niedziela, 9 listopada 2014

Benanti - drops of Jupiter




Najwyżej, najdalej, najbardziej stromo, w okolicy regionów ciągłych walk zbrojnych – położenie winnic na świecie zadziwia, bądź szokuje. Może również wprawić w niemy zachwyt i szczękopad. Mowa o Etnie, bez zadęcia określanej niepowtarzalnym obszarem upraw winorośli na świecie. Właśnie tam ziemię w butelkach zamyka Benanti.

Rubin Photography

Tamtejsza gleba to istna mozaika. Krwiste wina odnajdziemy na terenie Europy kontynentalnej na glebach mających swe wulkaniczne źródła (hiszpański Priorat, portugalskie Douro czy też francuskie Morgon). Pumeks i tuf dają winiarzom pole do popisu przy produkcji win białych w Alzacji oraz węgierskich Somlo i Badacsony. Etna skupia wszystkie te mieszanki gleb wzbogacone o rasowe gleby wulkaniczne. Nie dziwota więc, że katański biznesmen – Giuseppe Benanti, dostrzegając potrzebę odnowy na wyspie postanowił w trakcie konsultacji z agronomem Salvo Fotim nadać marce nowy kształt. Za początek owej rewolucji uznaje się 1988 r., kiedy to Etna wzdłuż i wszerz skorzystała z pionierskich rozwiązań Benantiego: bezkompromisowy podział na stal nierdzewną dla białych odmian i beczki dla czerwonych. Nie można mu odmówić uporu w dążeniu do celu – żadnych Shirazów czy Chardonnay – wyłącznie lokalne szczepy.

Za sprawą Piotra Chełchowskiego osiem blasków winnicy Benanti zamigotało pochmurnym popołudniem w designerskim lokalu Tamka43 położonym na stołecznym Powiślu. Dzielnie oratorsko wspierał Piotra man from Etna – export sales manager Benanti – Agatino Failla. Inicjator całego wydarzenia niedawno powołał do życia projekt Krople Wina w którym co prawda dotychczas nie jest dostępnych mrowie win, jednak pozbawiona ona jest butelek przypadkowych, win-zapychaczy oraz „dedykowanych dla gastronomii”.


Suche kieliszki szybko zapełniły się bielą – nieśmiałym Bianco di Caselle 2012 (69zł); dyskretny słono-kamienny nos, nieco mineralne usta, pluszowe, średnio intensywne, nieco pikantny finisz, zwiewne oraz morskim Pietramarina 2009 (170 zł); limonkowy nos, oczywiście mineralny z wysoką kwasowością, w ustach nagromadzenie słonych nut, dobra równowaga, średnie w długości i intensywności, jednak zaskakująco świeże z soczyście zaznaczonym alkoholem.

fot. WineMike

Czerwoną serię otworzyło przyjazne Nerello Cappuccio 2010 (110 zł); intensywne nuty kakao w proszku, nieco czarnego bzu, dość pikantne usta, nieco narzucające się procenty, które wraz z kręceniem kieliszkiem zdają się ulatywać zastąpione przez zwartą kwasowość. Czyste Nerello Mascalese 2009 (110 zł); stonowane grafitowe akcenty, dość intensywna aronia i suche liście. Skojarzenia z Nebbiolo są jak najbardziej właściwe. Mamy tutaj dość ostrą beczkę, jednak generalnie nadal jest to młodziak i horyzont jego starzenia jest spory. Szczere Rosso di Verzella 2012 (69 zł); kompotowy nos, który wynagradzają świeże akcenty borówek, szybko zastąpione przez wszędobylskie procenty. Po paru minutach powracają majaczące gdzieś w tle owocowe niuanse, choć określenie „suche” również do tego wina pasuje. Entry level? Naturalnie - tylko rozpoczynający się od sufitu. 
 
fot. WineMike

Bezkompromisowe Rovitello 2010 (170 zł); przesoczyste, ziemisto-wędzono-śliwkowo-czereśniowe akcenty, średnio wysuszające, zgrabne taniny, sensownie zarysowany alkohol z dymnymi nutami. Jeśli dać mu parę chwil w kieliszku – odwdzięczy się zintensyfikowanymi akcentami ziemistymi oraz majaczącymi gdzieś w tle asfaltowymi nutkami. 

Italvinus

Monumentalne Serra Della Contessa 2008 (180 zł); nieoczywiste aromaty gotowanych czerwonych owoców, atramentowe, nieco perfumowe i szypułkowe, pikantna beczka, dość długie z bardzo dobrą ewolucją w dobrym kierunku. Deserowe Il Musico 2007 (67 zł); morelowo-brzoswiniowa konfitura, słodycz umiejętnie utemperowana kwasowością. Ostatni rocznik tego wina w związku ze zmianą polityki producenta.

Osiem mgnień wulkanu. Nie bez powodu Etna określana jest „wyspą w wyspie” z uwagi na unikalne terroir. Generalnie te wina są dość szczupłe. Wielbiciele rozpasanych i rozbuchanych win mogą pozostać niepocieszeni. Czy zawsze wino powinno być oczywiste, solidne, siermiężne, pretensjonalne, user-friendly? Zaprzeczyliśmy, prawda? Przyjmując, że po latach katowania się Black Sabbath (przebeczkowanymi potworkami, a co!) nagle przerzucimy się na Neila Younga (Benanti – kto zabroni?) będziemy mieli do czynienia z hedonistycznym wręcz powiewem świeżości.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza