Pewne myśli skłaniają nas do refleksji, a te popychają nas do zmian. Wpatrując się w kieliszek wina jesteśmy w stanie - niczym Proust z filiżanki herbaty - zajrzeć w głąb samych siebie, odświeżyć wspomnienia, wrócić do pozornie zapomnianych chwil, wbrew fizyce przenieść się w czasie w swojej historii. Tymczasem rzut oka na mroczną etykietę z dobrotliwie spoglądającym błaznem w charakterystycznej czapie, oryginalnymi "czarcimi czubami", dzierżącym w dłoni dzban (naturalnie, że wina!), sprawiają, że..

fot. WineMike

Nazwa tego Cabernet Sauvignon 2012 z McLaren Vale ze stajni Mitolo przywiodła mi na myśl utwór, którego dawno nie słyszałem. Jester czyli właśnie błazen, zaczął nucić fragment ponadczasowego "American Pie" Dona McLeana, a konkretnie te słowa:
 
"And while the King was looking down
The jester stole his thorny crown
The courtroom was adjourned
No verdict was returned"

Zawartość kieliszka nęci i prowokuje, zawłaszcza sobie całą należną mu uwagę i nie akceptuje sprzeciwu ani aprobaty, jedynie posłuszeństwo. Czegóż tutaj nie ma - gęsta, mroczna otchłań, która wciąga, uwodzi obietnicą świeżo palonej kawy, gorzkiej czekolady, suszonej żurawiny, czarnych porzeczek naprędce zerwanych z krzaka. Gdzieś tam w tle majaczą ziołowe i konfiturowe niuanse; jedna piąta gron została potraktowana niczym te na Amarone, co zdecydowanie wpłynęło na zwiększenie złożoności i zaserwowało nam niesamowitą ewolucję w naszych zmysłach. Całość jest nasycona, kusi ślicznie zintegrowaną taniną i zalicza się do tych czerwieni, które lubimy najbardziej - owoc rozpuszczony w kwasowości. Panie Jester, nieźle pan namieszałeś!

Do nabycia w Wine Avenue za 79 zł.


 
Facebook - Wine Trip Into Your Soul

sobota, 14 stycznia 2017

Odkurzony duet

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Podczas przeprowadzek dzieją się różne zjawiska - magicznie znajduje się druga skarpetka do pary, którą skazaliśmy na samotność w kącie szuflady, zapomniany korkociąg wesoło zalegający w warstewce kurzu, spodnie z mentalną etykietką "w liceum były jeszcze dobre". Odnajdujemy także zaklejony karton win wpisany w rubrykę "do szybkiego zdegustowania". Pośród kilku butelek znalazłem dwie perełki z którymi zapoznawało mi się podobnie jak czynił to niejaki Tom Hanks ze sferycznym Wilsonem.

Charyzmatyczny Piotr Chełchowski (Krople wina) podesłał do oceny wina z jednego regionu, jednak z dwóch różnych światów, bardziej złożonych niż banalna różnica pomiędzy bielą a czernią. 

fot. WineMike

San Ferdinando Vermentino Toscana 2015 (69 zł) - oniryczne, uwodząco akacjowo-jabłkowe, letnia bryza w kieliszku, a jednocześnie dzięki stanowczej kwasowości ostre jak igła, słonawo-mineralne i zdające się trwać bez końca niczym niezapomniane finały najlepszych ponadczasowych oper. Świetnie zintegrowane, ale wątpię, żeby jego horyzont rozwoju był tu-i-teraz. Niedoceniany szczep w najlepszym wydaniu.

fot. WineMike

Przypisywana jest dobremu Chianti jakaś mityczna niedostępność. "Dobre jest drogie", "tylko z czarnym kogutem, reszta to badziew" czy "toż to cienkie wino jest". San Ferdinando Chianti Il Gargaiolo 2014 (49 zł) równa z ziemią wszystkie przywołane bzdurki oraz całą resztę im podobnych. Sangiovese wsparte 15% Merlota idealne odnajduje się w harmonii owocu, kwasowości i tanin. Borówka amerykańska, młode wiśnie zerwane prosto z drzewka, gdzieś tam w tle majacząca suszona żurawina.

Podobno nie jest sztuką odnajdywać się w szyku, bo tylko geniusz znajdzie się w chaosie. A chyba nie trzeba lepszej zachęty, żeby zrobić porządki. Ile jeszcze przyprawiających o szybsze bicie serca butelek odnajdziemy?

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

piątek, 30 grudnia 2016

Najgorsza książka roku

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Kojarzycie nazwisko McLuhan? Marshall McLuhan? Diablo inteligentny teoretyk komunikacji i mediów, któremu rozgłos przyniosła książka "Galaktyka Gutenberga" w której użył sławnego pojęcia globalnej wioski. "Życzliwi doradcy" utwierdzali go w przekonaniu, że w swoich książkach i artykułach zawiera zbyt wiele nowych rzeczy, a bezpieczniej będzie publikować w schemacie 90% powtarzanych ogólnie przyjętych w danej dziedzinie treści, a jedynie 10% nowych teorii. Odwrócenie się od owych kłapaczy przyniosło mu - między innymi - antyczne exegi monumentum.

fot. KevinFoyle.wordpress

Okazuje się, że - przeciwnie do McLuhana - można przygotować "dziełko", które nie będzie zawierać nawet tych dziesięciu procent nowych informacji. W kwestii wina co można napisać więcej ponad ogólnie przyjęte standardy? Więcej chemii, zgłębić się w rzeczy widzialne dopiero pod mikroskopem? Częściej aktualizować stan prawny istnienia wina na danym obszarze? Encyklopedycznie rozbierać wino na części pierwsze, nie pozostawiając złudzeń, niedomówień i pola do myślenia? Czy wreszcie starać się uporządkować to, co wiemy i przedstawić to w intrygujący i zachęcający do rozwijania wiedzy sposób?  

Sztuka ta nie udała się znanej i cenionej Jancis Robinson, która jako Master of Wine ma tyle wspólnego z szerzeniem wiedzy o winie co Fender z konstrukcją gitar. Jednak w bieżącym roku autorka popełniła faux pas, dając życie potworkowi, dla niepoznaki nazwanemu "Jak zostać znawcą wina w 24h". Jeśli tytuł nie sprawił, że właśnie ze śmiechu opluliście monitor kawą, herbatą lub starym Barolo to lepiej zapnijcie pasy.

Zacznijmy zatem od początku - od czego specjalistą można się stać w dobę? Na pewno od niczego poważnego, a te parę słów na okładce książki sprawia, że pozycja zostanie kupiona, przejrzana i będzie się kurzyć, żeby wreszcie skończyć w piecu na działce gdzieś na Mazurach czy innych Radziejowicach. W sieci, gdzie jesteśmy sumą lajków i kliknięć, powstaje masa linków, które nęcą chwytliwymi tytułami, a w rzeczywistości nie mają za wiele wspólnego - albo wcale - z wyczynową obietnicą. A kliki lecą, że hej! Takie "cosie" nazywamy clickbaitami, a jak nazwać omawiane dziełko? Buy-baitem? Kupić-żeby-kupić?

fot WineMike

Dalej nie jest wcale lepiej - brak wstępu do polskiego wydania (wcale się nie dziwię). Baudelaire popełnił przecudne "Kwiaty zła", natomiast tutaj mamy kwiatuszki-heheszki, jak na przykład takie: 

"Celem tej książeczki jest podzielenie się moją wiedzą i uczynienie z ciebie - czytelniku - znawcy wina pozbawionego kompleksów. Zrobimy to zresztą w ekspresowym tempie - wystarczą 24 godziny, bo pominiemy wszystko to, co mało istotne, i skoncentrujemy się wyłącznie na najważniejszych kwestiach" (str. 10) Po co kursy, WSETy, sommelierzy, amatorzy i tak dalej - JR nadchodzi z odsieczą!

"Im więcej będziesz miał możliwości porównywania swoich ocen, tym więcej się nauczysz" (str. 10). A zawsze sądziłem, że od tego, co czytamy jest ważniejsze to, ile z tego rozumiemy.

"Większość win typu rose ma barwę różową" (str. 15). No way! O ja cię kręcę!

"Wytwarzanie win to jedyna aktywność, w której jedna i ta sama osoba panuje nad wszystkimi etapami" od gleby aż po etykiety i sprzedaż" (str. 25). Zabrakło dodatku - jest ośmiornicą i do perfekcji opanowała sztukę teleportacji, a ponadto ma 10 specjalizacji.

Im bliżej końca tej cienkiej jak falset książeczki tym bardziej nabierałem przekonania, że autorka bardzo inspirowała się - świadomie lub nie - pozycją "Wine for dummies" (u nas jako "Wino dla bystrzaków"). Okrojone wersje najlepszych rozdziałów, próby rozładowania nudy kiepskimi żartami ("no proszę cię.."). Całość jest wtórna, nie wnosi niczego nowego, a powoduje jedynie ziewanie. Robinson ślizga się po powierzchni wiedzy, niczego nawet w pełni nie wyjaśniając na liczącej zaledwie 134 strony książeczce.

fot. PRbythebook

Na końcu tylko tytuły polecanych innych książek autorki - doprawdy? Właśnie przeczytana pozycja wcale nie zachęca do sięgnięcia po wymienione. Nie motywuje do poszerzania wiedzy, napisana jest chaotycznie i stanowi ponury żart na koniec roku. Potrzebne to jak wypociny Dana Browna, Coelho czy nowa płyta Coldplay; może i sprzeda się w zadowalającej wydawcę/wytwórnię ilości, ale sensu w tym żadnego. Kiedyś gdzieś wyczytałem, że "to, że z czegoś się śmieję wcale nie znaczy, że tego nie szanuję". Swobodnie możemy potraktować tę pozycję jako słabość autorki i udawać, że to się nie zdarzyło. Zupełne jak trzecia część "Obcego".

Wydawca omówionej pozycji - Wydawnictwo Czas Wina, tłumaczenie Michał Bardel. Cena 32,99 zł.

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

czwartek, 15 grudnia 2016

Szesnaście mgnień Lidla

Facebook - Wine Trip Into Your Soul

Stajemy przed szeregiem butelek i ... moi państwo, miło was widzieć, niektórych już poznałem, a poznania innych udało mi się uniknąć. Jedni lubują się w wojnach dyskontowych, inni wieszczą ich rychły koniec, a niektórzy wina innego niż ze sklepu specjalistycznego kijem by nie tknęli. A przecież od dawna wiadomo, że umysł jest jak spadochron - żeby działał musi być otwarty. Wiemy, że krytycy-wróżbici to tacy smutni ludzie, którzy szukają w winie wad oraz degustując je za darmo ferują wyroki odnośnie wysokości sprzedaży danej butelki. Niestety, nie tędy droga. Na zaproszenie Lidla winni blogerzy oraz osoby-piszące-o-winie zebrali się w hotelu InterContinental i podczas ostatniej degustacji tego importera w mijającym nam roku pochylili się nad szeregiem win z nowej oferty.

fot. WineMike

Cava Brut Arestel (14,99 zł) - świeże, czyste, nieśmiałe niuanse zielonych jabłek i limonek, mgliście pikantne, jednak nieźle wpasowuje się w klimat tarasowego/na aperitif musiaka. Weiber Cremant d'Alsace Brut (27,99 zł) - pozycja fit, niesamowicie szczupła opcja drugiego planu, proste i nieinwazyjne, rozrywkowe niczym "Suicide Squad". Maxime Bellois Champagne Brut (79,90 zł) - zwiewny, agrestowy, pudrowy, gdzieś tam majaczą tostowe akcenty, dobra równowaga, a całość sprawia, że mógłby się nie kończyć niczym "So what" Milesa Davisa.

fot. WineMike

Viticultori Caldaro Alto Adige Weissburgunder 2015 (24,99 zł) - stalowe, głównie nosowe wino, któremu warto dać chwilę na ogrzanie, a odwdzięczy się polnymi akcentami i umowną kwasowością.

fot. WineMike

Ernest Wein Riesling (19,99 zł) - soczysty, dobra równowaga, chociaż warto dać mu chwilę w kieliszku, bo dość wolno się otwiera. Próżno szukać mineralności, ale mamy za to niewymagającą i smaczną pozycję.

fot. WineMike

Domaine de Beaurepaire Muscadet Sevre et Maine 2014 (17,99 zł) - jedno z najlżejszych win świata. Kremowo-pluszowe, potoczyste o dość niskiej kwasowości idealnie wpasowuję się w definicję wina gastronomicznego.

fot. WineMike

Adega Condes de Albarei Salneval Albarino 2015  (29,99 zł) - generalnie wiemy, że nie ma dwóch takich samych butelek wina, jednak tutaj miałem realne wrażenie, że przeniosłem się do innego wymiaru. W maju bieżącego roku oceniłem to wino następująco "złoty strzał i murowany joker każdej degustacji w ciemno - koperkowe Albarino! Gdzieś w tle majaczy mineralność, morelowe niuanse, nieśmiała beczka. Nie zdziwiło nikogo, że ta flaszka pozostała nierozpoznana, wzbudziła także najwięcej kontrowersji odnośnie podejścia do Albarino. Spore zaskoczenie, zdecydowanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.". A tutaj guzik - mydlane i nijakie. Czy przy takich różnicach warto poddać je orwellowskiej ewaporacji?

fot. WineMike
 
Ernest Wein Gewurztraminer 2015 (29,99 zł) - jabłkowy miks w półsłodkich wydaniu, nikła kwasowość, statystycznego Janusza powinno zachwycić.
 
fot. WineMike

Ca' de' Monaci Negroamaro Salento Appasimento 2013 (17,99 zł) - dość kontrowersyjne, bo po paru sekundach znikają aromaty, a w ustach zostaje posmak słodkiej śliwki. Kwestia kieliszka czy zwyczajnie marność nad marnościami?

fot. WineMike

Muriel Thomas Cotes du Rhone 2015 - jedno z najsmaczniejszych win degustacji. Skórzano-stajenne akcenty, intensywne, ale nie przytłaczające, zgrabnie skrojone i dobrze zrównoważone. Cena jeszcze nieznana, ale już wiecie, kto opróżni półki jak ta pozycja trafi do sprzedaży.

fot. WineMike
 
Chateau Fonroque St. Emilion Grand Cru 2012 - jeszcze "bezcenny" bordoszczak z mocno wysuszającą, intensywna tanina, a kiedy się przez nią przebijemy, u schyłku żwirowej kwasowości czeka aroniowo-wiśniowa przystań.

fot. WineMike

Hachon Ribera del Duero Seleccion Especial 2014 (29,99 zł) - oszczędna Ribera, która nie męczy beczką, skupiając się na niezłym owocu z leśnej półki - albo ściółki. Przystępne i nie-wydumane, proste jak podane dłoni.

fot. WineMike

Vina Carles Priorat Crianza 2010 (29,99 zł) - ciepłe, gotowane czerwone owoce i nieoczywiste nuty włoszczyzny, dość jednostajnie szypułkowe usta. Całość aż błagała o kawałek słusznego steka.

fot. WineMike

Vigneti del Sole Veneto Rosso 2014 (24,99 zł) - od razu miałem skojarzenie z "Negocjatorem" Forsytha, kiedy po degustacji wina w odwiedzinach u tytułowego negocjatora padło hasło "wino chłopów i żołnierzy", autentyczne smaczne, niewymagające, nieinwazyjne niczym chillout w hotelowej windzie i jednocześnie pozostające na długo w pamięci niczym niepozwalający się zapomnieć wiersz.

Bellanova Salento Rosso 2014 (14,99 zł) - kiedyś byśmy powiedzieli, że to wino dla statystycznego Kowalskiego, ale nie wiem, czy teraz nieco mdłe akcenty likierowych czerwonych owoców by go przekonały. Zdecydowanie najsłabszy punkt tej oferty.

fot. WineMike

Duca di Castelmonte 2014 (17,99 zł) - ciężkie nuty brzoskwiniowej konfitury, rodzynek, daktyli, ale całość podręcznikowo spięta niezłą kwasowością. Nie wiem czemu, ale od razu nasunęło mi się na myśl sparowanie tego wina z keksem. Test zapewne już niedługo.

Natłok jasnych punktów tamtego wieczoru uświadomił nieuniknione - mniej znaczy lepiej. Przy kilkunastu winach lepiej się skupić niż przy trzydziestu czy czterdziestu. Ogół pozycji zdecydowanie dedykowany jest gastronomicznym eksperymentom, chociaż niektóre etykiety wypadają świetnie nawet solo. Nie szukałem wtedy wina perfekcyjnego. Czy wszystko i zawsze musi być idealne? Niejaki Duke Ellington prosił stroicieli, aby nie stroili fortepianu idealnie, ponieważ kiedy jest "ustawiony" z kliniczną doskonałością to nie brzmi dobrze. Nie ma w tym żadnego błędu, po prostu traci coś z ciepła, z wrażenia prawdziwości.


Facebook - Wine Trip Into Your Soul